❗️Młoda mama, lekarka i guz mózgu - pomagamy Patrycji!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 2 269 osób
118 598,24 zł (115,28%)
Wesprzyj Wesprzyj
Przekaż swój podatku
Numer KRS
0000396361
Cel szczegółowy 1%
0090068 Patrycja
Zbiórka na cel
leczenie Patrycji

Patrycja Rojewska-Madziała, 35 lat

Poznań, wielkopolskie

guz mózgu, powikłania pooperacyjne

Rozpoczęcie: 16 Października 2020
Zakończenie: 14 Stycznia 2021

Poprzednie zbiórki

45 247,33 zł (194,19%)
aparat do terapii zaburzeń mowy i połykania

962

14.01.2019 - 22.01.2019

aparat do terapii zaburzeń mowy i połykania

962

45 247,33 zł

14.01.2019 - 22.01.2019

Patrycja - młoda mama, lekarka... I wojowniczka z oddziału intensywnej terapii. Historie walki o zdrowie znała bardzo dobrze od swoich pacjentów, ale nie sądziła, że los szykuje dla niej własną... Nowotwór pojawił się wtedy, kiedy Patrycja była najbardziej potrzebna – została mamą… Gdy usłyszała diagnozę - guz mózgu - jej córeczka miała zaledwie 17 miesięcy. Patrycja walczy, bo wie, że ma dla kogo... Operacja usunięcia guza mózgu zakończyła się jednak ogromnymi powikłaniami. Prosimy o pomoc, o ratunek! Dopiszmy do jej historii szczęśliwe zakończenie...

"Mam na imię Patrycja i mam 35 lat. Zawsze lubiłam wyzwania. Studia medyczne, praca w szpitalu… Nigdy nie bałam się ciężkiej pracy i konsekwentnie dążyłam do celu. To się nie zmieniło, niestety, ponad 2,5 roku temu zmienił się mój cel... Z całych sił próbuję wrócić do sprawności i „normalności” po operacji usunięcia dużego guza pnia mózgu. 

W grudniu 2017 mój świat wywrócił się do góry nogami… W mojej głowie znaleziono guza o wielkości aż 4,5 cm – tyle, ile piłeczka ping-pongowa. Od diagnozy do operacji minęły zaledwie 2 tygodnie. Święta Bożego Narodzenia spędziłam już w szpitalu. Nie zdążyłam się zezłościć na los ani wpaść w rozpacz... Nastawiłam się tylko na ciężką walkę. W sobotę, dzień przed przyjęciem do szpitala, poszłam jeszcze do gabinetu do pacjentek. W domu został mąż i 17-miesięczna Wanda – moja ukochana córeczka...

Myślałam, że jestem niezniszczalna! Niestety, tak bardzo się myliłam… 

Patrycja Rojewska-Madziała

Po operacji obudziłam się na Oddziale Intensywnej Terapii - przytomna, ale zaintubowana. Na łóżku po prawej trwała reanimacja – skończyła się śmiercią. Na łóżku po lewej przytomna krzycząca pacjentka, która zmarła tydzień później. I w tym wszystkim ja! Był 29 grudnia 2017 roku i cały świat szykował się już do nocy Sylwestrowej… Przeżyłam, ale zaczynało do mnie docierać, że chyba już nie będzie tak jak dawniej...

Na OIOM-ie spędziłam prawie 5 miesięcy. Uczyłam się oddychać, potem oddychać i siedzieć, oddychać i stać, na końcu dopiero chodzić... Miałam tak uszkodzony ośrodek oddechowy, że gdy próbowałam robić dwie rzeczy naraz, np. oddychać i siedzieć, to oddech ustawał… Każda próba kończyła się utratą przytomności. Niekiedy traciłam ją kilkadziesiąt razy dziennie… Miałam zaburzenia czucia głębokiego - nie wiedziałam, gdzie się kończę, a gdzie zaczynam, gdzie góra, a gdzie dół… Nie mówiłam, nie połykałam, nie ruszałam ani jednym mięśniem twarzy. Nie byłam w stanie utrzymać nawet głowy.

