
Heroiczna walka o życie dzieci! Ta historia brzmi jak koszmar...
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Rezultat zbiórki
Udało się! Mamy 100%!
Kochani! Brak nam słów, by wyrazić wdzięczność!
Wasze wsparcie i zaangażowanie przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Walka o zdrowie naszych dzieci nie kończy się wraz ze zbiórką... To jedynie etap naszej drogi.

Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, jednak dzięki Wam mamy środki na opiekę medyczną naszych dzieci na kolejny rok!
Jesteśmy szczęśliwi i wzruszeni, że otaczają nas tak wspaniali ludzie...
Dziękujemy Wam, że pokazaliście Ewuni i Frankowi, jak wielkie macie serca. To dla nich naprawdę wiele znaczy!
Rodzice
Aktualizacje
Przed nami kluczowe miesiące❗️Potrzebne wsparcie!
Kochani! W sierpniu jedziemy do Niemiec! W klinice zostanie opracowany plan działania i będą podjęte decyzję o leczeniu Franka. Nie możemy uwierzyć, że podejmiemy ten pierwszy krok... Bez Was nie byłoby to możliwe. Potrzebna jest pełna mobilizacja, by operacja doszła do skutku!
Zrobimy wszystko, by rozprawić się z tym „tłuściochem” – tak Franek nazywa guza. Odzyskaliśmy na to w ostatnich dniach nadzieję, za co Wam z całego serca dziękujemy. Kilka miesięcy temu nie wierzyliśmy, że uda nam się pojechać choćby na pierwszą wizytę do kliniki...
Sierpień i wrzesień to będą przełomowe miesiące w naszym życiu. Będziemy informować Was na bieżąco, co się dzieje, jak tylko dotrzemy do Niemiec.
Póki co otrzymaliśmy kosztorys na opiekę medyczną naszych dzieci na kolejny rok, dlatego zwiększamy kwotę zbiórki właśnie o tę sumę. Gdy w klinice w Tubingen zostaną podjęte działania i poznamy dokładniejsze kwoty leczenia, ponownie zaktualizujemy pasek. W tej chwili nie jest to jeszcze możliwe...

Staramy się normalnie żyć. Franek zdał maturę! Niestety, kosmicznie wysoki poziom cukru (aż 400!) w pierwszym dniu egzaminów wpłynął na wyniki. Na szczęście nie wszystkie i trzymamy kciuki, by syn mógł rozpocząć swoje wymarzone studia prawnicze. Wyniki rekrutacji za kilka dni...
Jest to dla Franka bardzo ważne, ponieważ chce w przyszłości pracować na rzecz środowiska osób z niepełnosprawnościami. Niedawno rozmawiał o tym z Pełnomocnikiem Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, od którego dostał osobiste zaproszenie. Jesteśmy pełni dumy i wzruszeni, że nasz syn angażuje się w tak ważne tematy.
A co u Ewy? Siostra Franka bardzo źle znosi upały – wówczas objawy jej choroby nasilają się... Jednak robimy wszystko, by mogła jak najlepiej funkcjonować. Dzięki wsparciu rodziny, dobrych ludzi, terapeutów Ewa pracuje nad swoimi lękami i powoli odzyskuje poczucie bezpieczeństwa.
Każdego dnia dziękujemy za to, co dla nas robicie. Wierzymy, że z Waszym wsparciem wszystko jest możliwe! Trzymajcie kciuki, bo kolejne tygodnie są dla nas kluczowe!
Rodzice

📽️Zobacz apel Franka
POMOCY❗️Mamy coraz mniej czasu...
Wzrok naszego syna jest zagrożony! Guzem Franka musimy zająć się natychmiast!
Mamy już tylko trzy miesiące, żeby zrealizować umówiony termin w niemieckiej klinice!
Podwzgórze jest niewielkim obszarem międzymózgowia, które reaguje na różne sygnały środowiska zewnętrznego i wewnętrznego. Odpowiada za temperaturę ciała człowieka, uczucie głodu, sytości po jedzeniu, poziom ciśnienia, a z uwagi na bliskość nerwów wzrokowych także za widzenie...
Franek stara się normalnie żyć. W zeszłym miesiącu zdawał maturę. Nie możemy dopuścić, by guz odebrał mu wymarzoną przyszłość...

A co u Ewy? Córka była miesiąc w mieszkaniu treningowym. Jednak projekt się zakończył. Nie możemy sobie pozwolić na opłacenie jej dalszego pobytu, musimy mobilizować wszelkie środki na operację Franka.
W ostatnich dniach Ewa nie czuje się najlepiej. Skarży się na trudny do zniesienia ból mięśni i stawów, jest bardzo zmęczona, nie może spać. Drętwieją jej ręce i stopy, bardzo się poci.
Pogorszył się także jej stan psychiczny. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej smutna. Ostatnio zapytana o to, co chciałaby robić w przyszłości, odpowiedziała, że ona nie ma przyszłości, ma galaktozemię...
Dorastanie jest trudne a dorastanie w chorobie jeszcze trudniejsze. Nasze dzieci wiedzą to lepiej, niż ktokolwiek inny...
Straciliśmy już Janka... Musimy walczyć, by Franek i Ewa mogli jak najlepiej żyć. Bo drugiego życia już nie dostaną...
Rodzice
"Żeby umarło wcześniej" – to pytanie sprawia ból❗️ PILNIE potrzebna pomoc dla Ewy!
"Żeby umarło wcześniej" - wiele razy pytano nas, czy tak myślimy. Nie dziwiliśmy się, bo to naturalna obawa rodziców dorosłych dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. DPS, szpital psychiatryczny, zapinanie w pasy bezpieczeństwa, to nadal polska rzeczywistość.

