
7-letni Grzesiu kontra NOWOTWÓR mózgu❗️
Cel zbiórki: Roczne leczenie onkologiczne w klinice w Niemczech, rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Roczne leczenie onkologiczne w klinice w Niemczech, rehabilitacja
Aktualizacje
Walka ze złośliwym guzem mózgu jest możliwa tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Przychodzimy do Was z kolejnymi wieściami, bo jesteśmy po kolejnym pobycie na immunoterapii w Köln.
Tym razem było dość spokojnie, a sama terapia odbywała się bez poważnych komplikacji. Mieliśmy jak zawsze drobne problemy z drożnością portu naczyniowego u Grzesia, ale na szczęście udało się to opanować.

To był trudny okres, ponieważ w Köln temperatury dochodziły do 40 stopni Celsjusza. Najgorsza jednak do zniesienia była bardzo długa i męcząca podróż. Dla zdrowego człowieka jest to uciążliwe, a co dopiero dla tak ciężko chorego dziecka. Jednak nie poddamy się, musimy pokonywać te kilometry, bo za nimi jest nadzieja na życie mojego synka! Wolałabym, by jego dzieciństwo było beztroskie. By nie musiał przechodzić leczenia... Ale nie mogę mu tego zapewnić, choć pęka mi serce.
W końcu jednak mogliśmy cieszyć się dobrymi wynikami i powrotem do domu.
Niestety to nie trwało długo. Tuż po powrocie Grześ się rozchorował. Wysoka gorączka, dolegliwości jelitowe – to mocno osłabiło synka. Wie jednak, że nie jest sam i do dodaje mu sił. Nam także!
Dziękujemy za Waszą pamięć o Grzesiu, każdy gest dobroci, nawet ten najmniejszy. To ma dla nas ogromne znaczenie i dodaje nam sił do tej trudnej walki!
♥️♥️♥️Mama Angelika i Grześ
Dziś 7. urodziny Grzesia. Walczymy, by nie były ostatnimi!
Kochani Darczyńcy!
Dziś Grześ kończy 7 lat. Dopiero 7, z czego 3 walczy z nowotworem.
Mimo wszystko to wesołe urodziny, bo w tym roku, po raz pierwszy od zachorowania, Grześ spędzi je w domu, a nie w szpitalnym łóżku!
Nie ma niestety czasu na przyjęcie urodzinowe, trzeba szykować się do kolejnego wyjazdu do kliniki w Niemczech, a to długa i męcząca podróż.
Na urodziny każdy chciałby mieć swój tort. Grześ powiedział jednak mamie, by lepiej zrobiła tort na licytację charytatywną – tam jest bardziej potrzebny...
"Będzie wtedy więcej pieniążków na moje leczenie" - powiedział.
Dziś, w ten szczególny dzień urodzin, Grześ ma do Ciebie pytanie:
"A może Ty chcesz kawałek mojego tortu urodzinowego, może chcesz mi pomóc szybciej wyzdrowieć?"
Każda wpłata ma znaczenie i czyni cuda. Każde udostępnienie ma moc pomagania!Najnowsze informacje❗️Grzesiu potrzebuje Waszej pomocy!
Właśnie kończymy kolejny pobyt w klinice w Köln. Niestety tym razem nasz pobyt znacznie się przedłużył. Mieliśmy dużo kłopotów związanych z portem naczyniowym, co mocno utrudniało przyjmowanie przez Grzesia terapii.
Wielokrotne zakuwanie portu powodowało u Grzesia ataki paniki. Był to dla nas trudny wyjazd, który kosztował nas dużo nerwów. Każdy dzień powodował, że nasz strach narastał coraz bardziej, nie wiedzieliśmy, co się dzieje i co powoduje, że port naczyniowy Grzesia nie działa tak, jak powinien.

