UWAGA❗️Guz mózgu zabija Igorka – do 2 czerwca walczymy o ratunek!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 15 311 osób
832 654,22 zł (111,02%)
Zbiórka na cel
Operacja guza mózgu w klinice w Augsburgu

Igor Pietrucha, 11 miesięcy

Dębica, podkarpackie

Guz mózgu AT/RT

Rozpoczęcie: 19 Maja 2020
Zakończenie: 10 Czerwca 2020

08 Czerwca 2020, 11:05
Hurraaa!!!

Kochani, Równo za tydzień nasz synek Igorek zaczyna leczenie w klinice w Augsburgu. Wciąż nie możemy uwierzyć, że dzięki Wam w dwa tygodnie udało nam się zebrać tak ogromną kwotę. Nasza radość i wdzięczność nie ma po prostu granic.

Podarowaliście nam nadzieję, że Igorek będzie żył. Dziękujemy Wam z całego serca. Zbiórka jest wciąż otwarta ze względu na to, że niemiecka klinika zastrzegła, że koszty terapii mogą wzrosnąć. Tak niestety jest przy leczeniu onkologicznym – pojawia się mnóstwo komplikacji, których nie sposób przewidzieć wcześniej.

Oczywiście żyjemy nadzieją, że naszego synka te problemy ominą, ale musimy mieć zabezpieczenie, gdyby się jednak pojawiły. Dziękujemy za każdą złotówkę, każde słowo wsparcia, każdy gest w naszą stronę. Dziękujemy. Po prostu dziękujemy!

Igor Pietrucha

Pokaż wszystkie aktualizacje

04 Czerwca 2020, 23:36
Udało się

❤️Niesamowity sprint po ratunek! Dzisiaj pasek na zbiórce Igorka się zazielenił❗️

Ludzie mają wiele marzeń – rodzice Igroka tylko jedno, by ich kochany synek żył! Warunkiem podjęcia leczenia był czas. Wam wystarczyły dwa tygodnie❗️ Te pieniądze to jedyna szansa na życie Igorka. Dzięki Wam tę szansę uda się wykorzystać...

Jesteście wspaniali! Dziękujemy!

Igor Pietrucha

–––––––––––

Z uwagi na liczne maile w sprawie pomocy dla Igorka, zbiórka będzie jeszcze otwarta do 10.06.20. 

Wszystkie zgromadzone środki zostaną przeznaczone na leczenie Igorka!

Przyszło do mnie dwoje lekarzy, ściągnęli maseczki i już wiedziałam, że dzieje się coś strasznego. Niewyobrażalnego. Jeden z nich powiedział, że muszę być teraz silna, bo mają bardzo złe wiadomości. Usłyszałam, że mój synek ma guza móżdżku i że już załatwiają transport do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. W tym najgorszym momencie życia, byłam w szpitalu z synkiem zupełnie sama. Przez epidemię, mąż nie mógł nas nawet odwiedzać. Po rozmowie z lekarzami, chwyciłam za słuchawkę, żeby przekazać mu tę dramatyczną informację.  Najpierw w telefonie zapadła grobowa cisza. A potem usłyszałam płacz. W jednej sekundzie zawalił nam się świat…

Po czterech godzinach jazdy, trafiliśmy od razu na oddział neurochirurgiczny. Tam wszystko potoczyło się błyskawicznie. Lekarz wziął mnie na rozmowę i bez ogródek powiedział, że guz jest olbrzymi. Ma 4x4 centymetry i nawet dla dorosłego człowieka byłby duży i bardzo problematyczny. Dla tak maleńkiego dziecka jest śmiertelnym zagrożeniem. Operować trzeba było wykonać już następnego dnia.  Ta operacja była horrorem. Siedziałam przez pięć godzin zupełnie sama pod salą operacyjną, bo przecież ze względu na koronawirusa mąż nie mógł być przy mnie. Odchodziłam od zmysłów, ale musiałam sobie z tymi wszystkimi czarnymi myślami poradzić sobie sama… Po pięciu godzinach przyszedł do mnie chirurg i powiedział, że operacja była bardzo trudna, bo guz był cały opleciony nerwami. Choć nie udało się usunąć guza w całości, to lekarze dzięki operacji zyskali więcej czasu na walkę z tym potworem. 

Igor Pietrucha

Ile mamy czasu? 

2 tygodnie, podczas których musimy zebrać astronomiczną sumę pieniędzy, tak, by nasz synek dostał jedyną w życiu szansę. Kolejnej nie będzie, bo takie guzy zabierają dzieciom życie…

Przeżyliśmy horror rozstania, horror długich godzin operacji w czasie zarazy. Nie mogłam podejść do łóżeczka na bliżej niż 5 metrów. Moje dziecko leżało tam – 5 metrów dalej w łóżeczku, a ja nie mogłam nic zrobić… W takich chwilach człowiek potrzebuje wsparcia, choć jednej dobrej wiadomości. Jak czekać w chwili, kiedy czekać po prostu się nie da…

W myślach wracały wszystkie te chwile, kiedy ten koszmar się zaczął. Przecież mój synek był zdrowym chłopcem, wspaniale się rozwijał, był silny i szczęśliwy, a teraz leżał tam daleko poza zasięgiem, podłączony do tych surowych i bezdusznych maszyn. Serce krzyczało i rwało się do niego. 

