
Przewlekła borelioza - cichy zabójca. "Mamusiu, proszę, wyzdrowiej dla mnie!"
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, diagnostyka
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, diagnostyka
Aktualizacje
POMOCY❗️Choroba wyniszcza CAŁY ORGANIZM❗️
Mija 3 rok leczenia, nadzieja umiera... Ile będę w stanie jeszcze wytrzymać? Ile jeszcze razy mój dom będzie dla mnie więzieniem? Jak długo będzie jeszcze trwało to cierpienie?
Kiedy w końcu zacznę prawdziwie uśmiechać się do innych, nie udając, że przecież wszystko jest dobrze, zaciskając zęby z bólu? Kiedy w końcu zacznę normalnie żyć?
Stało się najgorsze, co może być. Neuroborelioza uderzyła ze zdwojoną siłą. Oprócz uszkodzenia obwodowego układu nerwowego doszło do zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego, całkowitego osłabienia organizmu.

Mam problemy z poruszaniem się, każdego dnia towarzyszy mi okropny rozrywający ból całego ciała – mięśni, stawów, kości, głowy. Miewam odrealnienia, uczucie omdlewania, problemy z koncentracją, mgłę umysłową, drętwienie całego ciała.
Czasem myślę, że to koniec, że umieram, że choroba wygrała.
Rozsiana neuroborelioza wyniszcza cały czas mój organizm, zaatakowała wszystko. Zabiera mi życie, ogranicza w podstawowym funkcjonowaniu. Jestem całkowicie wycofana.
Od dłuższego czasu nie jestem w stanie udać się osobiście do lekarza specjalisty, nawet gdyby ktoś mnie zawiózł. Budząc się rano, czekam na wieczór, aby tylko przetrwać każdy kolejny dzień...
Walczę, bo muszę... Bo mam dla kogo żyć!
BŁAGAM O POMOC!
PILNE❗️Iza potrzebuje Twojego wsparcia! Błagam, pomóż jej❗️
Kochani,
mija drugi rok leczenia, a co chwilę czuję jakbym zaczynała od początku, jakby długotrwałe leczenie nie szło do przodu.... Są chwile lepsze, przynoszące nadzieję, po czym wracam do samego początku...
Według lekarzy doszło do uszkodzenia obwodowego układu nerwowego, III stadium boreliozy określając jako Neuroborelioza. Szereg występujących objawów nadal uniemożliwia normalne funkcjonowanie, zabiera uśmiech na twarzy, radość z życia. Każdego dnia dręczą mnie myśli: jak będę czuć się kolejnego dnia, czy będę w stanie wyjść do sklepu, zrobić obiad, czy dam radę wstać z łóżka, czy znowu będę zależna od innych... Ile jeszcze to wszystko zniosę fizycznie i psychicznie?
Nasilające się stany lękowe uniemożliwiają nawet poruszanie się środkami komunikacji miejskiej, wyjście gdziekolwiek... Mój dom staje się moim azylem, a zarazem czuję się w nim uwięziona.
Dwa lata cierpienia, płaczu, poddawania się w walce z tą podstępną chorobą i utrata nadziei przy każdym kolejnym nawrocie objawów.
Neuroborelioza odbiera mi życie, przyjaciół, siłę walki, nadzieję na lepsze jutro...Obecnie nie jestem w stanie wyjść z córką na spacer czy basen. Ogromnym wyzwaniem jest dla mnie wyjście z nią na dłuższy czas poza dom... Serce mi pęka, krzyczę w ciszy, że nie mogę być dla niej 100% mamą, że muszę odmawiać wielu rzeczy, bo mój stan zdrowia nie pozwala cały czas spełniać jej marzeń...
Jest moją kochaną córeczką, łzy same spływają patrząc na nią, na jej uśmiech, słuchając ile dodaje mi otuchy i wiary: "Mamusiu, na pewno wyzdrowiejesz!", ale jest jeszcze mała, powinna cieszyć się swoim dzieciństwem, a nie patrzeć na chorą mamę czy codziennie zadawać pytania jak się każdego dnia czuję, czy dzisiaj będziemy mogły wyjść na plac zabaw. Moje serce pęka na pół...
