Houston, mamy problem - musimy zdążyć, nim choroba zabierze Milence tatę...

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 47 566 osób
1 451 046 zł (101,56%)
Zbiórka na cel
TERAPIA RATUJĄCA ŻYCIE - CAR-T-CELL W HOUSTON

Eliasz Dziarkowski , 28 lat

Żary, lubuskie

Chłoniak Hodgkina

Rozpoczęcie: 29 Kwietnia 2019
Zakończenie: 2 Września 2019

30 Sierpnia 2019, 10:10
Udało się, dziękuję!

Kochani,

nie wiem, co powiedzieć. Ten zielony pasek w ostatnich dniach gnał jak oszalały i dzisiaj dotarł do 100%, a to tylko i wyłącznie dzięki Waszemu wsparciu! Jesteście wspaniali!

Jadę właśnie pociągiem do szpitala do Eliasza, to jest jego dzień. Nie musimy się już martwić o pieniądze, teraz najważniejsze będą wyniki badań i dalsze kroki, żeby go uratować. 

Zainteresowanie zbiórką jest tak duże, że będzie ona jeszcze otwarta przez kilka dni 

Pokaż wszystkie aktualizacje

30 Sierpnia 2019, 00:04
Przedłużamy zbiórkę!

Kochani,

nikt tu nie śpi. Ja na pewno mam nockę z głowy. Dziękuję Wam za to gigantyczne wsparcie, które doświadczamy w ostatnich godzinach. Nie zostało już wiele, dlatego przedłużamy zbiórkę o ostatnie 24h. Musi się udać! Jesteście cudowni, wspaniali, brakuje mi słów...

Ania - żona Eliasza

28 Sierpnia 2019, 08:58
Eliasz znowu w szpitalu, potrzebne wsparcie!

Kochani, dziękuję za każdą wpłatę i każde dobre słowo, które przesyłacie.

Siedzę na twardym krześle na szpitalnym korytarzu kliniki, którą tak dobrze znam i czekam na wyniki męża. Widzę od lat tych samych lekarzy, pielęgniarki, każdy wymienia uśmiech i krótkie "dzień dobry". Czasem ktoś zapyta, co słychać, ale wiadomo o jakie "słychać" mu chodzi. Mówi się mu więc po prostu "walczymy dalej" w odpowiedzi słysząc "trzymajcie się".

Eliasz Dziarkowski


Są też pacjenci. Zmęczeni, łysi, ciągnący za sobą kroplówki z chemią. Kiedyś mnie ten widok przerażał, dziś jedynie tylko to, że tych znanych twarzy już nie ma, za to tak dużo nowych. Myślę sobie, że każdy z nich miał kiedyś jak my, tak zwane normalne życie.

Pani doktor wyszła z gabinetu i powiedziała mi, że są wyniki, ale już po minie widziałam, że nie są dobre. Są złe, bardzo, bardzo złe. Tak złe, że Eliasz od 5 dni przebywa w szpitalu. Nie ma miejsc na normalnych oddziałach, więc zostaje przyjęty na oddział przeszczepowy. 

Wciąż nie wiemy, co dalej. Czekamy na wyniki PET, wkrótce ma się okazać, czy jest szansa na leczenie w Niemczech. Tak czy inaczej, będą potrzebne ogromne pieniądze, a tych nadal brakuje... Jeszcze ponad 510 tys. zł. Nie mam już serca kolejny raz prosić o wsparcie, ale walka o życie męża nie daje mi innego wyjścia. Bądźcie z nami...

Ania - żona Eliasza

07 Sierpnia 2019, 11:20
Walczymy o Eliasza!

Ile nam jeszcze takich spotkań zostało? Ile razy jeszcze będę mogła spojrzeć w jego otwarte oczy? Uśmiechamy się na zdjęciu, ale wieści wcale nie mamy wesołych...

Eliasz trafił do kliniki z powodu gorączki i bardzo wysokich parametrów zapalnych. Po kilku dniach udało się je trochę obniżyć i mąż przestał gorączkować. W piątek jak u niego byłam, mogliśmy posiedzieć chwilę na dworze. Niestety sobota przyniosła załamanie samopoczucia - osłabienie i gorączkę. Eliasz przespał prawie cały dzień. Niedzielne wyniki pokazały kolejny wzrost CRP. Eliasz w dalszym ciągu gorączkuje.