Wtedy nie mogłam nic zrobić, ale teraz jest szansa na to, że uda się pokonać koszmar, że wspólnie pokonamy jeden z najgroźniejszych guzów mózgu – AT/RT. W tych czterech krótkich literach zawiera się największy strach, jaki może towarzyszyć rodzicowi. Strach przed śmiercią swojego ukochanego dziecka. Ale też i nadzieja największa z możliwych. Że jemu akurat się uda. Na przekór wszystkiemu, co mówią lekarze, na przekór statystyce!

Igor Pietrucha

Koszmar przyszedł nagle

Przed oczami mam jeszcze chwile, kiedy wszystko było normalnie, kiedy przywieźliśmy go do domu i byliśmy tacy szczęśliwi.  Igorek pięknie przybierał na wadze i co chwilę zaskakiwał umiejętnościami. Miał tydzień, gdy zaczął dźwigać główkę, a gdy skończył cztery miesiące, jego nóżki były tak silne, że był w stanie na nich chwilę ustać. W marcu zaczęły się u Igorka wymioty. Zwykle zwracał tuż po jedzeniu, albo jeszcze w trakcie. Ale wtedy nikt nawet nie pomyślał, że mogą one wiązać się z czymś tak złowieszczym… A potem zdarzył się mały wypadek. Jak się wkrótce okazało, ten wypadek był cudem, bo mógł ostatecznie ocalić Igorkowi życie. W połowie marca mój synek leżał na łóżku i się bawił. Ja cały czas byłam przy nim. Wstałam tylko na chwileczkę, żeby odnieść kubek do kuchni. W tym czasie Igorek sturlał się z łóżka.  Usłyszałam upadek, a potem jego płacz. Serce podskoczyło mi do gardła, ale na szczęście synkowi nie stało się nic poważnego. Przez następne dni bardzo uważnie go obserwowaliśmy. Był radosny, żywiołowy i nawet wymioty trochę ustąpiły. Niestety, po tygodniu Igorek zaczął przechylać główkę w prawą stronę. Od tej główki właściwie wszystko się zaczęło…

W końcu uznaliśmy, że musimy jechać do szpitala. W pierwszej kolejności lekarze podejrzewali u Igorka kręcz szyi. Dostawał leki przeciwbólowe, ale ponieważ dolegliwości nie mijały, to szukali dalej. W pewnym momencie nasz synek zaczął tracić równowagę, gdy siedział. Przewracał się. Wtedy już było pewne, że odpowiedź na pytanie, co dolega maluszkowi, może dać tylko rezonans magnetyczny.

Mój zdrowy synek w jednej chwili zamienił swoje łóżeczko na oddział onkologiczny.

Kamień z serca spadł mi, gdy ze szpitala przyszła informacja, że Igorek po operacji zaczął sam oddychać. Kolejna operacja, kolejny wyrok! Leciałam do niego jak na skrzydłach, szczęśliwa, że mamy choć jedną dobrą wiadomość. Niestety – od razu, gdy go zobaczyłam, wiedziałam, że coś jest nie w porządku. Był nieobecny – wyglądał, jakby mnie nie widział i słyszał. Od razu zaalarmowałam wszystkich, że dzieje się coś groźnego. Matczyna intuicja nie zawiodła. Szybki tomograf pokazał, że u synka rozwija się ostre wodogłowie. Konieczna była kolejna operacja. Tym razem zmiana była błyskawiczna. Wrócił mój maleńki, radosny synek. Odzyskanie z nim kontaktu było czymś wspaniałym w tym trudnym czasie, choć widok poznaczonej bliznami główki Igorka był ciężki do zniesienia. Lekarze musieli założyć mu zastawkę, która odprowadza nadmiar płynu mózgowego. Tę zastawkę i biegnące od niej kabelki widać przez skórę. Łamie mi to serce za każdym razem, gdy patrzę. Po tygodniu od operacji usunięcia guza, przyszły wyniki badań histopatologicznych. Pierwsza diagnoza – rak splotu naczyniowego, trzeci stopień złośliwości, po kilku dniach przyszła jeszcze gorsza. Zostaliśmy przeniesieni na onkologię dziecięcą, a tam po badaniach lekarze powiedzieli, że Igorek zmaga się z AT/RT – jednym z najzłośliwszych guzów.

Igor Pietrucha


Teraz zaczyna się wyścig z czasem, żeby dotrzeć do najlepszej kliniki na świecie, w której lekarze dadzą mu szansę na wyleczenie. Igorek udowodnił, że ma niesamowitą wolę walki. Wierzymy, po prostu wierzymy, że znajdziemy dla niego miejsce na świecie, w którym lekarze razem z nami zawalczą o jego życie. Leczenie zaoferowała najlepsza europejska klinika, która ma największe doświadczenie w leczeniu guzów typu AT/RT. Klinika wystawiła kosztorys na 150000 euro z zastrzeżeniem, że w trakcie leczenia koszty mogą wzrosnąć. 

Błagam Was o tę szansę na życie mojego dziecka, o to, byście razem z nami wierzyli, że los nie może być aż tak okrutny. Błagamy Was ze łzami w oczach, patrząc na zegarek. Dwa tygodnie na ratunek – czy zdążymy wyprzedzić śmierć?

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 15 311 osób
832 654,22 zł (111,02%)