

NOWOTWÓR zabrał zdrowie mojej mamie, wcześniej mojej babci, a teraz przyszedł po mnie... RATUJ!
Cel zbiórki: Leczenie, leki, nutridrinki oraz codzienne funkcjonowanie
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie, leki, nutridrinki oraz codzienne funkcjonowanie
Opis zbiórki
Mam czterdzieści dziewięć lat oraz dwoje dzieci, które są całym moim światem. Córka właśnie zaczęła studia, a syn przygotowuje się do ślubu, który ma odbyć się w tym roku. To dla mnie coś więcej niż uroczystość. To marzenie, które trzyma mnie przy życiu, ponieważ bardzo chcę doczekać chwili, gdy zobaczę go przy ołtarzu, szczęśliwego, rozpoczynającego własną drogę. Ale...
Na początku 2022 roku wszystko się rozsypało. Złośliwy nowotwór piersi spadł na mnie jak wyrok. Przeszłam wyniszczające leczenie, chemię, rekonstrukcję, naświetlania, wierząc, że skoro tyle wytrzymałam, to zło zostało za mną. Po radioterapii przyszło jednak coś gorszego niż ból, pierś zaczęła obumierać, pojawiła się martwica, zakażenie, strach o to, czy w ogóle przeżyję. Zamiast ulgi była nagła amputacja, która uratowała mi życie, lecz odebrała poczucie bezpieczeństwa.
Gdy próbowałam podnieść się z tego koszmaru, choroba wróciła. We wrześniu 2024 roku dowiedziałam się, że nowotwór jest znowu we mnie, tym razem już z przerzutami do kości oraz guzem na kręgosłupie, który z dnia na dzień zabiera mi siły. Przeszłam kolejne serie naświetlań, a teraz znów jestem w trakcie chemioterapii, tak silnej, że po każdym wlewie drżę z powodu gorączki, wymiotuję, a czasem nie potrafię nawet podnieść się z łóżka. Bywają dni, kiedy potrzebuję czyjejś obecności przez całą dobę, a przecież moje dzieci muszą żyć, studiować i pracować.

Jestem pod opieką hospicjum domowego, ponieważ mój organizm nie daje już rady tak jak kiedyś. Często nie mogę jeść normalnie, ratują mnie jedynie specjalistyczne odżywki oraz leki, które pomagają mi w ogóle przyjąć coś do żołądka. Każda dawka chemii niszczy moje żyły, dlatego mam port, przez który wlewana jest kolejna nadzieja na przedłużenie życia. Zdarza się, że złe wyniki krwi wstrzymują leczenie, a ja wtedy czuję, jakby czas przeciekał mi przez palce.
Nie mogę już pracować. Pani onkolog powiedziała wprost, że chemioterapia będzie mi towarzyszyć do końca, dopóki ciało ją zniesie. Utrzymuję się z renty, która po opłaceniu leków, odżywek oraz dojazdów do szpitala znika, zostawiając mnie z lękiem o jutro. Do tego dochodzi świadomość, że ta choroba krąży w mojej rodzinie od pokoleń, zabrała zdrowie mojej mamie, wcześniej mojej babci, teraz przyszła po mnie.
Zbieram środki, by móc dalej się leczyć oraz mieć dostęp do wszystkiego, co pozwala mi przetrwać kolejny dzień. Każda wpłata jest dla mnie jak obietnica, że jeszcze zdążę objąć swoje dzieci. Marzę, że dotrwam do dnia ślubu mojego syna i nie odejdę, zanim nie zobaczę jego szczęścia. Z całego serca proszę o pomoc. Jeśli nie możesz wesprzeć mnie finansowo, udostępnij moją historię, bo dla mnie każdy gest to kolejna chwila życia. Dziękuję za każde okazane serce.
Edyta
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa30 zł
- JCB15 zł
Życzę z całego serca, żeby przytuliła Pani syna w dniu jego ślubu. Motywacja to największy wróg tej choroby, trzymam kciuki!
- Wpłata anonimowa20 zł
- Joanna50 zł