Została bez leku ratującego życie! Pomóż mamie Stasia i Grzesia!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 455 osób
32 247 zł (100%)
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Zakup leku ratującego życie, Tocolizumabu – roczne leczenie

Grażyna Adamczyk, 43 lata

Kolbudy, pomorskie

Twardzina układowa

Rozpoczęcie: 18 Czerwca 2019
Zakończenie: 18 Grudnia 2019

Moja choroba prowadzi do śmierci w męczarniach. Bez drogiego leczenia nie mam żadnych szans, moje dzieci zostaną bez mamy, ale wcześniej będą świadkami cierpienia, które trudno opisać słowami… To jest jak widmo, tak bardzo się boję. Nieodwracalne zmiany już zaszły, ale tego potwora wciąż można powstrzymać! Korzystałam już z leczenia, które pomogło, ale… skończyło się badanie kliniczne, zostałam bez leku! Bardzo proszę, pomóżcie mi. Chcę wychować moich synków, być mamą, która nie cierpi. Mamą, która nie odchodzi na ich oczach… 

Twardzina układowa — choroba nieuleczalna, niezwykle ciężka. Sprawia, że skóra staje się twarde jak z kamienia, umierają mięśnie, występuje niewydolność wszystkich narządów, a w konsekwencji… śmierć. Moja choroba ujawniła się chwilę po porodzie drugiego synka, w 2013 roku. Grześ urodził się 4 września jako wcześniak. Chwilę potem zaczęły swędzieć mnie dłonie. Lekarz powiedział, że to pewnie uczulenie, przepisał mi maść, miałam zapomnieć o sprawie. Mijały dni, jednak było coraz gorzej… Miesiąc po porodzie dłonie siniały, drętwiały i tak niewyobrażalnie bolały, nie mogłam nawet zajmować się moim małym synkiem! Gdy się z kimś witałam, odpowiadali mi za każdym razem: “Jakie ty masz twarde dłonie!”. Nie wiedziałam, o co chodzi, jednak było już tak źle, że poszłam do dermatologa.

Grażyna Adamczyk

Już na pierwszej wizycie pani doktor powiedziała, że podejrzewa twardzinę, musiałam jechać do szpitala. W Gdańsku po niezbędnych badaniach zapadła ostateczna diagnoza — twardzina układowa uogólniona. 

Najpierw nie wiedziałam, co mi grozi. Są choroby, których nazwy od początku przerażają: nowotwór, guz mózgu. Twardzina nie brzmiała złowrogo. Jednak gdy uświadomiono mi, co mnie czeka, pojawił się paniczny strach. Nie tylko dlatego, że czekało mnie coraz większe cierpienie. Najbardziej boję się, że Staś i Grześ zostaną bez mamy… 

Byłam leczona wszystkimi lekami dostępnymi w ramach terapii tej choroby. Nic nie pomogło. Miałam nadzieję, że pomogą mi komórki macierzyste, ale nie zostałam zakwalifikowana do przeszczepu — moje serce i przewód pokarmowy już zajęty był chorobą. W międzyczasie okazało się, że jest lek, który może mi pomóc! Musiałam przejść wszystkie niezbędne testy i badania i w końcu w 2016 roku rozpoczęłam leczenie preparatem Tocilizumab w ramach badania klinicznego. Wtedy stało się coś, co wlało w moje serce nieopisaną radość i nadzieję — choroba została zatrzymana! Czułam się wspaniale, ustąpił ból, twardzina nie atakowała kolejnych organów. Mogłam w końcu bez problemów robić wszystkie codzienne czynności, opiekować się dziećmi. Badania potwierdziły skuteczność leku i wtedy… leczenie zostało przerwane.

Grażyna Adamczyk

Po dwóch latach, w 2018 roku skończyło się badanie kliniczne. Zostałam pozbawiona leku ratującego życie… Po kilku tygodniach choroba zaczęła wracać, dzisiaj jest pełny nawrót, czuję się coraz gorzej. Moje ręce są powykręcane, nie wyprostuję już palców. Lekarze mówią, że gdyby terapia biologiczna rozpoczęła się wcześniej, miałabym dużą szansę… Już o tym nie myślę. Marzę o tym, by zatrzymać chorobę, chociaż na tym etapie, na którym jest teraz. Wysiadają stawy rąk, postępuje stwardnienie skóry w rękach i tułowiu. Ponownie pojawiły się zaburzenia połykania, szybko się męczę, nie wejdę nawet po schodach. Bóle w klatce piersiowej, duszności, stwardnienie, przebarwienie skóry. Choroba niszczy serce, płuca i przełyk… Jest tego znacznie więcej, każdego dnia czuję się coraz gorzej. 


Staś i Grześ wiedzą, że mama jest chora. Nie zdają sobie tylko sprawy z tego, jak bardzo… W czerwcu cała rodzina zrzuciła się na zastrzyk leku Tocolizumab, koszt miesięcznej terapii to ponad 2 tysiące złotych. Na więcej już nie mam, a lek powinnam brać już do końca życia. Tylko wtedy będzie trwało jak najdłużej, a choroba zostanie powstrzymana! Mam już decyzję, że kolejne trzy miesiące zrefunduje mi NFZ. Potem muszę płacić sama… Nie mam z czego, to ogromne pieniądze. Dlatego bardzo proszę o pomoc…

Grażyna Adamczyk

Jestem pod opieką w ,,Poradni Reumatologii” Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Lekarze są zgodni, że jedynym ratunkiem dla mnie jest Tocilizumab. Cena za moje życie jest bardzo duża, sama nie jestem w stanie jej zapłacić. Z całego serca proszę o pomoc… Zbieram na roczne leczenie, by jak najdłużej być z dziećmi. Niczego innego nie pragnę...


Grażyna