Nie mogliśmy się na to zgodzić i kolejny raz wzięliśmy sprawy w swoje ręce.
Od dwóch tygodni Ewa mieszka w mieszkaniu treningowym. Małym Domu, który powstał z inicjatywy cudownego człowieka, ojca dorosłego już syna w spektrum autyzmu.

W niewielkiej społeczności z podobnymi jak ona potrzebami, Ewa uczy się samodzielnego życia.
Pod okiem terapeutów planuje swój dzień, robi zakupy, pierze gotuje, odpoczywa.

Żyje i bardzo chce być szczęśliwa.
I choć własnoręcznie ugotowany obiad, może na pierwszy rzut oka wyglądać nieatrakcyjnie, smakuje przewspaniale, a odpoczynek po nim to prawdziwa przyjemność.
Prosimy pomóż Ewie, dołóż cegiełkę do jej godnej, bezpiecznej przyszłości.
Opis zbiórki
Prosimy, pomóżcie odwrócić straszny los…
Ewie zagrażają konsekwencje przebytej sepsy, Franka atakuje guz mózgu. Nasze pozostałe przy życiu dzieci potrzebują pilnej konsultacji, dalszego leczenia i rehabilitacji!
Nasze dzieci kochamy ponad wszystko, wspierając je, jak tylko możemy i walcząc od ponad trzydziestu lat o poprawę ich zdrowia… Ta walka jest nierówna, naznaczona chwilami zwątpienia i poczuciem ogromnej bezradności. Ostatnio jest też wielka rozpacz, bo w sierpniu w ubiegłym roku umarł nasz najmłodszy synek Jaś… Nie da się opisać, co czujemy. Nie da się policzyć morza wylanych łez.
Wiemy już, dlaczego umarł nasz czternastoletni Jaś. Wiemy, dlaczego od urodzenia był tak ciężko chory. Powodem nie była wcale wada genetyczna, z którą się urodził, czyli galaktozemia, jak nam wmawiano, tylko dwie przebyte sepsy… Pierwsza sepsa została spowodowana zakażeniem w chwili urodzenia, kiedy to przez otwarty pępek przy cesarskim cięciu, do maleńkiego organizmu naszego syneczka wdarł się pseudomononas. To właśnie ta niebezpieczna, szpitalna bakteria, namnażając się błyskawicznie, uszkodziła mózg i układ nerwowy Jasia. Dlatego nasz chłopiec nie mówił, nie chodził, nie siedział, nie jadł samodzielnie, cierpiał na napady padaczkowe. Pseudomononas – to wszystko przez niego… To była przyczyna dzieciństwa naznaczonego strasznym cierpieniem…

Kolejna sepsa, którą Jaś przebył w 2013 roku była następstwem pierwszej. Agresywna pałeczka ropy błękitnej kolejny raz rozrosła się w wielką kolonię, tym razem czyniąc spustoszenie w płucach i układzie oddechowym. Jaś już nigdy po tym nie mógł oddychać samodzielnie i żyć bez respiratora. Byliśmy przerażeni… Nasz synek gasł w oczach. Nie wytrzymując walki z czasem, nie tolerując trzykrotnie źle dobieranych antybiotyków, chorowały też inne narządy w organizmie małego chłopca. Gdy wdarło się zapalenie wsierdzia, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to właśnie ono będzie przyczyną śmierci naszego syna. Jasiowi podano kilka antybiotyków, zapewniając nas, że stan się ustabilizował.
Dziś wiemy, że nie była to prawda. Pozapalne uszkodzenie serca stało się przyczyną śmierci – wykazała to sekcja, która odkryła blizny na sercu oraz aż do 4,5 cm poszerzoną tętnicę nad zastawkami. A galaktozemia? No cóż, nie miała z tym nic wspólnego…
Podejrzewaliśmy taki stan rzeczy. Oboje z Tomkiem czytaliśmy przecież o galaktozemii wszystkie możliwe publikacje, jakie były dostępne w Polsce i za granicą. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym z lekarzami. Niestety nikt nie chciał nam wyjaśnić, co jest przyczyną ciężkiego stanu klinicznego naszego dziecka. Im mocniej domagaliśmy się wiedzy, tym gorzej byliśmy traktowani. Kiedyś odesłano nas nawet na konsultację do szpitalnego psychologa, który miał czelność zapytać nas, po co właściwie chcemy wiedzieć, co dolega naszemu synowi… Szok i niedowierzanie. Choć podjęcie decyzji o przeprowadzeniu sekcji zwłok Jasia było dla nas bardzo trudne, postanowiliśmy zrobić to, po to, żeby nareszcie dowiedzieć się prawdy. Szkoda, że poznaliśmy ją dopiero po śmierci Jasia. Być może, gdybyśmy wcześniej znali przyczynę dolegliwości synka, udałoby się go uratować? To pytanie zostanie z nami już na zawsze.

