W Polsce nie ma już ratunku dla Antosi. Pomóżmy powstrzymać jej cierpienie! Skarbonka pomagacza

Dobryklik.pl realizuje już 63 cel. Jest nim pomoc dla Tosi!

ZBIÓRKA NA CEL: OPERACJA NÓŻEK W PALEY INSTITUTE, BY ANTOSIA MOGŁA BYĆ SPRAWNA

Pomóc można na dwa sposoby:

Wchodząc na stronę DobryKlik.pl, gdzie każde odsłonięcie obrazka oznacza 10 groszy dodanych do zbieranej puli.

oraz dokonująć dobrowolnej wpłaty klikając "WESPRZYJ"


__________________________________________________

OPIS CELU:

Operacja Antosi za granicą albo całe życie na wózku. Ta historia może mieć tylko dwa zakończenia. Pierwsze – najszczęśliwsze. Drugie – najtragiczniejsze, bo skazujące dziecko na cierpienie już na samym starcie.

Wychodząc ze szpitala po narodzinach Tosi usłyszałam jedno zdanie – szukajcie pomocy w Stanach Zjednoczonych. W Polsce mamy świetnych specjalistów, niestety w przypadku Tosi nie są w stanie pomóc. Tutaj zaproponowano nam wózek. Tylko tyle. Tosię i jej starszego brata wychowuję sama. Jeśli ja jej nie pomogę, nikt inny tego nie zrobi. Dlatego poruszę niebo i ziemię, by zapłacić ogromną cenę za jej zdrowie.  Proszę, pomóżcie...

Ukochana, wyczekiwana i bardzo chora  – Tosia. Badania w czasie ciąży były dla jej mamy jak świętość, nie było miejsca na zaniedbanie. Z każdych badań wychodziła szczęśliwa, coraz pewniejsza, że pod sercem nosi zdrowe dziecko. Strach był wtedy odległy – wyniki badań nie powalały się bać. Na monitorze aparatu USG widziała swoje maleństwo – małe rączki, nóżki i główkę, które już niedługo sama miała zobaczyć. Bajkę przerwały pierwsze chwile po porodzie. Okazało się, że Tosia ma mocno wykrzywioną jedną stópkę.

Wystraszyłam się, ale pomyślałam, że z tym na pewno coś da się zrobić, bo przecież są rehabilitacje, masaże, ostatecznie gipsy. W przeszłości czytałam o takich przypadkach. Pamiętałam, że korygowano takie wady u małych dzieci. W przeświadczeniu, że w naszym przypadku będzie podobnie, żyłam przez kilka godzin po porodzie. Tosię zabrano na badania. Później przyszedł do mnie lekarz i odebrał nadzieję...

Lekarz wymieniał obco brzmiące nazwy chorób. Każda z nich raziła, jak piorun. Antosia urodziła się z szeregiem wad genetycznych – agenezją kości krzyżowej i guzicznej z jednoczesną hiperplazją ostatnich trzonów lędźwiowych. Tak naprawdę nie wiedziałam co to za wada. Wszystkie nazwy nerwowo wpisywałam w wyszukiwarkę internetową. Było tysiące myśli, setki domysłów i pytań, czy da się z tym żyć, czy sobie poradzimy. Po 4 dniach Tosia została przewieziona karetką do Wrocławia. Całą drogę jechałam za karetką, z nadzieją, że w szpitalu powiedzą mi, że wcale nie jest aż tak źle, że polscy lekarze będą w stanie nam pomóc. Zostałam odarta ze złudzeń.

To właśnie tam dowiedziałam się, że u Tosi nie wykształciła się kość krzyżowa i guziczna, że nigdy nie będzie chodzić, że jej bioderka są zwichnięte, miednica zdeformowana, a nóżki się nie zginają w kolanach. Lekarze mówili mi, że Tosia może być całe życie niepełnosprawna. Kiedy jako matka słyszy się coś tak dramatycznego o swoim dziecku, łzy płyną same. Szuka się ratunku wszędzie, gdzie się da, byle tylko uchronić je przed kalectwem. Kolejne dni mijały na badaniach i konsultacjach. Zalecono nam założenie gipsów i rehabilitację. 

W nasze życie, zamiast długich spacerów, raczkowania, kalendarzowego wyczekiwania pierwszego kroczku, pierwszych bucików, wpisana jest rehabilitacja, wizyty u specjalistów i w szpitalach, kilka operacji, strach i walka o sprawność.

Antosia ma już 7 miesięcy. W tym czasie jeździłyśmy od jednego specjalisty do drugiego i wciąż nie poznałyśmy żadnego planu leczenia w Polsce. Tosia  została skreślona przez polskich ortopedów i to jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu że jedyna szansa czeka na nas w USA. Tą szansą jest operacja przeprowadzona przez doktora Paleya, który po zapoznaniu się z naszą sytuacją podjął się naprawienia ekstremalnie skomplikowanej wady mojej  córeczki. Pojawiło się światełko w tunelu. Jeśli stawimy się w Paley Institute istnieje 100% szans, że Tosia będzie chodzić! Dzieci, których wady były uznawane za beznadziejne, po operacji mogły chodzić tak, jak zdrowe dzieci. Wierzę, że tak samo będzie z moją Tosią.

Jako mama nie mogę bezczynnie czekać i przyglądać się, jak choroba sadza moje dziecko na wózek inwalidzki. Chyba każdy rodzic postąpiłby tak samo. Kilka tygodni temu otrzymałam kosztorys z kliniki. Załamałam się, bo cena za sprawność Antosi to niemal milion złotych…Niedługo przyjdzie moment, kiedy dzieci w wieku Antosi zaczną stawiać swoje pierwsze kroki. Tosia nawet nie wstanie. Jeśli spróbuje, upadnie. Operacja powinna odbyć się jak najszybciej, bo im Tosia jest mniejsza, tym większa szansa, że szybciej zacznie chodzić.

Tosia jest coraz bardziej ciekawa świata,  trudno utrzymać ją na rękach. Jej nieco starsi koledzy już dreptają za rączkę po szpitalnym korytarzu. Wtedy Tosia zerka na mnie z wielkim zdziwieniem. Czy ona też będzie kiedyś tak mogła chodzić?

Co powiem, kiedy Tosia zapyta mnie kiedyś, dlaczego nie spróbowałam, dlaczego pozwoliłam, by przez resztę życia była niepełnosprawna? Dla niej uwierzyłam w cud. Błagam Was o pomoc, bo wiem, że ten wyrok można jeszcze zatrzymać. Tosia może być w przyszłości zdrowa. Może – pod warunkiem, że zapłacę cenę za jej zdrowie. Jako jej mama wierzę, że tak się stanie. Dzięki Tobie… Proszę, nie zostawiaj nas samych w tej walce!

Poomoc.pl i Dobryklik.pl 

postanowiły wesprzeć zbiórkę kwotą 5 000zł

68 osób wsparło

100 zł

Anonimowy Pomagacz

20 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowy Pomagacz

100 zł

Anonimowy Pomagacz

50 zł

Anonimowy Pomagacz

200 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość