Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Popłynąć z prądem i odzyskać siebie

Dorota Bochniewicz
Zbiórka zakończona

Popłynąć z prądem i odzyskać siebie

20 484,42 zł ( 36,33% )
Wsparło 789 osób
Cel zbiórki:

terapia komórkami macierzystymi

Organizator zbiórki: Fundacja Siepomaga
Dorota Bochniewicz, 38 lat
Dębica, podkarpackie
dystrofia twarzowo-łopatkowo-ramieniowa
Rozpoczęcie: 2 Września 2016
Zakończenie: 13 Listopada 2017

Rezultat zbiórki

Przed leczeniem komórkami macierzytymi mój stan był bardzo zły. Ogromnym wysiłkiem było samo przejście nawet parę metrów. Zawsze trzymając się rękami o ściany lub za pomocą drugiej osoby czy z kulą. Nie miałam dobrej koordynacji, przechylałam się na bok, co groziło upadkiem. Każda najmniejsza czynność, jaką wykonywałam, ćwicząc, stojąc - czułam ogormny ból. Potrzebowałam wiele godzin, aby zmęczenie, ból trochę się zmniejszyły. Rehabilitacja, różne zabiegi, maści, żele nie zawsze przynosiły ulgę, a jeśli już - to na krótko. Niestety, choroba postępowała, a wraz chorobą czułam się jeszcze gorzej.

Starałam się mimo ogromnego zmęczenia i bólu myśl o wózku inwalidzkim odkładać na bardzo odległą, choć nieuchronną przyszłość. Wiedziałam, że jak usiądę na wózek, to już będzie z niego ciężko kiedykolwiek wstać. I czasami ze łzami w oczach wstawałam i chodziłam mimo wszystko, podpierając się ścian.

Ostatnio zakończyłam rehabilitację. Zaczełyśmy wspólnie z fizjoterapeutką osiągać wyniki wzmocnienia mięśni ,oraz ogólnej wydolności organizmu. Więcej ćwiczyłam nie męcząc się .Poza tym, moja kondycja wzrosła.Jestem silniejsza, czuję, że mięśnie się budują i wzmacniają. Niekórzy zauważyli, że szybciej chodzę. Potrafię też przejść kilka metrów bez niczyjej pomocy. Umiem stać dłużej bez  kul. Fantastyczne uczucie, jest to ,że mogę więcej czynności wykonać ,a zamiast grymasu z bólu, pojawia się usmiech, ogromna radość i chęć do życia. Moje życie nabiera nowych kolorów.  

Piąty przeszczep mam już za sobą. Po 5 podaniu komórek mam pół roku przerwy, po którym będzie następne 5 podań. 6 przeszczep mam zaplanowany na listopad 2017, a 7 przeszczep na grudzień. Pozostają jeszcze 3 przeszczepy. Do tej pory pomagała mi jeszcze jedna fundacja, dzięki czemu bedzie opłacone całe leczenie. Wierzę, że jest to moja szansa na pokonanie choroby, na to, żeby nie skończyć na wózku. Dziękuję!

Opis zbiórki

Mieszkanie potrafi stać się więzieniem. Choroba to okrutny sędzia, który wydaje wyrok. Kiedy nie można opuścić własnych czterech ścian, to nasila się wrażenie, że te zbliżają się do siebie, zostawiając coraz mniejszy obszar do życia. Dorota została skazana przez dystrofię, która każdego dnia niszczy jej mięśnie. Prywatna przestrzeń kobiety ciągle się zawęża. A już wkrótce będzie jeszcze mniejsza - dziewczyna przestanie opuszczać własny pokój.

Dystrofia towarzyszyła Dorocie od kiedy przyszła na świat. Do diagnozy doszło jednak znacznie później. Dziewczynka wolniej zaczęła podnosić główkę, chodzić i siadać, ale uważano, że taka jej natura, przecież każdy rozwija się w swoim tempie, a jej najwyraźniej było wolniejsze. Jednak potem zaczęły się problemy z mówieniem. Słowa jakby nie mogły zostać w pełni wypowiedziane, stawały się nieskładne, grzęznąć gdzieś w ustach i myślach, za co odpowiadały problemy ze słuchem. I to był już poważny znak, że coś jest nie tak. Mięśnie Doroty z każdym dniem słabły i jak się okazało po latach, proces ten bezwzględnie bombardował jej sprawność, odłupując po kawałeczku niezależność i samodzielność.

