By on nie umarł w moich ramionach... Ratujmy życie Olusia - dramatyczna walka trwa!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 8 597 osób
270 348,32 zł (101,32%)
Zbiórka na cel
cewnikowanie serca i leczenie pooperacyjne w Klinice Uniwersyteckiej w Munster

Oluś Żak, 19 miesięcy

Brzeg, opolskie

Wrodzona wada serca: dwunapływowa lewa komora (DILV)

Rozpoczęcie: 18 Lipca 2018
Zakończenie: 31 Sierpnia 2018

Zobacz wszystkie zbiórki

Siedzę przy łóżeczku mojego synka i umieram ze strachu o jego życie. W piersi Olusia bije chore serce, które w każdej chwili może się zatrzymać! Zapadła decyzja – potrzebne kolejne cewnikowanie, które ma odbyć się na dniach! Nie mam pieniędzy za leczenie – powiedzieć, że ogarnia mnie panika i rozpacz, to za mało... Proszę, jak tylko matka może prosić – pomóżcie mi uratować synka, nie pozwólcie mu umrzeć!

Oluś Żak

Jesteśmy w Klinice Uniwersyteckiej w Munster – miejscu, w którym ratuje się dzieci o chorych sercach, które gdzie indziej nie miałyby szans na życie. Jestem pewna, że gdyby Oluś był w jakimkolwiek innym szpitalu, już by dzisiaj nie żył... Który to już dzień, który tydzień…? Nie jestem w stanie zliczyć. Przyjechaliśmy tu na kilka dni. Jesteśmy już parę miesięcy. Gdybyśmy się spóźnili z przyjazdem, dla Olusia też byłoby już za późno… Walka o życie mojego synka trwa, ale nie dopuszczam do siebie innej myśli niż tej, że wygramy. On będzie żyć, on musi żyć!

Tyle, ile przetrwał mój synek, nie przeżył chyba żaden ze znanych mi dorosłych… Walczył ze śmiercią już w pierwszy dzień swojego życia. Gdy miał tylko kilka miesięcy, czekała go ratująca życie operacja. Zamiast planowanej jednej przeszedł aż trzy! Potem dwa cewnikowania serca – w tym jedno nagłe, bo stan serduszka bardzo się pogorszył… Nie mogłam wtedy nic zrobić – tylko się modlić. Oluś wrócił – wygrał! Z serduszkiem wciąż jednak nie było dobrze. Wciąż tlen, wciąż niskie saturacje… Sztab lekarzy codziennie odwiedza synka. Codziennie echo serca, badania, leki… Lekarze podjęli decyzję o kolejnym cewnikowaniu, które jest jednak takim obciążeniem jak operacja. Miało odbyć się 26 lipca, lekarze jednak boją się, że serce Olusia tego nie wytrzyma. Ile jednak wytrzyma bez cewnikowania…? Prawdopodobnie odbędzie się już w sierpniu… Zostało kilkanaście dni!

Oluś Żak

Od roku walczę, by uratować mój świat – bo tym jest właśnie dla mnie moje dziecko, całym światem. 23 czerwca 2017, 2 kreski na teście ciążowym... Najpiękniejszy prezent dla męża – to, że zostanie tatą. Wraz z najcudowniejszą wiadomością przyszła najstraszniejsza. dowiedziałam się, że mój ukochany synek przyjdzie na świat ze śmiertelną wadą serca – brakiem jednej komory. Okazało się, że Oluś zacznie umierać w chwili, gdy tylko przyjdzie na świat! Mógł jednak przeżyć – warunkiem była bardzo ciężka operacja zaraz po narodzinach i kolejne w trakcie dwóch lat.;;

Wtedy dopiero poznałam, co znaczy rozpacz i desperacja… To one popchnęły mnie do tego, co trwa do tej pory – walki o życie mojego synka. Znaleźliśmy wtedy z mężem Klinikę Uniwersytecką w Munster – wiedzieliśmy, że dzieci, które gdzie indziej zabija wada serca, tu dostają szansę na życie… Nie dojechaliśmy tam. Poród zaczął się na autostradzie. Oluś został przewieziony do najbliższego szpitala w Hanowerze, gdyby nie było tam oddziału kardiologicznego – już by go nie było.

Oluś Żak

Kolejna operacja miała odbyć się dopiero kilka miesięcy później. Wada serca to jednak życie w cieniu śmierci – ona czai się gdzieś obok i nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje, dlatego trzeba być zawsze czujnym, mieć oczy dookoła głowy. W marcu okazało się, że z sercem Olusia jest bardzo źle. Tym razem dojechaliśmy do Munster… Jesteśmy tu do dziś. Po pierwszej operacji profesor Malec powiedział mi wprost – była strasznie ciężka i bardzo trudna, ale Oluś dał radę, jest silniejszy niż ktokolwiek się spodziewał. I mam nie dopuszczać do siebie innej myśli, niż tej, że mój synek będzie żyć…

Oluś zna tylko szpitalną salę. To w niej mijają kolejne tygodnie… Inne dzieci, inne rodziny przyjeżdżają, wyjeżdżają… My wciąż tu jesteśmy. Wierzę, że przed cewnikowaniem uda nam się choć na chwilę pojechać do domu, do Polski… I tam poczekać na cewnikowanie i poszerzenie tętnic. Już zapominam, jak wygląda to miejsce – dom… Najważniejszy jest jednak Olek. Każde zaciśnięcie jego paluszka na moich palcach, każdy jego uśmiech daje mi siłę do dalszej walki. Chcę tylko jednego – by ten uśmiech trwał całą wieczność… 

Nasz dług wobec kliniki wciąż rośnie. To, co zebraliśmy do tej pory, okazało się kroplą w morzu… Codzienne leczenie i planowane cewnikowanie to wciąż ogromne koszty. Ogarnia mnie panika, jestem przy moim śmiertelnie chorym synku, tak bardzo się boję o jego życie, a teraz też o to, skąd wziąć pieniądze na leczenie?! Jest ciężko, bardzo, ale dla Olusia jestem w stanie znieść wszystko, wytrzymać wszystko. I zrobić wszystko… Dlatego proszę o pomoc, ja, mama tego wspaniałego, chorego chłopczyka, który dzięki Tobie może dostać szansę, żeby żyć.

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 8 597 osób
270 348,32 zł (101,32%)