Eliasz Dziarkowski

Trudno nam wszystkim z tą sytuacją, tym bardziej że od wiosny Eliasz na przemian leży w szpitalu to chwilę jest w domu i znów szpital. Dla naszej rodziny to bardzo męczące i tym trudniejsze, że odległość i opieka nad Milusią pozwala mi odwiedzić go najwyżej raz w tygodniu. 

Staramy się, by jak najmniej dawać jej odczuć sytuację, w której jako rodzina tkwimy. Spędzam z nią więc sporo czasu, bawimy się, jeździmy na rowerach, chodzimy na basen. Mam nadzieję, że kiedyś w jej wspomnieniach z dzieciństwa zostawi to przyjemny ślad wśród tych bolesnych przeżyć.

Spoglądam na licznik zbiórki i, mimo że tak wiele już udało się zebrać, to wciąż do pełnej kwoty brakuje jeszcze ponad 800 tys. zł... Czas nam ucieka szybciej, niż się spodziewaliśmy i boję się, że nie zdążymy... Proszę, bądźcie z nami!

Ania - żona Eliasza 

26 Lipca 2019, 13:34
Czekamy na badanie PET!

Kochani,

Eliasz przebywa obecnie w szpitalu z powodu powikłań po dwóch cyklach silnej chemioterapii ICE, czekając na termin badania PET, które pokaże, w jakim stadium jest choroba. Od tego badania zależą dalsze kroki i decyzje dotyczące leczenia. 

Eliasz Dziarkowski

Jesteśmy już mocno zmęczeni tą walką, ale nie mamy innego wyjścia. Dziękując za wszelkie dotychczasowe wsparcie, prosimy o dalszą pomoc. Wierzę, że ten koszmar wkrótce się skończy i nasza córeczka będzie mogła cieszyć się zdrowym tatusiem!

Anna - żona Eliasza

Wyszłam za mąż za najwspanialszego mężczyznę na świecie. Kiedy po wielu miesiącach starań o dziecko dowiedziałam się, że jestem w ciąży, nasze wspólne szczęście niemal sięgnęło nieba. Plany, marzenia, malutka nowa istota w naszym życiu. Czy może być piękniej? Niestety, w połowie ciąży okazało się, że od teraz będzie o wiele gorzej… Po Eliasza przyszła śmierć i od 3 lat próbujemy przed nią uciec. Została nam ostatnia szansa — potwornie drogie leczenie w Stanach…

Eliasz Dziarkowski


Chłoniak Hodgkina IV stopnia — tak medycy nazwali zleceniobiorcę do wykonania wyroku. Ja szykowałam się do porodu, a Eliasz faszerował się chemią. Trucizna ma za zadanie zniszczyć chorobę, więc nie może pozostać bez wpływu na organizm. Ci, którzy ją przyjmują mówią o “paleniu żył” i nie ma w tym ani trochę przesady. Powiedzieć, że było nam trudno, to jak nic nie powiedzieć. Nawet dzień przyjścia na świat naszej kruszynki musiał być ustalony w odniesieniu do chemii.


Po kontrolnym badaniu PET dostajemy cios w plecy — kuracja nie działa, trzeba dać silniejszą chemię. Ona jednak też nie pomaga, zostaje program leczenia Accetrisem. I znowu pudło… Po 3. serii Eliasz ma sepsę IV stopnia. Stajemy na krawędzi, śmierć wyciąga po niego rękę.

Eliasz Dziarkowski


Kiedy słyszysz od lekarza “zostało mu pół godziny życia”, wszystko dookoła zatrzymuje się błyskawicznie. To ma być koniec, pożegnanie? Przysięgasz człowiekowi, że go nie opuścisz aż do śmierci i oto właśnie przychodzi ten moment, żeby wypełnić obietnicę… Lekarz mówi do Eliasza: “jeśli ma pan coś do przekazania żonie, to teraz”. Łzy lecą potokami, gula staje w gardle i blokuje każde słowo. Wszyscy dookoła bezradnie rozkładają ręce i wtedy mąż odpowiada lekarzowi: “mam tylko jedno życzenie, żeby pan przestał gadać głupoty”. Wszyscy wybuchają śmiechem. Śmierć też docenia poczucie humoru męża i wychodzi z pokoju bez niego, rzucając na odchodne: “jeszcze po ciebie wrócę”.