Dorota Bochniewicz

Rehabilitacja kojarzy się z ciężką pracą, która przywraca ludziom siły i stawia ich na nogi. W przypadku Doroty tylko ten pierwszy człon został spełniony. Dziewczynka ćwiczyła w pocie czoła, aby dogonić rówieśników i móc na równi z nimi ruszyć do biegu zwanego życiem. Jednak intensywna rehabilitacja odnosiła odwrotne skutki od zamierzonych. Zamiast przynieść poprawę sprawiła, że Dorota do wspomnianego wyścigu ruszyła z wieloletnią stratą.

Nie mogło być inaczej, taka jest natura dystrofii. Źle dobraną rehabilitacją można jedynie zaszkodzić. Dorota, zamiast oddawać się szalonym zabawom na podwórku, musiała pogodzić się z myślą, że już nigdy beztroska nie zagości w jej codzienności. Postawiono diagnozę i był to moment strachu oraz niedowierzania. Przecież dziewczynka, pomimo problemów, chodziła, a nawet biegała. Wizja malowana przez lekarzy wyglądała jak coś zupełnie nierealnego. Jednak to nie była fikcja i co gorsza, jedna z wersji scenariusza zakładała najgorszy z możliwych wariantów – przedwczesną śmierć. Dorota wstąpiła tym samym na długą i wyboistą drogę, pełną ostrych zakrętów. Jej koniec nie jest jeszcze widoczny, ale powoli nabiera kształtów, tworząc się z tysiąca porozrzucanych możliwości i wariantów. Aktualnie kobieta ma 33 lata. Wiele już przeszła, a choroba odcisnęła znaczące piętno na jej życiu.

Dorota Bochniewicz

Dziś stan Doroty nie pozwala jej na wychodzenie z domu. Zupełnie tak, jakby ktoś zamknął za nią żelazne, więzienne kraty i przekręcił w zamku kluczyk. Kobieta jest bardzo słaba, przez co często upada, nie mogąc utrzymać własnego ciężaru. Oprócz zwykłej niemożności poruszania się, dochodzi jeszcze strach przed obiciami i złamaniami. Wyjścia z domu stają się więc niemożliwe, a z czasem postępowania choroby, przestrzeń Doroty zawęzi się jeszcze bardziej. Jej więzieniem zostanie obszar wyznaczony przez ściany własnego pokoju, a potem i ciała.

Czas płynie, a my wraz z nim. Nie można bezczynnie stać na brzegu i patrzeć, jak nurt ciągnie za sobą wszystkich dookoła. Bliscy Doroty wskoczyli więc do wody i popłynęli z prądem. Dziś kobieta jest osamotniona. Przygląda się przez okno, jakim stał się dla niej Internet, na życie swoich znajomych. Prawie nikt jej nie odwiedza, a spacery bez pomocy są niemożliwe. 

Dorota Bochniewicz

Wózek inwalidzki to jakieś wyjście, ale oznacza poddanie się i skazuje kobietę na ograniczony komfort życia. To w tej chwili nie wchodzi w rachubę, Dorota postanowiła zawalczyć o swoją wolność. Chce zburzyć więzienne kraty, wywarzyć je z zawiasów i zażywać kąpieli w słonecznych promieniach, spacerować po lesie, biec do uciekającego tramwaju. Proste, błahe, codzienne, ale dla Doroty to marzenia, które kolorują szarą rzeczywistość w cieplejsze odcienie. Terapia komórkami macierzystymi to innowacyjna metoda, która daje nadzieję. Może sprawić, że mięśnie kobiety odbudują się, nabiorą sprężystości i dzięki ciężkiej pracy Doroty, w końcu będą mogły ją podźwignąć i zaprowadzić na spacer. Skoro istnieje szansa, to należy za nią podążać.

Niestety, ale taka terapia przekracza możliwości finansowe rodziny. Każdego dnia modlimy się o szansę, a kiedy ta się pojawiła, to przed kobietą wyrosła ściana, której sama nie da rady sforsować. Prosimy was o wsparcie, pomóżmy Dorocie przywrócić blask jej życiu, nie pozwólmy, aby została przykuta do wózka inwalidzkiego, a potem po cichu odeszła w samotności

20 484,42 zł ( 36,33% )
Wsparło 789 osób

Obserwuj ważne zbiórki