
Pokochaliśmy śmiertelnie chore dziecko❗️ Pomóżcie nam ocalić Eliasza!
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, leczenie zagraniczne, przystosowanie pokoju dziecka
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
6 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczwspiera już 4 miesiące
- j23wspiera już 4 miesiące
- Anonimowy Pomagaczwspiera już miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, leczenie zagraniczne, przystosowanie pokoju dziecka
Aktualizacje
Z ostatniej chwili! Pilna aktualizacja❗️Stan Eliaszka zagraża jego życiu! POMOCY!
Stan zdrowia Eliasza wciąż się pogarsza, a my coraz wyraźniej słyszymy od lekarzy, że bez pilnego przeszczepu nie uratujemy naszego synka!
Nasz synek od miesięcy walczy z marskością wątroby po operacji Kasai oraz ciężkim nadciśnieniem wrotnym. Jego organizm jest wyniszczany każdego dnia. Powiększona śledziona i żylaki przełyku sprawiają, że nawet zwykły upadek czy uderzenie mogą stanowić zagrożenie życia. Eliasz nie może biegać, uprawiać sportu, bawić się jak inne dzieci… Żyjemy w ciągłym lęku, by nie doszło do krwotoku.
Trafiliśmy na oddział gastroenterologii na kolejną gastroskopię. Lekarze odkryli trzy pasma żylaków grożących krwawieniem. Konieczne było natychmiastowe opaskowanie. Dla Eliasza oznaczało to ogromny ból i cierpienie… Po zabiegu przełyk został mocno obkurczony, a nasz synek płakał z bólu. Jako rodzice byliśmy całkowicie bezradni.

Niestety podczas kolejnej hospitalizacji w maju lekarze znaleźli następne guzki żylaków. Choroba nie odpuszcza. Kolejne kontrole, kolejne badania i kolejny strach o to, czy zdążymy…
21 maja odbędzie się konsylium transplantacyjne dotyczące kwalifikacji Eliasza do przeszczepu wątroby. To moment, którego baliśmy się najbardziej. Dziś wiemy już, że może to być jedyna szansa na uratowanie życia naszego dziecka.
Rozpoczęliśmy również rozmowy dotyczące możliwości leczenia za granicą. Wstępne koszty kwalifikacyjne w USA to około 2 178 000 złotych. To kwota całkowicie poza naszym zasięgiem, ale kiedy chodzi o życie własnego dziecka, rodzic chwyta się każdej nadziei…

Najbardziej boli nas świadomość, że Eliasz mimo tego wszystkiego nadal się uśmiecha. Jest dzielny, pogodny i próbuje żyć normalnie, choć jego mały organizm każdego dnia toczy dramatyczną walkę.
Błagamy Was o dalszą pomoc. O udostępnienia, wpłaty i modlitwę. Nie mamy już czasu ani siły, by walczyć sami. Każda złotówka może przybliżyć naszego synka do leczenia i uratować mu życie.
Rodzice Eliasza
Opis zbiórki
Lekarze nie wierzyli, bo jaka rodzina zgodziłaby się wziąć dziecko, którego nigdy nie widziała na oczy? Która rodzina zgodziłaby się podjąć decyzję w kilka minut, bez zdjęcia, bez spojrzenia, bez dotknięcia dłoni?
Michał – adopcyjny tata Eliasza poszedł jeszcze dalej – zaoferował temu chłopcu część własnej wątroby, by ocalić mu życie! Na papierze obcy człowiek zrobił to, do czego nie byli zdolni biologicznie rodzice chłopca...

Nie umiałem postąpić inaczej...
Eliasz miał trzy miesiące. Był po operacji KASAI, bo urodził się bez dróg żółciowych. Żółć zatruwała jego organizm. Ta operacja miała go uratować i uratowała. Ale po operacji nikt po niego do szpitala nie wrócił.
Biologiczni rodzice zostawili go w szpitalu. Pandemia. Cisza. Niemowlę, które zostało samo.
Sąd dał nam pięć minut na decyzję. Nie widzieliśmy go. Nie trzymałem go na rękach. Nie wiedziałem, jak wygląda. Wiedziałem tylko jedno: jeśli nie my, to kto?

Kiedy w końcu pojechaliśmy do szpitala, ordynator spojrzał na nas i powiedział wprost: „On raczej będzie do przeszczepu wątroby.” I jest.
Nasz synek ma teraz 5 lat i aby mógł dalej żyć, potrzebuje dziecięcego przeszczepu wątroby w USA! W Polsce czekamy od 4 lat, a telefon milczy...
Opieka hematologiczna, kolejne pobyty w szpitalach, Centrum Zdrowia Dziecka, bo tylko tam leczy się takie dzieci. Przez rok dawaliśmy radę. A potem przyszła mononukleoza.
Jego wątroba praktycznie przestała istnieć. Choroba zniszczyła ją do reszty.
Zaczął nam odchodzić. Po prostu. Na naszych oczach. W Centrum Zdrowia Dziecka usłyszeliśmy słowa, których żaden ojciec nie chce usłyszeć:
„On umiera. Potrzeba wątroby natychmiast.”
Nie było czasu na myślenie. Powiedziałem – ja mu dam swoją!
Dla sądu byłem obcym mężczyzną. Dla komisji – formalnie nikim. Dla lekarzy – ryzykiem. Dla Eliasza – byłem tatą.

W szpitalu na Banacha przebadali mnie od stóp do głów. Lekarka miała łzy w oczach. I wtedy wydarzył się cud – żółć w organizmie Eliasza zaczęła spadać.
Mój synek zaczął wychodzić z tego.
Przez cztery lata byliśmy na liście do przeszczepu. Cztery lata nadziei, telefonów, czekania i nic. Cztery stracone lata, podczas których jego życie wisiało na włosku.
Dziś Eliasz ma sześć lat. Wytrzymał więcej niż niejeden dorosły człowiek.
Ale choroba wróciła. Pojawiły się podejrzenia nowotworowe. Do tego bardzo chore serce – niedomykalność zastawki.
W Polsce czekaliśmy cztery lata. W USA dzieci dostają wątrobę w trzy miesiące.
Tam te operacje się odbywają. Tam jest nadzieja, ale tam trzeba mieć pieniądze.
Każdego miesiąca musimy dokładać duże sumy, żeby dojechać setki kilometrów do specjalistów, zapłacić za konsultacje, badania, leczenie.
Moja żona musiała zrezygnować z pracy, bo nie da się być w pracy i przy umierającym dziecku jednocześnie.
Przez pięć lat nie prosiliśmy nikogo o pomoc. Robiliśmy wszystko sami. W międzyczasie zdecydowaliśmy się dać dom małej dziewczynce, która potrzebowała miłości tak, jak Eliasz.

Dziś po raz pierwszy nie dajemy już rady.
Dlatego proszę jako ojciec, który jest gotów oddać część siebie, żeby ratować swoje dziecko i zrobiłbym to w każdej chwili. Pomóżcie nam dać Eliaszowi szansę na życie. Pomóżcie nam uzbierać pieniądze na operację – przeszczep wątroby dla naszego synka.
Bo miłość naprawdę nie zna granic.
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Jacek20 zł