Bariera językowa wcale nie ułatwia nam zrozumienia przyczyny, gdyż codziennie słyszeliśmy, że nic nie da się zrobić i trzeba wyjąć igłę z portu, a następnego dnia trzeba będzie robić nowe wkłucie.
Baliśmy się, że w porcie zrobią się skrzepy, które mogą prowadzić do zakażenia całego portu, a w rezultacie do dużo poważniejszych konsekwencji.
Na szczęście udało się to opanować i port Grzesia jest już w pełni drożny, a my mogliśmy wreszcie dokończyć terapię.
Leczymy Grzesia tylko dzięki Wam i prosimy Was o dalszą pomoc! Jeśli przerwiemy terapię, dla naszego synka nie będzie już żadnych szans!
Dziękujemy, że jesteście z nami...
Opis zbiórki
Nasz koszmar rozpoczął się w kwietniu rok temu. Właśnie wtedy zaczęłam zauważać niepokojące objawy i nieprawidłowości w zachowaniu mojego synka. Zaczęło się od zmęczenia i osłabienia. Usprawiedliwiałam to bardzo wymagającym czasem i wieloma zajęciami – Grześ przecież chwilę wcześniej zaczął swoją przygodę z przedszkolem. Niestety. Jak się okazało, sytuacja była dużo poważniejsza.
10. kwietnia trafiliśmy do szpitala i tam wszystko potoczyło się już bardzo szybko… Po wykonaniu tomografii komputerowej głowy usłyszałam najgorsze — okazało się, że Grześ ma ogromnego guza w IV komorze mózgu… Mój świat się zawalił. Guz uciskał już wtedy również na inne komory! Lekarze powiedzieli, że trzeba działać bardzo szybko, ponieważ w każdej chwili może dojść do najgorszego… Grześ mógł umrzeć.
Synek przeszedł operację usunięcia guza, którego udało się wyciąć prawie w całości. Pierwsze cztery tygodnie po operacji to był horror. Nie miałam nawet pewności, czy mój synek mnie słyszy i rozpoznaje. Nie chodził, nie mówił, nie brał niczego w rączki – tylko leżał i płakał. Tego strasznego widoku nie zapomnę nigdy…

Po zbadaniu wyciętego guza dowiedziałam się, że niestety jest to nowotwór złośliwy o nazwie Medulloblastoma. To bardzo groźny nowotwór, który nie odpuszcza tak łatwo. Walka z nim jest niezwykle trudna, wymagająca i kosztowna!
Od tamtej pory przeszliśmy bardzo długą drogę. Niestety Grześ wciąż walczy. Przebyta operacja spowodowała drastyczne pogorszenie wzroku i słuchu. Synek wymaga stałej opieki okulistycznej i laryngologicznej. Jesteśmy w trakcie dalszych badań.
Grzesiu niestety nadal nie potrafi samodzielnie jeść i jest karmiony za pomocą sondy. Kontynuujemy chemioterapię podtrzymującą. Jesteśmy już po trzecim cyklu, z czego każdy z nich zawiera trzy dawki chemii. Niestety w trakcie leczenia synek bardzo często ma spadki wyników krwi i wymaga przetaczania… Nasza codzienność jest bardzo trudna.

Dotychczas, w pierwszym etapie zbiórki udało nam się uzbierać ponad 300 tysięcy złotych na leczenie Grzesia – immunoterapię w Niemczech. Gdy zakończymy chemię podtrzymującą w Polsce i nie będzie żadnych przeciwwskazań, będziemy mogli pojechać do Niemiec. Potem czeka nas dalsza walka o życie i zdrowie synka. Już dziś wiem, że koszty będą ogromne…
Z całego serca Wam dziękuję za wszystko, co zrobiliście dla nas dotychczas. Niestety ta walka jeszcze się nie kończy. Musimy zabezpieczyć środki na dalsze wspieranie organizmu i leczenie Grzesia. Sytuacja w każdej chwili niestety może się pogorszyć…
Potrzebne są jeszcze spore nakłady finansowe, których nie mam… Gdybym mogła, oddałabym wszystko, żeby tylko mój synuś był zdrowy i szczęśliwy. Nie chcę myśleć, co się wydarzy, jeśli nie uzbieram tej ogromnej kwoty… Bardzo proszę o pomoc, jesteście moją jedyną nadzieją!
Angelika – mama Grzesia

- Anonimowy Pomagacz70 zł
Bóg jest z Tobą. Niech daje Ci siłę, nadzieję i prowadzi Cię przez ten trudny czas. 🙏❤️
- Wpłata anonimowa20 zł
- Anna Woźniak, tort czekoladowy120 zł