❗️"Jedno dziecko już nam umarło..." Jerzyk potrzebuje drugiej operacji!
Cel zbiórki: Druga operacja serca w Genewie, lotniczy transport medyczny
Cel zbiórki: Druga operacja serca w Genewie, lotniczy transport medyczny
Aktualizacje
Dziękujemy Wam za wsparcie!
Kochani,
gdy rok temu dostałam informację, że jest nadzieja na uratowanie serduszka Jerzyka, a jednocześnie otrzymałam pierwsze kosztorysy na prawie milion za pierwszą operację, a potem podobną kwotę za drugą, nadzieja mieszała się we mnie z rozpaczą i bałam się, że to się nie uda.
Udało się dzięki Wam. Bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do ratowania serduszka Jerzyka. Dziękujemy wszystkim tym którzy mówili do ostatniej złotówki będziemy z Wami gdy wdały się komplikacje. Dziękujemy wszystkim tym, dzięki którym to leczenie było możliwe. Uratowaliście Jerzyka.Od roku Jerzy toczył zacięta i nierówną walkę o życie. We wspaniałym genewskim szpitalu jego serce spoczęło w rękach najlepszych z najlepszych i było ratowane w sposób godny podziwu. Jerzy wygrał walkę o życie dzięki Wam, wspaniałym specjalistą i ogromnej woli życia. Byliście, kibicowaliście, wspieraliście, jak tylko mogliście - dziękujemy.
Ze względu na to, że dalsze leczenie Jerzego zostało przeniesione do Polski kwota, którą już uzbieraliśmy dzięki tysiącom dobrych serc, zdoła pokryć rachunek za szpital. Bardzo serdecznie dziękujemy. Mamy nadzieję, że za jakiś czas gdy nasze życie wróci na właściwe tory, a Jerzy stanie na nogi i my będziemy mogli pomagać innym...
Przed Jerzym jeszcze długa droga i jeszcze kiedyś mamy nadzieję, że nie prędzej niż za 10 lat Jerzy będzie musiał wrócić na to pole bitwy, bo zastawka nie urośnie, ale do tego momentu mamy nadzieję cieszyć się życiem i choć trochę ponieść otrzymane dobro dalej.
Dziękujemy - byliście wspaniali!Joanna - mama
---
Zbiórka będzie jeszcze otwarta przez kilka dni z uwagi na trwającego inicjatywy dla Jerzyka, a zebrana kwota pomoże nam w rehabilitacji synka!
Skończyły się pieniądze na leczenie Jerzyka...
Kochani,
to już prawie miesiąc pobytu w szpitalu w Szwajcarii. Nikt się nie spodziewał, że potrwa to tak długo. Nikt też wcześniej nie przewidywał konieczności przeprowadzenia kolejnej operacji. A każda taka operacja to niewyobrażalne koszty, które już dawno tutaj przekroczyliśmy... Z czego ja to zapłacę? Życie Jerzyka jest bezcenne, ale szpital wystawi nam wkrótce ogromny rachunek.
Jerzy dzielnie walczy, a lekarze walczą o niego. Środków na tą walkę już dawno nam brak. Prosimy o pomoc. Jerzemu popsuło się wejście centralne, sprawdzano mu też rozrusznik... Dni na szpitalnym oddziale ciągną się w nieskończoność, człowiek odchodzi od zmysłów...

Czasami nie mam już sił, tak zwyczajnie po ludzku. Próbuję nie zwariować. Muszę przecież być silna dla niego, jego życie jest najważniejsze i najcenniejsze. Ale przecież każdy ma gdzieś próg możliwości. Ja boję się bardzo, że jestem już na skraju. I jeszcze te pieniądze... Błagam, proszę, ze łzami w oczach, z trzęsącymi się rękoma. Pomóżcie nam zapłacić rachunek za ratowanie życia Jerzyka!
Joanna - mama
❗️PILNE! Dzisiaj kolejna operacja Jerzyka... Pomocy!
19. doba pobytu na OIOM-ie. Jerzy za chwilę pojedzie na blok operacyjny, a jego serduszko znów będzie naprawiane przez najlepszych z najlepszych. Synek walczy, a lekarze walczą o niego... Wasze kciuki, modlitwy i wszelkie pozytywne myśli są na wagę złota. Proszę o pomoc, bo środki na leczenie już dawno się skończyły...

Stan psychiczny Jerzyka jest fatalny. Wszystkiego jest świadomy, w nocy budził się 20 razy z płaczem, bolała go głowa cały dzień, funkcjonował jako tako dwie godziny. Przed przyjechaniem tu od czasu do czasu miał tik nerwowy wyrywał sobie rzęsy - dziś ich w ogóle nie ma. Zaczyna wyrywać włosy na głowie, a jak nie ma siły to mówi: "mamusiu wyrwij mi trochę tych włosów, nie będę zły". Jak tylko odkrywa się kołderkę i widzi wszystkie wystające z niego ustrojstwa, wpada w panikę.
Jestem przerażona, roztrzęsiona... Ja w tej walce o życie mogę go tylko podziwiać i trzymać za rękę. Od wczoraj Jerzy na zmniejszonych parametrach rozrusznika. Kolejny dzień głodówki, Jerzy żywiony tylko dożylnie, ponieważ wymiotuje po każdej próbie napicia się, co w ogóle mnie nie dziwi. Tyle dni głodówki, leki na pusty żołądek, soki żołądkowe wciąż dają się w znaki...