Chcę walczyć, bo mam dla kogo! Chcę być przy mojej córeczce, patrzeć jak dorasta, wprowadzać w dorosłe życie, pomagać rozwiązywać problemy i wspólnie pokonywać trudności. Cieszyć się jej szczęściem, patrzeć jak codziennie uśmiecha się i w końcu powiedzieć "Córeczko jestem zdrowa, teraz nadrobimy wszystko!"

Niestety, rokowania leczenia neuroboreliozy i koinfekcji, jak na tą chwilę są niepewne przy szeregu istniejących objawów. Według lekarzy, pod których jestem opieką - obecnie jestem osobą niezdolną do pracy...
Leczenie neuroboreliozy i koinfekcji, które spowodowały również szereg chorób współistniejących musi być multidyscyplinarne i złożone. Polega na kombinacji przyjmowania różnych antybiotyków, do tego wspomagania leczenia nalewkami od fitoterapeuty oraz przyjmowanie bardzo dużej ilości suplementów.Obecnie biorę 5 antybiotyków na dobę plus do tego 15 suplementów, gdzie każdy z nich pełni inne właściwości. Przy tym wszystkim muszę wspomagać się wlewami dożylnymi w celu uzupełnienia niedoboru pierwiastków, aby nie dodawać kolejnych suplementów w formie doustnej...
Leczenie farmakologiczne, suplementacja i nalewki ziołowe jest bardzo drogie. Średnio miesięcznie wynosi od 1000 do 1500 zł. Ze względu na swoją trudną sytuację finansową oraz niskim zgromadzeniem środków na swoim profilu, musiałam ograniczyć się do minimum.
Nie mogę suplementować się zgodnie z zaleceniami od lekarzy, oszczędzam, aby starzyło na jak dłużej. Do tego dochodzi dieta, która też jest droga. Musiałam wyeliminować gluten, węglowodany, nabiał, produkty gotowe przetworzone, cukier. Trzeba trzymać się ścisłej diety a co za tym idzie owe produkty do spożycia są bardzo drogie i tutaj dochodzą kolejne koszty....
Krętki boreliozy i koinfekcje zaatakowały cały mój organizm - mięśnie, stawy, nerwy, ścięgna i powodują szereg objawów neurologicznych.
Do tego muszę mieć ciągłość rehabilitacji, różne kombinacje a w ramach NFZ przysługuje tylko 2 razy w roku. Neurolog podczas wizyty powiedział, że muszę cały czas rehabilitować się, nie mogę mieć przerwy. Prywatnie rehabilitacja również kosztuje - co wiąże się z kolejnymi kosztami.Moje życie od 2 lat głównie opiera się na wizytach u lekarzy, otrzymywaniem skierowań do kolejnych specjalistów, ciągłych wizyt, systematycznych laboratoryjnych badań kontrolnych w związku z czym w moim przypadku muszę mieć wykupiony prywatny pakiet medyczny. Taki roczny pakiet obecnie kosztuje prawie 3 tys. i na to również nie mam środków...
Oprócz leczenia farmakologicznego, fitoterapii, suplementacji, ciągłości rehabilitacji istotne są również terapie wspomagające jak komora hiperbaryczna, ozonoterpia, które również są kosztowne.
Tak więc aby moje leczenie przebiegało sprawnie i było widać jego efekty, trzeba naprawdę bardzo dużego comiesięcznego ogromnego nakładu finansowego, a obecnie zebrana kwota jest już na wyczerpaniu...
Dlatego znów ze łzami w oczach proszę Was o pomoc. Tylko dzięki Waszemu wsparciu będę mogła wrócić do dawnego życia i w pełni wychowywać moją ukochaną córeczkę.
