Zbiórka zakończona
Jadwiga Barańczak - zdjęcie główne

Chora na COVID urodziła córkę, potem dostała udaru❗️Pomóż Jadzi wrócić do domu!

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja - jedyna szansa na powrót do zdrowia

Organizator zbiórki:
Jadwiga Barańczak, 45 lat
Nowiny, świętokrzyskie
Stan po przejściu Covid-19 i udaru
Rozpoczęcie: 7 czerwca 2021
Zakończenie: 24 lipca 2025
66 190 zł
Wsparły 1033 osoby

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0134163 Jadwiga

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja - jedyna szansa na powrót do zdrowia

Organizator zbiórki:
Jadwiga Barańczak, 45 lat
Nowiny, świętokrzyskie
Stan po przejściu Covid-19 i udaru
Rozpoczęcie: 7 czerwca 2021
Zakończenie: 24 lipca 2025

Rezultat zbiórki

Z całego serca dziękuję Wam za okazane Jadzi dobro! 💚

Kochani, z Waszą pomocą moja kochana żona ma jeszcze nadzieję na powrót do zdrowia. Każdy dobry gest przyczynił się do polepszenia jej stanu. Nasza walka będzie jeszcze bardzo długa, ale z Waszym wsparciem mamy nadzieję na jej szczęśliwe zakończenie.

Raz jeszcze bardzo dziękuję!

Mąż Jadzi

Aktualizacje

  • Nowe wieści o stanie zdrowia Jadwigi!

    Dzięki zabiegom rehabilitantów, kilka tygodni temu Jadzia wróciła do domu na własnych nogach! Obecnie dzieli swój czas na sprawowanie opieki nad dziećmi i intensywną rehabilitację w warunkach domowych.

    Jest to możliwe dzięki zebranym dzięki Wam środkom!

    Każdy, kto zetknął się z tematem rehabilitacji w domu, zdaje  sobie sprawę, jak bardzo jest to kosztowne, dlatego wciąż zbieramy pieniądze na ten cel.

    Duży nacisk położyliśmy na usprawnienie ręki – na tym polu jest jeszcze sporo pracy do wykonania. Jadzia chętnie wykonuje ćwiczenia, bardzo zależy jej na pełnej sprawności – jak każda mama chce zajmować się dziećmi...

    Dziękujemy za całą pomoc i prosimy, bądźcie dalej z Jadzią!

Opis zbiórki

Nie tak wyobrażaliśmy sobie narodziny naszej córeczki… W ciągu jednego miesiąca w naszym życiu wydarzyło się więcej niż przez ostatnie lata… Moja żona zachorowała na COVID w zaawansowanej ciąży. Potem było tylko gorzej… W całym dramacie wciąż mamy nadzieję, że Jadzia wróci do domu i pozna w końcu nasze dziecko. Bardzo proszę o pomoc!

Dopiero co rozpoczął się kwiecień. Na podstawie objawów zbliżonych do przeziębienia, zacząłem podejrzewać u siebie Covid-19. U mojej żony Jadzi pierwsze objawy pojawiły się 5 kwietnia. Już następnego dnia wykonaliśmy test, który okazał się pozytywny. Moja żona była w ciąży, a termin porodu wyznaczony na koniec kwietnia zbliżał się nieuchronnie. Jadzia od samego początku bardzo ciężko przeżywała zakażenie. Zmęczenie i uporczywy kaszel nie dawały za wygraną.  Byliśmy pełni nadziei, że do czasu porodu uda nam się zwalczyć wirusa, przeżyjemy piękne narodziny naszej córeczki i razem, zdrowi wrócimy do domu. Tak się jednak nie stało. Żona nie widziała córki aż do dzisiaj...

15 kwietnia kończył się czas naszej izolacji, a Jadzia wciąż odczuwała dolegliwości związane z zakażeniem. Wezwaliśmy karetkę. Żona miała wykonany test, który potwierdził, że wirus nie odpuszcza... 

Jadzia trafiła do szpitala w Starachowicach, przeznaczonego dla kobiet w ciąży zakażonych COVID-19.  Tam po dwóch dniach - 17 kwietnia - przyszła na świat nasza córka Ania, która niemal natychmiast została oddzielona od swojej chorej mamy. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co wtedy czuła moja Jadzia, jak bardzo musiała tęsknić, jak bardzo musiała się bać o naszą córeczkę, której do tej pory nie miała okazji poznać i przytulić...

Cały następny tydzień jeździłem do córeczki, by  ją kangurować, karmić i przytulać. Jadzia była tuż za ścianą, jednak nie miała dostępu do córeczki. 23 kwietnia odebrałem Anię ze szpitala i opiekuję się nią wraz z moją mamą do dziś. Pomaga nam w tym na miarę swoich dziecięcych możliwości nasz blisko 2-letni synek Mateusz, który jest niezwykle dzielny. 

W nocy z 23/24 kwietnia moja żona dostała pierwszych skoków ciśnienia tętniczego. Pomiędzy godziną 2 a 5 bezskutecznie wzywała pomocy. Ciśnienie zaczęto zbijać dopiero nad ranem, początkowo za pomocą tabletek. W dalszych godzinach skoki ciśnienia się utrzymywały, leczenie nie przynosiło efektów. Tragedia wisiała w powietrzu... 

Ostatecznie 25 kwietnia wieczorem moja żona dostała udaru. Po wykonanym tomografie komputerowym okazało się, że w głowie Jadzi są aż cztery krwiaki w obrębie mózgu, nastąpił wylew, który doprowadził do paraliżu prawej części ciała. 

Jadzia jest obecnie na oddziale rehabilitacji. Ściska moją dłoń, kiedy ją o to poproszę, wodzi wzrokiem za rozmówcą, porusza już sparaliżowaną nogą, jednak afazja negatywnie wpływa na proces myślenia i komunikowania się. Widzę, jak nasz synek tęskni za mamą. Wciąż powtarzam mu, że mama wróci... Wierzę, że Jadzia w końcu przytuli naszą córeczkę, jak dawniej utuli Mateuszka. Przed nią ogromna droga, po której będziemy kroczyć zawsze razem, droga do celu, jakim jest nasze dawne życie, z dwójką cudownych dzieci u boku. W zdrowiu i chorobie będę przy niej, będę o nią walczyć, jednak dziś muszę prosić Cię o pomoc. 

Nie posiadam pieniędzy, które pozwolą zapewnić rehabilitację, dzięki której Jadzia będzie mogła wrócić do zdrowia. W imieniu swoim, mojej ukochanej żony, a także naszych malutkich dzieci proszę, pomóż...

Paweł - mąż Jadzi

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Ta zbiórka jest zakończona, ale Jadwiga Barańczak wciąż potrzebuje Twojej pomocy.

WesprzyjWesprzyj