Jan Stachnik - zdjęcie główne

Jan poślizgnął się w nocy przed domem i leżał nieprzytomny do rana❗️Ratuj jego życie❗️

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Jan Stachnik, 43 lata
Skołyszyn
Stan po upadku, urazowy krwotok podtwardówkowy, stan po kraniotomii, wodogłowie
Rozpoczęcie: 21 września 2026
Zakończenie: 21 grudnia 2026
30 101 zł
WesprzyjWsparło 638 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
1018506
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361 Fundacja Siepomaga
Cel szczegółowy 1,5%1018506 Jan

Stała pomoc

Regularne wsparcie daje Janowi poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.
Dowiedz się więcej o Stałej Pomocy
Wspieraj wygodnie przez:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo

Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.

Wspieraj co miesiąc

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Jan Stachnik, 43 lata
Skołyszyn
Stan po upadku, urazowy krwotok podtwardówkowy, stan po kraniotomii, wodogłowie
Rozpoczęcie: 21 września 2026
Zakończenie: 21 grudnia 2026

Opis zbiórki

18 maja 2026 roku zapamiętam już do końca życia. Byłam akurat w Austrii, gdy mój ukochany mąż uległ nieszczęśliwemu wypadkowi. Poślizgnął się tuż przed wejściem do domu i uderzył głową o beton. Nikogo nie było wtedy w pobliżu. Dopiero rano mama znalazła go nieprzytomnego. To cud, że jeszcze żył!

Natychmiast wezwała pomoc. Jan od razu trafił na salę operacyjną i przeszedł operację ratującą życie. Ja w tym czasie ruszyłam w drogę do Polski. Byłam przerażona, że nie zdążę na czas... Że mój mąż umrze. Na szczęście lekarzom udało się go uratować, ale nie obiecywali cudów.

Jan Stachnik

Jan spędził 6 tygodni na OIOMIE, z czego 3 tygodnie w śpiączce. Odwiedzałam go codziennie w nadziei, że mnie rozpozna i da znać, że wciąż tam jest. Niestety tak się nie stało. Mój mąż z dnia na dzień stał się osobą leżącą, wymagającą pomocy we wszystkich czynnościach. Nie rusza się, nie mówi, nie reaguje na żadne bodźcie.

Po wielu tygodniach potwornego lęku o życie Jana myślałam, że najgorsze mamy już za sobą. Jan miał zostać poddany kolejnej operacji ze względu na obrzęk głowy. Niestety okazało się, że wdała się jakaś bakteria, która doprowadziła do SEPSY! Lekarze radzili mi, żebym pożegnała się z moim mężem... Ale ja nie byłam na to gotowa! Nie mogłam go stracić!

Jan Stachnik

Widok osłabionego Jana, podłączonego do aparatury medycznej, z trudem łapiącego powietrze, był nie do zniesienia. Zniekształcona głowa, liczne rany, dreny, rurki... To koszmar, który zapamiętam na zawsze. Na szczęście tym razem znów udało mu się uniknąć śmierci, a sytuacja ustabilizowała się na tyle, że mógł wreszcie przejść operację wymiany zastawki.

Następnie lekarze zdecydowali o przeniesieniu męża z OIOM-u na oddział chirurgiczny. Niestety Jan nie może już tam przebywać. 2 września trafił do ZOL-u w Rzeszowie, który jest oddalony prawie 2 godziny od naszego domu. Nigdzie bliżej nie ma miejsc. Chciałabym odwiedzać go codziennie, trzymać za rękę, wspierać jak tylko mogę, ale niestety to za daleko. Razem z rodzeństwem Jana jeździmy do Rzeszowa raz w tygodniu. 

Jan Stachnik

Od wypadku męża jestem wrakiem człowieka. Nie mogę spać, nie mogę funkcjonować. Schudłam 7 kilo i jestem pod opieką psychiatry. Chcę od życia tylko jednego: żeby mój mąż do mnie wrócił. Kiedyś dla niego nie było słowa „niemożliwe” – był taką naszą rodzinną „złotą rączką”. Dziś nie może poruszyć nawet jednym palcem u dłoni. 

Koszty leczenia, rehabilitacji i dojazdów są tak wysokie, że aż ciężko sobie to wyobrazić. Jako rodzina nie jesteśmy w stanie ich udźwignąć. Dlatego dziś staję przed Wami i błagam o pomoc. Każda złotówka, udostępnienie i dobre słowo pomagają nam walczyć o Jana. Dają nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Dziękuję, za okazane serce.

żona Jana, Monika z rodziną

Wybierz zakładkę
Sortuj według