Proszę, pomóżcie nam... Dodatkowa operacja to dodatkowe koszty (ponad 200 tys. CHF), przez co musimy zwiększyć kwotę zbiórki. Pozwólcie, żeby ze wszystkich zmartwień chociaż to finansowe skończyło się jak najszybciej...
Opis zbiórki
Zdjęcie, które widzicie powyżej, jest przerażające i wspaniałe jednocześnie. Przerażające, bo taki widok własnego dziecka - bezbronnego, podłączonego kabelkami do wielu specjalistycznych aparatur, boli serce każdego rodzica. A wspaniałe dlatego, że zrobione tuż po bardzo skomplikowanej i niebezpiecznej operacji, która uratowała małe i mocno chore serduszko Jerzyka. Operacji, która była możliwa dzięki wsparciu wielu tysięcy hojnych serc, otwartych na głos naszego wołania z pierwszej zbiórki. Operacji, która była jednak dopiero pierwszym etapem... Przed nami drugi, równie kosztowny (ok. 900 tys. zł), bez którego pierwszy nie miałby sensu. Lekarze chcą nas widzieć u siebie ponownie za 3 miesiące. To oznacza okropnie mało czasu i z tego też powodu nie mamy wyjścia i musimy Was raz jeszcze poprosić o wsparcie... Oto nasza historia:
---

Nie da się czuć większego strachu niż ten o własne dziecko. Dziecko, które dopiero co ma przyjść na świat. Ma przed sobą całe życie, ale już wiesz, że to życie nie będzie łatwe, nie będzie też zdrowe... Dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że z sercem synka jest coś nie tak, zapamiętamy już do końca swoich dni, bo był tym, który najbardziej chcielibyśmy wymazać ze wspomnień, by nigdy się nie pojawił. Młody lekarz niezwykle długo przeprowadzał USG, myślałam, że po prostu chce być bardzo dokładny. Niestety...

Od tego momentu wiedzieliśmy, że Jerzyk urodzi się z wadą serca, taką, której nie można wyleczyć prenatalnie, trzeba czekać do porodu. Jakakolwiek korekta wady serca była możliwa dopiero po narodzinach synka. Poród musiał odbyć się w specjalistycznej klinice, a ja zamiast intymności, w chwili, która powinna być tą najpiękniejszą na świecie, czułam strach, bezsilność. W otoczeniu 10 lekarzy czekałam, aż usłyszę płacz swojego dziecka. Zapłakał, ja razem z nim - z radości, bo to znaczyło, że umie sam oddychać.
Wada serca okazała się bardzo złożona: ubytek przegrody międzykomorowej, między przedsionkowej, zwężenie pnia płucnego w trzech miejscach, zwężenie zastawki aorty pnia płucnego, prawostronny izomeryzm, przełożenie wielkich pni tętniczych. Po porodzie wykryto u Jerzyka jeszcze zespół Goldenhara – zespół wad wrodzonych: oprócz wady serca dochodzi wada słuchu, wada układu twarzoczaszki...

Ból i Jerzy są nierozłączni. Od trzech lat gdy przychodzi noc, pojawia się przeraźliwy ból, taki nie do wytrzymania, wyginający całe małe ciałko i niepozwalający ustać na nóżkach, a saturacja spada do 65(!!!). Przez bardzo już zmęczone serduszko jedna trzecia potrzebnego do życia tlenu, nie dociera do mózgu!
Za dnia jest dobrze, ale wieczór oznacza bandaże, leki, maści, masaże i nieprzespane noce. Ból przyszedł dziś, był wczoraj i wróci jutro... Zwiedziliśmy rzeszę lekarzy, którzy kazali się cieszyć, że zwykłe leki przeciwbólowe wciąż działają. Kiedy ból minie, Jerzyk wygląda, jak krajobraz po bitwie. Nigdy nie wiemy, co przyniesie noc. Śpimy w rzeczach, w których można wsiąść do karetki...

Synek przeszedł już niezbędne leczenie operacyjne, zabiegi, dzięki którym wciąż żyje, jednak konieczna były kolejne operacje, tym razem w Genewie.
Pierwszy etap, jaki zaplanował genewski szpital jest już za nami. Jerzy w tempie ekspresowym dochodzi do siebie, choć operacja była bardzo trudna. Korekcja wady Jerzyka miała odbyć się w dwóch etapach. Pierwszym była stabilizacja serduszka naszego synka i zbicie nadciśnienia płucnego. Lekarze w Genewie jako jedyni podjęli się tak skomplikowanej operacji i jako jedynym udało się naprawić zastawkę, której wcześniejsze próby zrobienia, w kraju, nie przyniosły efektów. Następnie w drugiej operacji (tej, która jest przed nami) lekarze chcą podnieść natlenianie krwi, które jest dla Jerzyka skrajnie niskie i zagrażające życiu. Niestety, koszty każdej operacji są bardzo wysokie (pierwsza kosztowała ponad 800 tys. zł, druga będzie równie droga). Taka jest cena za życie naszego synka, którą z Waszą pomocą musimy opłacić.

Trudno pogodzić się z tym, że od pieniędzy uzależnione jest dalsze dobre życie naszego synka. Jedno dziecko (Krzysia - młodszego braciszka) już straciliśmy i wiemy, jak ogromna to wyrwa w sercu. Błagamy o ratunek dla naszego synka, o piękną przyszłość, na którą tak zasługuje!
Rodzice Jerzyka
---
Możesz pomóc biorąc udział w LICYTACJACH (otwiera nową kartę) i LICYTACJACH2 (otwiera nową kartę)
- Wpłata anonimowa1000 zł
- Wpłata anonimowa783,24 zł
- Wpłata anonimowa348,40 zł
- Wpłata anonimowa1159 zł
- Wpłata anonimowa359 zł
- Wpłata anonimowa87,87 zł