Teraz, kiedy już o wszystkim wiemy, musimy koniecznie pomóc Ewie, naszej jedynej córce, która również jako noworodek przechodziła sepsę. To było trzydzieści lat temu. Czy jesteście w stanie sobie wyobrazić, że jej stan przez dwa tygodnie utrzymywano przed nami w tajemnicy? My, jako młodzi, niedoświadczeni rodzice łatwo dawaliśmy się zwodzić. Nadszedł jednak moment krytyczny, gdy na ciele naszej córeczki pojawiły się wybroczyny. Już nie dało się ukryć, że z dzieckiem jest bardzo źle, że właściwie umiera… W desperacji zażądaliśmy wtedy przetransportowania jej do Centrum Zdrowia Dziecka. Udało się, dzięki temu życie Ewy zostało uratowane, co oczywiście nie oznacza, że skończyły się kłopoty. Żmudne, wieloletnie leczenie i rehabilitacja stało się naszą codziennością.
Ewa do dziś mierzy się z różnymi powikłaniami neurologicznymi, ma trudności z mówieniem, drżą jej ręce, w szybkim tempie obniża się mineralizacja kości. Od kilku lat miewa też incydenty tachykardii serca. Leczyliśmy je dotąd u kardiologa w prosty, objawowy sposób. Teraz, mając wiedzę o przyczynie śmierci Jasia, jesteśmy bardzo przestraszeni. Jako doświadczeni rodzice wiemy, że Ewa funkcjonuje gorzej niż inni chorzy na galaktozemię. Dotąd trzymaliśmy się wersji, że to późna diagnoza o wadzie genetycznej jest przyczyna jej kłopotów zdrowotnych, ale teraz nie jesteśmy tego już tacy pewni. A jeśli sepsa uszkodziła także jej serce? Ewa potrzebuje natychmiastowych konsultacji. Ewa chce żyć. Choroba odebrała jej dzieciństwo i młodość. Nie chcemy, by odebrała jej życie…
Jest jeszcze nasz Franek – nasz środkowy syn, u którego wykryto guza na podwzgórzu mózgu, przylegającego od tyłu na skrzyżowaniu nerwów wzrokowych… Jest to bardzo niebezpieczne, zagraża możliwości widzenia. Lekarze w Polsce nie chcą Franka operować, gdyż miejsce, w którym guz się umościł, odpowiada za równowagę całego organizmu i jest zaangażowane w wiele procesów neuropsychologicznych. Nasz synek prowadzi więc życie na bombie zegarowej, co jest dla niego i dla nas wszystkich bardzo trudne. Franek już dorasta, ma 17 lat, całe życie przed sobą. Zaczyna jednak coraz lepiej zdawać sobie sprawę z tego w jak ryzykownym położeniu się znajduje, szczególnie, że cierpi też na cukrzycę typu pierwszego, a do tego urodził się bez prawego przedramienia…
To wszystko jest dla Franka bardzo trudne. O ile w sposób łatwy mówi o swoim życiu z cukrzycą i funkcjonowaniu bez ręki, dając innym siłę, inspirację i motywację do życia, tak temat guza ucina i wypiera... Tego po prostu jest za wiele. Jak można unieść te wszystkie zagrożenia?

Boimy się. Choć bardzo chcielibyśmy już odpocząć, wiemy, że musimy kolejny raz stanąć do walki! Rozwiązań szukaliśmy długo, rozmawialiśmy z rodzicami dzieci o podobnych schorzeniach, całymi nocami przerzucając strony internetowe, poszukując informacji.
Znaleźliśmy. Niemieccy lekarze z Tubingen University Hospital, specjalizujący się w leczeniu guzów podwzgórza mózgu, zgodzili się skonsultować Franka. Ewa też znajdzie tam dla siebie odpowiednie leczenie. Pojawiła się nadzieja. Miejsce mamy już zaklepane, cegiełka została wpłacona. Teraz musimy tylko zebrać pieniądze, żeby móc tam pojechać i… wygrać życie dla naszych dzieci. Musimy działać szybko. Liczy się każdy dzień.
Pomóżcie nam, proszę, póki dla Ewy i Franka wciąż nie jest jeszcze za późno…
Może dzięki Wam będziemy mogli dopisać do naszej trudnej rodzinnej historii, najlepsze z możliwych zakończenie? Może nasze dzieci, dzięki Waszej pomocy, będą żyły długo i szczęśliwie?
Rodzice
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł
Dużo zdrowia
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa50 zł