
Janek walczy o życie❗️Nie możemy stracić ukochanego męża i taty... Ratunku!
Cel zbiórki: ratowanie życia, pomoc społeczna, leczenie alternatywne i uzupełniające
Cel zbiórki: ratowanie życia, pomoc społeczna, leczenie alternatywne i uzupełniające
Aktualizacje
❗️Twoja pomoc = nasza nadzieja... Dziękujemy, że jesteś. I prosimy, pomóż, by to nie były nasze ostatnie wspólne Święta...
Dla nas są to bardzo trudne Święta. Lekarze mówili pół roku... Ostatni grudzień, ostatnia choinka, ostatnie Boże Narodzenie? Nie, nie godzimy się na to, to się nie dzieje - walczymy o kolejne chwile razem.
Niedawno Janek źle się czuł i wymiotował w nocy. Czułam, jak strach znowu rozpełza się moim ciele, a pytania, czy to już, czy to już zaczęło się najgorsze, łomoczą w głowie i sercu... Jestem wyczulona na wszystkie dźwięki, jak dyrygent w trakcie koncertu. Ktoś, kto tego nie przechodził, nie zrozumie. Moje ciało jest zaprogramowane na tryb walka, działa z automatu, kuli się, a potem wyskakuje na ratunek...

Dziękuję Wam za wszystkie udostępnienia i wpłaty na zbiórkę. Wiem, że nasza choroba spowszedniała, że wielu myśli, no dobra, umrze, to umrze, dajcie już spokój. Ale dla mnie, dla dzieci to jednak Ta Osoba, bez której ciężko sobie wyobrazić świat. To taka Osoba, o której myślisz gdy jest Ci smutno i źle, która rozumie Cię pomimo tego, że zna Twoje wady i przeszła z Tobą przez koszmar codziennego życia. Która skoczyłaby za Tobą w ogień.
Nie umiem wymienić każdego z Was, ale każdego mam w sercu. Każdy Twój gest wsparcia to nadzieja dla Janka i dla naszej rodziny.
Jest coraz trudniej i trudniej... Dlaczego to spotkało Jego, nas? 💔 Prosimy o Waszą pomoc...
Choroba nowotworowa jest hardcorem sama w sobie, ale nowotwór mózgu jest czymś, na co nie można się przygotować i czego nie można sobie wyobrazić. Poziom stresu, zmian, na które nie możemy być przygotowani, jest piekłem.
Nieuleczalna choroba przypomina wspinanie się na Mount Everest, bez tlenu, bez możliwości powrotu do bazy. Jest trudniej i trudniej...
Po każdej kolejnej dawce chemii Jankowi kurczy się zasób słów, trudno nam w ogóle rozmawiać. Podziwiam Go za niezłomność w codziennym chodzeniu do magazynu, do niepoddawania się, niezapadania w sen. Mimo wszystko przybywa mi obowiązków, rozszerza się wewnętrzny żal, złość, wręcz wściekłość na fakt, że musiało to spotkać Jego, nas...

Ja ostatnio nieustająco płaczę, noszę w sercu kamień, bo czuję, że to jest beznadziejne i nie powinno tak być, ale życie jest życiem i toczy się w rytmie upadków i wzlotów. Jest ciężko. (...) Problemów przybywa, a czas się kurczy. Nie ma świętych, są ludzie i niesprawiedliwe rozdania.
Walczymy o każdy dzień... Dziękujemy za każdy gest wsparcia. Cieszcie się normalnością, doceńcie tym, że macie zdrowie i obok siebie bliskich. Nic innego nie ma znaczenia.
Ania, żona Janka
Walczymy o każdy dzień RAZEM - każdy z nich jest darem... Chcemy tylko jednego - by Janek ŻYŁ❗️
Janek walczy. Walczy każdego dnia, walczy o to, by zostać ze mną i z naszymi ukochanymi dziećmi... Choroba codziennie zabiera mu kawałek siebie.
Choroba Janka zmieniła wszystko - życie naszej rodziny, odebrała nam marzenia, plany, poczucie bezpieczeństwa, przyszłość. Lekarze mówią pół roku. Ostatnia jesień razem, Święta, ostatnia choinka... To się nie dzieje!
Walczymy o więcej czasu - wcześniej dawano Jankowi 12 miesięcy, a minęły już 2 lata. Tak, ta zbiórka to walka o czas. Walka o kolejne miesiące, tygodnie, kolejne dni - RAZEM.

Szukamy ratunku wszędzie - tam, gdzie medycyna zawodzi, sięgamy po metody naturalne, aby uśmierzyć ból Janka, aby kupić mu tak cenny czas, którego nie mamy...
Janek mówi, że każdy dzień jest darem, a otwierając rano oczy, zaczyna się cieszyć, że te oczy otworzył. To dzięki Waszemu wsparciu walczymy i trwamy... Dziękujemy za wszystko, za każdą wpłatę i za każde dobre słowo, którym obdarzacie Janka i naszą rodzinę.
Doceniajcie każdy wspólnie przeżyty dzień. Kochajcie się i rozmawiajcie o sprawach ostatecznych. Nie odkładajcie nic na później, bo później może po prostu nie być...
Prosimy, bądźcie dalej z nami w tej drodze, bo każdy dzień razem jest dla nas zwycięstwem miłości nad śmiercią.
Opis zbiórki
Janek walczy o życie - a my walczymy o Janka, walczymy z czasem, walczymy o kolejne chwile razem. Glejak IV stopnia - złośliwy nowotwór mózgu to zabójczy przeciwnik, ale Janek się nie poddaje - walczy, bo ma dla kogo żyć! Ja - Ania, żona Janka i troje naszych dzieci - Nina, Lila i Iwo - zrobimy wszystko, by ratować życie naszego ukochanego męża i tatusia... Jeśli jest nadzieja, poruszymy niebo i ziemię, żeby Janek mógł z tego leczenia skorzystać. Prosimy o pomoc!
5 czerwca Janek przeszedł kolejną operację mózgu w prywatnej klinice... To już trzecia operacja, kolejna wznowa, trzecia walka o życie. Operujący Janka doktor Libionka uznał, że za 2-3 miesiące konieczna będzie kolejna operacja. Otwieramy kolejną zbiórkę, bo szukamy ratunku - kontaktujemy się z klinikami w Niemczech, staramy o dostanie do programu badań klinicznych w Szwajcarii... Jest nadzieja. Nadzieja na to, by złośliwy nowotwór mózgu na zawsze nie rozbił naszej rodziny, nie zabrał mi Janka, a naszym dzieciom ukochanego taty...

