
Rodzina nękana przez choroby nowotworowe ❗️ Pomóż im stworzyć godny dom❗️
Cel zbiórki: Remont i dostosowanie domu dla całej rodziny
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Remont i dostosowanie domu dla całej rodziny
Aktualizacje
Co nowego u rodziny Gołaszewskich? Koniecznie przeczytaj i wesprzyj!
Kochani,
nasze życie codzienne w dalszym ciągu toczy się pomiędzy domem a szpitalem. Choć w zasadzie bardziej na korytarzach szpitala... Nie jest nam łatwo, ale nie poddajemy się! Walczymy z całych sił!
Jeśli chodzi o dom, to jesteśmy prawie na końcowym etapie stanu surowego otwartego! Powoli, małymi krokami idziemy do przodu i widzimy nadzieję, że uda nam się skończyć budowę naszego domu! Jesteśmy bardzo podekscytowani!
W dalszym ciągu jeździmy z Madzią na rehabilitację dzienną, zajęcia z muzykoterapii. Dużym problemem jest to, że Madzi strasznie puchną stopy przy obecnym leczeniu. Choć mamy leki na zmniejszenie obrzęków, niestety niewiele pomagają.
Zaraz po świątecznym poranku wracamy na kontrolny rezonans oraz na badanie USG Doppler. Mamy także zaplanowane wizyty u licznych specjalistów, w szczególności okulisty i kardiologa.

Maciek i Martusia również uczęszczają na rehabilitację ruchową oraz na zajęcia behawioralne. Z kolei Weronika musiała przejść szereg badań ze względu na upadki i zawieszenia uwagi. Nie wiemy, czy są one spowodowane epilepsją, czy po prostu uciskiem móżdżka. Pod koniec kwietnia mamy kolejny rezonans – liczymy, że da on odpowiedź.
U męża na szczęście ataki się uspokoiły – w końcu udało się dopasować leki. Czekamy jeszcze na wizytę u kardiologa po holterze, ponieważ obserwujemy skoki ciśnienia.
Wiele wizyt u dzieci musi odbywać się prywatnie ze względu na czas oczekiwania. Pisząc to wszystko, serce mi pęka z bezsilności, że nie mogę nic więcej zrobić. Ale jednocześnie jestem wdzięczna, że nie zostałam z tym wszystkim sama. Chce wierzyć, że nadejdzie w końcu ten czas, że wszystko się ustabilizuje i będę mogła wrócić do pracy.
Justyna
Zamiast ulgi, ciągle strach! Pomóż!
Choć za oknem zima zatrzymała prace przy budowie domu, nasze życie nie zna słowa „pauza”.
Najnowsze wyniki Madzi przyniosły nowe informacje. Pojawiła się progresja w nerwie wzrokowym. Niestety bez stabilizacji leczenie może zostać wstrzymane.
U Martusi nerwiak w przewodzie słuchowym coraz mocniej daje o sobie znać, szumy nie ustępują, bóle głowy potrafią odebrać siły nawet wtedy, gdy bardzo chce się być dzielną. Ferie zamiast odpoczynku wypełnia rehabilitacja ruchowa Madzi, Marty oraz Maćka, codzienna praca nad ciałem, wytrwałość, pot, łzy oraz determinacja.

Majmniejszy wysiłek to cicha walka o przyszłość. U Weroniki pojawiły się niepokojące objawy neurologiczne, dlatego z niecierpliwością czekamy na wizytę u naszej pani doktor. Lęk próbuje zaglądać nam w oczy, lecz nie pozwalamy mu zostać na dłużej.
Czasem zaczyna brakować już sił, jednak walczymy każdego dnia myśląc o tych, którzy są całym moim światem. Dziękujemy Wam z całego serca za dotychczasową obecność, wsparcie oraz wiarę, bo dzięki Wam ta nadzieja wciąż trwa.
Justyna
Oto efekty Waszej pomocy!
Kochani,
chcielibyśmy podzielić się z Wami najnowszymi zdjęciami z budowy, miejsca, które dzięki Wam, ludziom o ogromnych sercach, krok po kroku staje się naszą nadzieją na bezpieczny dom.
To, co jeszcze niedawno wydawało się odległym marzeniem, dziś nabiera realnych kształtów. Za każdą pomoc, za każdą wpłatę i dobre słowo z całego serca dziękujemy!