Moi rodzice, siostra i jej mąż spędzali ze mną każdy dzień od godziny 13 do 22. „Kotwiczyli” mnie w realnym świecie. Gdyby nie Oni, wpadłabym w obłęd i chyba bym umarła… W 8. dobie po operacji wykonano mi tracheostomię, a miesiąc po założono PEG, tj. żywienie dożołądkowe. Po 7 tygodniach na wózku pojechałam z butlą z tlenem do bufetu na pierwsze spotkanie z córeczką. Tak długie rozstanie z dzieckiem to najgorszy aspekt mojej choroby. Niewyobrażalny ból i tęsknota. Wandzia była jeszcze malutka, nie rozumiała, co się ze mną stało…

Patrycja Rojewska-Madziała

Miesiącami uczyłam się chodzić po korytarzu i schodach szpitala... Najpierw jeździli za mną z butlą z tlenem, później dawałam już radę iść bez niej. Co weekend odwiedzały mnie ekipy przyjaciół i znajomych. Dawali mi siłę do życia i nadzieję, której bardzo często mi brakowało. Potem przeniesiono mnie na oddział rehabilitacji. Na dobre wyszłam stamtąd dopiero 30 listopada. To prawie rok spędzony w szpitalach! Nie życzę tego nikomu…

Po wyjściu ze szpitala zamieszkałam z Wandzią w moim rodzinnym domu - rozpoczął się kolejny etap mojej rehabilitacji. Robiłam wszystko, żeby znów jeść i mówić... W styczniu 2019 r. postanowiłam, że spróbuję elektroterapii. Dzięki Wam i ekspresowej zbiórce na siepomaga.pl w ciągu jednego dnia zebrałam środki na najlepszy aparat, dostępny w Polsce! Środki ze zbiórki wykorzystałam też na opłacenie terapii logopedycznej i fizjoterapii. Aparat dotarł do mnie w marcu i od tamtego czasu nie było dnia, żebym nie ćwiczyła. Stymulacja prądem to dla mnie jedyny sposób wpływania na uszkodzony układ nerwowy…

Niestety, są rzeczy, których nie da się naprawić samymi ćwiczeniami. Nie jest to dla mnie łatwe, ale dziś muszę po raz drugi prosić Was o pomoc… Już w szpitalu zaczął się mój problem ze stawami skroniowo-żuchwowymi. Doszło do częściowego zaniku kości szczękowych, co spowodowało nieprawidłową pozycję żuchwy, skróciło twarz, spłaszczyło jamę ustną i zupełnie zniszczyło mi zgryz... Taka pozycja bardzo utrudnia oddychanie, mówienie i połykanie, komplikuje też rehabilitację mięśni karku i szyi. Mam też całkowicie zniszczone uzębienie... Po roku leczenia ortodontycznego rozpoczynam leczenie protetyczne - czeka mnie podniesienie zwarcia, wydłużenie zębów i odrotowanie żuchwy, przeszczep kości i wszczepienie implantów... Całość wyceniono na ponad 80 tysięcy złotych!

Przede mną też operacja oczu. Po operacji mam zeza i widzę podwójnie… I tak od ponad 2 lat! Operacja ma ustawić pojedynczy obraz… Nie mogę się już jej doczekać, mam nadzieję, że przyniesie pożądany skutek. Cały czas jestem też przed zabiegami laryngologicznymi. W planach zabiegi na krtani, podniebieniu plastyka blizny po tracheostomii. Dużo walki przede mną… 

Patrycja Rojewska-Madziała

Pozostaje też aspekt estetyczny – uszkodzenie nerwu twarzowego spowodowało u mnie spore obniżenie się policzków i całej twarzy. Grawitacja jest dla mnie bezlitosna… Na szczęście można to cofnąć za pomocą specjalnych nici aptos – mają zastąpić mi mięśnie, które zanikły. Dzięki nim będę lepiej zamykać oczy, co ochroni moją rogówkę. Koszt takich nici to kolejne 11 tysięcy złotych. Przy innych, kilkumilionowych zbiórkach, ta kwota może nie wydaje się być wysoka. Jednak przy kosztach codziennej rehabilitacji, zakupie leków i świadomości, ze jeszcze niejeden zabieg mnie czeka – to bardzo dużo. Dlatego zdecydowałam się poprosić Was o pomoc.

Mimo niepełnosprawnego ciała umysłowo jestem w pełni sprawna. Wciąż ambitna. Nigdy się nie poddam! Mówię coraz wyraźniej i mniej mnie to męczy. Mam dwa cele nadrzędne - być jak najsprawniejszą mamą i wrócić do pracy jako lekarz!

Mam też małe marzenia… Chciałabym usiąść przy kawie, swobodnie z Wami rozmawiać, śmiać się i może kiedyś jeszcze zjeść kromkę chleba ze smalcem, o której marzę od prawie trzech lat. I tatar… i sushi… Doceniajcie te najmniejsze przyjemności każdego dnia, bo w każdej chwili można je stracić…

Patrycja

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 2 269 osób
118 598,24 zł (115,28%)
Wesprzyj Wesprzyj
Przekaż swój podatku
Numer KRS
0000396361
Cel szczegółowy 1%
0090068 Patrycja