Wracamy z OIOM-u do żywych, ale stan męża wciąż jest poważny. W międzyczasie dowiaduję się o bardzo drogim leku, który daje nadzieję. Nivolumab już po pierwszej dawce stawia Eliasza na nogi. Po drugiej odzyskuję męża sprzed choroby. Mamy niemal całkowitą remisję. Dzięki wsparciu wielu dobrych osób, które pomagają nam kupić ocalenie, udaje nam się dotrwać do autoprzeszczepu szpiku. Powoli wychodzimy na prostą, tak nam się przynajmniej wydaje.

Eliasz Dziarkowski


“Tatuś, a kiedy ty będziesz zdlowy?” - często słyszymy to pytanie od naszej córeczki. Cała ta walka toczy się na jej oczach. Ona nie zna taty zdrowego. Ciągłe rozłąki, wyprawy do szpitala, wspólne chwile łapane w biegu… Mieliśmy nadzieję, że z nowym szpikiem pójdzie już z górki, że “zdlowy tata” jest na wyciągnięcie ręki. Eliasz przyjmował drogi lek przez kilka miesięcy, czując się bardzo dobrze. I wtedy pod koniec lutego tego roku przychodzi wznowa. Koszmar powraca…


Nivolumab przestał działać. Kroplówka, która karmiła nasze nadzieje wyschła. Chłoniak daje przerzuty na płuco, węzły chłonne, szpik. Nie wiem co robić, ale szukam ratunku, gdzie się da i za namową lekarzy wysyłam dokumenty do Stanów. Eliasz bardzo na mnie polega, ufa, że ja się tym zajmę. I słusznie. W tym dramacie każde z nas ma do odegrania swoją trudną rolę. On musi wyzdrowieć, ja muszę go w tym wspierać. Robię to, robię to od miesięcy, a może i już lat. Ale im głębiej w las, tym trudniej.

Eliasz Dziarkowski


Specjaliści ze szpitala w Houston decydują się, że mogą przyjąć Eliasza do badań klinicznych nad nowatorską metodą CAR-T-CELL. Mają jednak bardzo mało miejsc i niczego nie mogą obiecać. Jest też druga strona medalu, która w rozmowie z amerykańskimi specjalistami pozwala adekwatnie do sytuacji użyć słów: “Houston, we have a problem” - ogromne koszty związane z wylotem i pobytem w Stanach…


Żebyśmy mieli w ogóle po co wsiadać do samolotu, musimy mieć uzbierane przynajmniej 100 tysięcy dolarów. To jednak dopiero początek… Z informacji, które otrzymaliśmy ze Stanów, kilka dni pobytu w szpitalu z powodu potencjalnych powikłań to wydatek rzędu 30 tysięcy dolarów. A powikłania są czymś, czego bardzo nie lubimy, ale one lubią Eliasza. Musimy w ciemno założyć, że będą komplikacje, stąd tak ogromna kwota na zbiórce… Nie wiem nawet co powiedzieć. Nie jesteśmy milionerami, dlatego prosimy o pomoc!

Eliasz Dziarkowski


Jeśli uda się wylecieć to tylko całą trójką. Przeraża mnie to i przerasta, ale nie mamy innego wyjścia, jeśli chcemy uratować Eliasza. Nie będę Wam pisać, jak to jest patrzeć na swojego męża, który bawi się z córką i myśleć: a co jeśli ona nawet nie będzie go pamiętała? Nigdy nie miałam wielkich marzeń, chciałam jedynie mieć rodzinę. I dostałam ją — cudowną i wspaniałą. Tak bardzo boję się, że za chwilę może się rozpaść. Że zostaniemy tylko we dwie… Proszę, daj nam szansę, żeby złapać się ostatnich promyków nadziei na ocalenie męża. On ma dopiero 27 lat...

Ania — żona  

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 47 566 osób
1 451 046 zł (101,56%)