Nasza codzienność niestety pozostaje bez zmian, nieustanne wizyty u lekarzy, badania i intensywna rehabilitacja wciąż wyznaczają rytm naszego życia. To trudna droga, ale świadomość, że nie jesteśmy w niej sami, daje nam ogromną siłę.
Dziękujemy, że jesteście z nami i trzymacie za nas kciuki. Dzięki Wam w sercu wciąż tli się nadzieja.
Justyna z rodziną
Opis zbiórki
Choruje niemal cała nasza rodzina. Trzy córki i mąż zmagają się z nieuleczalną chorobą – neurofibromatozą typu 1 wzmagającą ryzyko wystąpienia złośliwych nowotworów. I tak się dzieje... Weronika jest po dwóch chemiach, Madzia po czterech, a czekają ją kolejne. Na tę chwilę nie widzi w ogóle na lewe oczko. U najmłodszej Martusi oprócz glejaków powstał nerwiak. Każde z tych słów wywołuje we mnie paniczny strach o życie i zdrowie dzieci.
Mamy jeszcze dwóch synów. Maciek jest diagnozowany od 8. roku życia na zmiany w głowie, a na koniec 2023 dowiedzieliśmy się, że Wiktor cierpi na wodonercze lewej nerki. Nic nie jest dla mnie tak ważne, jak zdrowie moich dzieci. To dzięki nim, mojej wspaniałej piątce, wraz z mężem mamy motywację każdego dnia do tego, by budzić się i od nowa kolorować ich świat. Niestety, nasze plany bardzo często wyglądają inaczej niż te, które zaplanował nam los...

Trudno wyliczać co przeszli moje dzieci i mąż, zliczyć ile dni spędziliśmy w szpitalu. Kolejne diagnozy spadają na nas lawiną i jedyne co możemy zrobić, to stać twardo na ziemi i nie dać się im całkowicie porwać w otchłań.
Ale gdyby tego było mało, od trzech lat mąż jest prawnym opiekunem swojej niepełnosprawnej siostry. Od trzech lat żyjemy więc na dwa domy – ja z dziećmi w mieszkaniu komunalnym w Reszlu, a mąż opiekuje się siostrą w Troksach. Nie mamy niestety możliwości, by szwagierka zamieszkała u nas, a w jej domu nie ma warunków dla 8 osób.

Udało nam się zakończyć sprawy spadkowe związane z domem i chcielibyśmy zacząć remont, by w końcu zapewnić dzieciom warunki, dostosować wszystko do nich i niepełnosprawnej szwagierki, a potem zamieszkać razem.
Ale ciągłe wizyty, leczenie i nieplanowane wydatki wywracają nasze plany. Codzienne życie jest intensywne, chaotyczne... Ciężko nawet pisać jak wygląda, ponieważ wszystko ciągle się zmienia. Potrzeby, nowe diagnozy, nagłe pogorszenia zdrowia – nie jesteśmy w stanie zawsze przewidzieć wszystkiego.

Mąż w ostatnim czasie bardzo podupada na zdrowiu. Wykryto u niego niezłośliwy nowotwór na rdzeniu kręgowym, a 2 lata temu przeszedł obustronne zapalenie płuc i będąc w szpitalu, zaraził się gruźlicą. Jego płuca są zniszczone.
Czasem chciałabym uciec, wypłakać wszystkie łzy, a wraz z nimi pożegnać choroby całej mojej rodziny. Potem wrócić do domu, w którym wszystko będzie wyglądać tak, jak powinno, w którym dzieci i rodzice będą cieszyć się zdrowiem i swoją obecności.

Wciąż wierzę, że jeszcze się to uda. I dla nas nadejdą słoneczne dni, znów wszyscy razem będziemy głośno się śmiać, a jedyne łzy, które będą się wtedy pojawiać to łzy radości. Wciąż walczymy o zdrowie i życie, wciąż leczymy się i wspieramy. Ale przychodzę tutaj jeszcze raz z gorącą prośbą – Czy pomożesz nam stworzyć dom, w którym moglibyśmy żyć bez strachu?
Justyna

➡️ Reportaż w TVP 3 Olsztyn (otwiera nową kartę)
➡️ Reportaż w TVP 3 Olsztyn cz. 2 (otwiera nową kartę)
➡️ Reporterzy TVP (otwiera nową kartę)
➡️ Interwencja Telewizja Polska (otwiera nową kartę)
➡️ Reportaż w TVP3 Szczecin (otwiera nową kartę)
➡️ Reportaż w TVP3 Lublin (otwiera nową kartę)
- Anonimowy Pomagacz200 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Władysław Maryjka10 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa10 zł