Być może znasz już naszą historię... Jeśli nie - 17 miesięcy temu nasze życie rozpadło się niczym domek z kart. Diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba. To był zwykły dzień, 28 stycznia. Janek był w pracy, ja smażyłam z dziećmi naleśniki i snułam plany na zbliżające się ferie. Telefon z nieznanego numeru, w sekundę zburzył naszą beztroskę. Mężczyzna, który przedstawił się jako ratownik medyczny, zapytał, kim jest dla mnie Jan Hernik. W jednej sekundzie mnie zmroziło...
Okazało się, że mój mąż stracił przytomność za kierownicą podczas jazdy samochodem... Dostał ataku padaczkowego i zjechał z drogi. Z samochodu wyciągnęli go inni kierowcy, wezwali pogotowie, które przetransportowało Janka do szpitala. Rozmawiałam z Jankiem przez telefon - mówił nieskładnie, nielogicznie, pytał, gdzie jestem. Wiedziałam, że stało się coś złego...
Tomograf komputerowy pokazał zmianę w mózgu, której lekarze nie byli w stanie jednoznacznie zinterpretować. Po rezonansie i spektrografii lekarze nie pozostawili nam złudzeń. Glejak, rozlany, nie w pełni operacyjny, złośliwy, IV stopień. Bardzo agresywny nowotwór mózgu, jeden z najgorszych, na jakie można zachorować. 90 procent pacjentów nie przeżywa nawet pięciu lat od diagnozy.

W jednej sekundzie zaczęła się dramatyczna walka o życie... Choruje nie tylko Janek, choruje cała nasza rodzina. Mamy troje dzieci - Ninę, Lilę i Iwo. Bardzo kochają swojego tatę. Najtrudniej było wytłumaczyć dzieciom, że to nowotwór, na którego nie ma lekarstwa, że to choroba śmiertelna... Kiedy wpisałam do wyszukiwarki "glejak" i przeczytałam o rokowaniach, że Jankowi może zostać kilkanaście miesięcy życia, rozpadłam się na kawałki... Przez wiele tygodni płakałam kilka razy dziennie.
Od diagnozy zaczęła się walka. Walczymy każdego dnia o to, by Janek został z nami... Niestety glejak to nowotwór, który odrasta i to w bardzo agresywny sposób... Mimo leczenia atakuje po raz kolejny. Jak tłumaczył to lekarz, to taki rodzaj nowotworu, który, jak wyjaśnił nam obrazowo lekarz, wygląda tak, jakby ktoś na mózg wylał sos do spaghetti. Atakuje struktury mózgu i jest mocno usieciowiony, nie da się go po prostu usunąć. Można wyciąć jakąś część, ale gdzie indziej może pojawić się znowu.

Po ostatniej radioterapii u Janka pojawił się obrzęk mózgu oraz wodogłowie, a co za tym idzie problemy neurologiczne, potworny ból, wymioty... Konieczna była kolejna, trzecia już operacja mózgu. Dziękujemy Ci za dotychczasowe wsparcie - to dzięki niemu Janek przeszedł trzy operacje w prywatnej klinice, gdzie dostał jeszcze szansę na życie. Musieliśmy za nie zapłacić, niestety w publicznej służbie zdrowia nie ma już możliwości pomocy neurochirurgicznej...
Po ostatniej rozmowie z profesorem Libionką wstąpiła w nas nadzieja. Są badania kliniczne w Szwajcarii, leki sprowadzane z Niemiec, terapie Car-T Cell... Zrobimy wszystko i pójdziemy wszędzie, gdziekolwiek jest tylko cień szansy, cień nadziei na życie. Niestety, samo rozpoczęcie leczenia zagranicą to koszt kilkudziesięciu tysięcy euro... Janek był głównym żywicielem naszej 5-osobowej rodziny. Niestety powikłania po chorobie i leczeniu uniemożliwiają mu pracę... Stracił wzrok w prawym oku, ma lekką afazję, problemy z pamięcią krótkotrwałą. Potrzebujemy pomocy.
Dzieci nadal nie dowierzają. Ja też nie. Nie wyobrażam sobie codzienności bez męża. To mój największy przyjaciel... Walczymy o każdy rok, miesiąc, tydzień, dzień razem. Bardzo prosimy o pomoc.
Ania i dzieci

Zdjęcie Anny Hernik, pokazujące Janka tuż po operacji z synkiem Iwo, zdobyło nagrodę internautów tegorocznego konkursu Grand Press Photo:

- Wika10 zł
Trzymam kciuki!
- Wpłata anonimowa5 zł
- Piotr500 zł
- Adrian20 zł
Walcz dzielnie
- 50 zł
trzymaj się
- Wpłata anonimowaX zł