
Nasza mama UMIERA na raka❗️Była zbyt słaba, żeby przyjść na Komunię Marcelinki... Błagamy o pomoc!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Mam na imię Patrycja i mam 21 lat. Jestem najstarszą córką Doroty. Dziś staję przed Wami i błagam o pomoc, bo moja mama UMIERA. Zaatakował ją złośliwy nowotwór z przerzutami! Żadne słowa nie są w stanie opisać, jaki koszmar przeżywa nasza rodzina... Moja najmłodsza siostra Marcelinka ma tylko 10 lat, a brat Kuba ledwo wkroczył w dorosłość. Boimy się, że wkrótce zostaniemy sami. Bez mamy.
W najgorszych koszmarach nie śniło mi się, że w wieku 16 lat dowiem się, że moja mama jest śmiertelnie chora. Dotarło do mnie, że z czasem będę musiała objąć opiekę nad moim rodzeństwem. Zastąpić im mamę. To niewyobrażalnie trudne, wiecie? Marcelka miała wtedy 4 lata... Poza sobą nawzajem nie mamy nikogo. Wynajmujemy dom z pomocą opieki społecznej. Żyjemy z mojego wynagrodzenia.
Brutalna diagnoza: gruczolakorak esicy padła w listopadzie 2021 roku. Zaczęło się od bólu brzucha, który z czasem przybrał na sile do tego stopnia, że mama odchodziła na naszych oczach. Trafiła do szpitala, a lekarze w ostatniej chwili uratowali jej życie – okazało się, że doszło do perforacji przewodu pokarmowego. Usunięto guz esicy oraz fragment jelita cienkiego i wyłoniono końcową ileostomię. Płakałam jak nigdy wcześniej. Tuląc Kubę i maleńką Marcelinkę, modliłam się, żeby to jeszcze nie był koniec...
Niestety z powodu przedłużającej się infekcji COVID-19 mama nie mogła rozpocząć chemioterapii. Komplikacje zaczęły nakładać się na siebie. Mimo to mama starała się żyć najlepiej, jak potrafiła. Najważniejsze było dla niej to, by być przy nas. Zabierała Marcelę na festyny, angażowała się w życie szkoły. Z perspektywy czasu widzę, że ona po prostu chciała, żebyśmy mieli z nią piękne wspomnienia...
W styczniu 2026 roku choroba zaatakowała ze zdwojoną siłą. Ostry ból w dolnej części pleców sprawił, że mama krzyczała z bólu. Pojechaliśmy na SOR, gdzie po serii badań stwierdzono rozległego guza w obrębie miednicy i w okolicy lewych przydatków. Miał 9,2 x 4,5 x 9,4 cm. Operacja nie wchodziła w grę. Naciek obejmował naczynia biodrowe, lewy moczowód oraz mięsień lędźwiowy. Ale to nie koniec. Zauważono też zmiany w wątrobie i guzki w obu płucach.
W lutym 2026 roku mama została zakwalifikowana do pierwszej linii leczenia paliatywnego, a 2 miesiące później trafiła do szpitala z powodu ostrej niewydolności nerek, do której doprowadził ucisk guza. Wykonano nefrostomię, umożliwiającą odprowadzenie moczu z nerek. Okazało się również, że zmiany w wątrobie i miednicy urosły, a dodatkowo pojawiła się nowa, w okolicy odbytnicy. W badaniach molekularnych stwierdzono mutację w 2. eksonie genu KRAS (KRAS+).
Pod koniec czerwca rozpoczęła się intensywna chemioterapia dożylna. Niestety mama jest bardzo zbyt słaba... Nie zawsze lekarze decydują się na podanie leku. Przez jakiś czas leżała w szpitalu z bakterią, która dostała się do nerek i jeszcze bardziej ją osłabiła. Jej ciało jest wyniszczone. Mama waży niecałe 40 kilo. Jest bardzo źle. Psychicznie nie daje już rady i wpadła w depresję.
Nie wiem, co będzie dalej. Marcelinka praktycznie nie ma rodziców... Mama nie jest w stanie się nią zajmować, nie ma nawet siły wstać z łóżka. Była nawet zbyt słaba, żeby przyjść na jej Pierwszą Komunię Świętą. Z kolei brat, Kuba, skończył 18 lat i zamknął się w sobie. Bardzo przeżywa tę całą sytuację i ciężko jest mu się pogodzić z chorobą mamy.
A ja... Walczę o moją rodzinę. Jako córka – o życie mamy. Jako siostra – o rodzeństwo. Zrezygnowałam z planów o dalszej edukacji. Po skończeniu szkoły musiałam zacząć pracować. Na szczęście mam wspaniałego chłopaka i jego rodziców, dzięki którym jeszcze się nie załamałam. Sąsiedzi też starają się pomagać, czasem wożą mamę do lekarzy, gdy ja pracuję. To duża pomoc, za którą jestem ogromnie wdzięczna.
Koszty utrzymania rodziny, specjalnej diety dla mamy, wizyt lekarskich, leków i dojazdów są koszmarnie wysokie. Powiedzieć, że jest ciężko, to jakby nic nie powiedzieć. Błagam Was, z całego serca, pomóżcie nam! Jesteście ostatnią deską ratunku dla mojej mamy i dla mojej rodziny, która wkrótce może się rozpaść.
córka Doroty, Patrycja
- Wpłata anonimowa200 zł
- Wpłata anonimowa30 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa100 zł