Iza
Opis zbiórki
Najgorsze jest to, że choroba dotyka nie tylko mnie, ale także moich dzieci. Kiedy patrzę na łzy w ich oczach, kiedy pytają o chorobę, pęka mi serce. W momencie, gdy odmawiam im wszystkiego przez brak środków, czuję się tak bezsilna, że mam ochotę krzyczeć!
Pierwsza myśl, która towarzyszy mi każdego dnia, to błaganie, by bolało trochę mniej, by choroba dała mi siłę na zmierzenie się z codziennymi obowiązkami, by pozwoliła być mamą, a nie cieniem osoby, którą byłam jeszcze kilka lat temu.
Moje problemy zaczęły się 3 lata temu – właśnie wtedy zdiagnozowano u mnie borelioza. Myślałam, że osłabienie będzie tymczasowe, a ja szybko wrócę do aktywnego życia, które wiodłam wcześniej. Niestety – rok 2019 oznaczał dla mnie nagłe pogorszenie – z dnia na dzień organizm zdawał się poddawać chorobie. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę! Odbijałam się od kolejnych drzwi w poszukiwaniu trafnej diagnozy i propozycji leczenia, które pozwoli mi odzyskać siły. Dla kogoś takiego jak ja, przymusowa bezczynność jest czymś potwornym!

Dopiero rok później udało mi się odkryć przyczynę okropnego samopoczucia. Wyniki były alarmujące, pojawiały się kolejne objawy, a ja miałam ochotę uciec przed tym wszystkim i schować się gdzieś poza zasięgiem choroby. W momencie, w którym zaczęłam tracić nadzieję, udało się dopasować zestaw leków, który poprawił moje codzienne funkcjonowanie. Niestety, rozpoczęta terapia nie pomogła rozwiązać wszystkich problemów – z częścią z nich zmagam się do dziś. Miewam problemy ze snem, odczuwam rosnący ból, zdarzają mi się zaburzenia widzenia…
Leczenie jest bardzo wymagające i w większości nierefundowane. Konsultacje medyczne, opieka specjalistów, zakup ziół i leków pochłaniają ogromne kwoty, a ja na utrzymanie siebie i moich dzieci mam naprawdę niewielki budżet. Przez chorobę nie mogę podjąć stałej pracy, nie mam sił, by realizować codzienne obowiązki. Każdego dnia staję przed tragicznym wyborem – co opłacić w pierwszej kolejności, co z długiej listy potrzeb wybrać, z czego mogę zrezygnować.
Samodzielnie wychowuję dwójkę dzieci. Ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność. Strasznie się boję, jestem przerażona, że nie podołam, że zawiodę dzieci, które nie są niczemu winne. Nie chcę ich stracić, nie mogę dopuścić, by brakowało im tego, co najważniejsze. Tymczasem, mam wrażenie, że dzieje się coraz gorzej… Nie mogę iść z moimi dziećmi na spacer, bo brakuje mi sił, nie zapewniam im atrakcji, bo brakuje mi na to środków… Słyszę, jak snują plany na czas kiedy wyzdrowieję – chciałyby pójść na spacer, do zoo, spędzić ze mną czas beztrosko bez cienia choroby…

Nigdy nie spodziewałam się, że stanę po tej stronie. Po stronie ludzi, którzy będą potrzebowali wsparcia… A jednak w tym momencie nie mam innego wyboru, bo wiem, że sama nie dam sobie rady! Zawsze umiałam sobie poradzić, a teraz choroba odebrała mi tę możliwość. Nie chcę, by rzeczywistość moich dzieci tak wyglądała! Proszę cię o najmniejszy gest. Proszę cię o wsparcie i pomoc, bo w momencie gdy przeżywam życiową tragedię, zostałam zupełnie sama!
Nie tracę wiary w to, że jeszcze nie wszystko stracone. Marzę o tym, że stanę twardo na nogach i znów poczuję, że mam przed sobą możliwości, a nie ograniczenia. Choroba wydała na mnie wyrok, ale nie poddam się bez walki! Proszę, daj szansę mi i moim dzieciom!
- Wpłata anonimowa500 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- MOC ZŁOTÓWKI50 zł
❤
