
Mam 15 lat i RAKA❗️Umrzeć - nie mogę tego zrobić mamie, ona ma tylko mnie!
Cel zbiórki: ratowanie życia - zagraniczne leczenie onkologiczne
Cel zbiórki: ratowanie życia - zagraniczne leczenie onkologiczne
Aktualizacje
Stan Jarka bardzo się pogorszył❗️Jesteśmy już w nowym szpitalu, RAK nie odpuszcza - ratunku!
Czas mija jak zły sen... Jesteśmy już w szpitalu w Turcji, mieliśmy tu przylecieć już jakiś czas temu, ale stan Jarka bardzo się pogorszył...
Dwa tygodnie temu zaczęliśmy radioterapię, po radioterapii mieliśmy opuścić Barcelonę, ale stan Jarka zrobił się bardzo zły... Pojawił się ból, ręka zrobiła się czerwona i bardzo spuchła. Musieliśmy zostać w Barcelonie przez tydzień, żeby choć trochę ustabilizować stan synka, ale nie było dużej poprawy.... Przez cały ten czas Jarosław był na morfinie, ponieważ odczuwał bardzo silny ból.

Postanowiliśmy działać jak najszybciej i zacząć nowe leczenie. Wczoraj polecieliśmy do Ankary, dziś trafiliśmy do szpitala. Lekarz zrobił badanie i zlecił badanie płuc i USG jamy brzusznej, może trzeba będzie jeszcze zrobić dodatkowe badania diagnostyczne.
Jutro lekarz ma nam przedstawić plan leczenia, bo nie spodziewał się zobaczyć Jarosława w tak złym stanie. Tak bardzo się martwię...
Błagamy o pomoc i o modlitwę.
Anastazja, mama Jarka
KRYTYCZNA SYTUACJA❗️Rak znowu zaatakował... Jarek musi zmienić szpital, kończy się nadzieja na ŻYCIE!
Kochani,
nie mamy dobrych wieści... Właściwie to są dramatycznie złe.
Mimo leczenia nastąpiła progresja nowotworu... Jarek zamknął się w sobie, jest osowiały, cala walka na marne... Ja nie przestaję płakać.
W szpitalu w Barcelonie nie ma już możliwości dalszego leczenia...

Lecimy do szpitala w Turcji, tam leczy się wiele chorych onkologicznie dzieci, to nasza ostatnia deska ratunku. Jeśli tam odmówią... Nie chcę nawet myśleć o tym, co może się stać.
Jeśli szpital podejmie się leczenia Jarka, dostaniemy nowy kosztorys leczenia.
Jestem załamana. Mój syn może umrzeć, jest źle... Nie tak miało być... Błagam, pomóż nam!
Anastazja, zrozpaczona Mama
DRAMATYCZNY czas❗️Jarka czeka kolejna operacja! Zrozpaczona mama błaga o pomoc...
Kochani, niestety syn przeżywa bardzo ciężkie chwile...
Minęły trzy tygodnie od pojawienia się trzech krwiaków na operowanej ręce i nadal nie ma pozytywnych zmian. Z badania krwi wynika, że nie ma infekcji, ale ręka nie wygląda zdrowo, znacznie zwiększyła się jej objętość, pojawiło się zaczerwienienie i bardzo silny ból...

W ciągu tych 3 tygodni Jarek przeszedł jeden blok chemioterapii i antybiotykoterapię. Syn cierpiał tak, że konieczna była silna morfina przeciwbólowa. Lekarze uważali, że trzeba poczekać, aż krwiaki same się wchłoną, bo jakiekolwiek manipulacje chirurgiczne tam, gdzie jest proteza, są niebezpieczne. Niestety stan pogorszył się tak, że nie obejdzie się bez operacji...
Bardzo martwi mnie stan ręki syna, bardzo boję się, żeby nie było złych informacji. Te myśli są nie do zniesienia... Jednak nie mogę się poddać, muszę być silna dla syna. Muszę mieć i mam nadzieję i wiarę w to, że Jarek pokona raka, że jeszcze będzie mógł być szczęśliwy, uśmiechnięty, a ja będę mogła patrzeć na moje radosne i zdrowe dziecko.

Wszystkich, którzy wspieracie nas tak licznie i hojnie, że nie znajduję słów, którymi mogłabym wyrazić podziękowanie, proszę o dalszą pomoc. Wasze słowa otuchy w komentarzach dodają nam sił do tego, ażeby się nie poddawać i codziennie walczyć z tym potworem, czekając na magiczne słowa lekarza - "Jarek, jesteś zdrowy, wracaj do domu, żyj, bądź szczęśliwy i spełniaj swoje marzenia..."
Dziękuję i proszę, bądźcie dalej ze mną i z Jarkiem.
Mama Anastazja
Opis zbiórki
PILNE! Mam na imię Jarek, kilka miesięcy temu skończyłem 15 lat. Chodzę do liceum, choć teraz właściwie tylko na papierze... Więcej czasu spędzam w szpitalu. Kilka miesięcy temu zachorowałem na rzadki nowotwór złośliwy kości... Boję się, co przyniesie kolejny dzień, tydzień, miesiąc... Najbardziej boję się tego, że wiele ich nie będzie. Nie chcę być dzieckiem, które umrze na raka... Stąd mój apel i prośba o pomoc. Proszę, przeczytaj ten tekst, daj mi szansę na życie...
Kilka lat temu moimi największymi problemami był rozwód rodziców i zmiana szkoły... Nie sądziłem, że los szykuje dla mnie o wiele większą próbę, jaką jest choroba nowotworowa. Oddział onkologii, chemioterapia, ciągłe obchody, badania, kłucia, leki... Na co dzień nie myślałem nawet o tym, że taki świat istnieje. Tym bardziej nie myślałem o tym, że kiedyś będę jego częścią...

Od kiedy zacząłem czuć, że dzieje się coś złego? To był październikowy dzień, zabrałem na spacer mojego ukochanego psa. Weszliśmy do sklepu. Przez przypadek lekko uderzyłem się drzwiami... Nie było to mocne uderzenie, niby nic specjalnego... Jakiś czas później zaczęła boleć mnie ręka. Puchła i coraz bardziej zwiększała się w rozmiarze... Mama się bardzo martwiła, a ja starałem się ją uspokajać. Dla świętego spokoju zgodziłem się, żebyśmy pojechaliśmy do lekarza. Myślałem, że dostanę maść i na tym się skończy, tak jednak nie było... Lekarz kazał mi zrobić dodatkowe badania.
Kolejne skierowanie, kolejne badania... Kiedy pierwszy raz usłyszałem podejrzenia guza, byłem pewien, że to pomyłka. Tak się jednak nie stało... Lekarz wziął moją mamę na rozmowę. Gdy zobaczyłem jej zapłakaną twarz i opuchnięte oczy, wiedziałem, że jest źle... Badania histopatologiczne wykazały, że choruję na złośliwy nowotwór kości - mam kostniakomięsaka lewego barku i łopatki...

Nie chciałem wierzyć w to, że jestem tak bardzo chory... Buntowałem się, złościłem. Potem uznałem, że nie mam wyjścia... Powiedziałem mamie, że ma się nie martwić, że zrobię wszystko, żeby wyzdrowieć. Mama ma tylko mnie, jestem dla niej całym światem i powodem, dla którego wstaje rano. Nie mogę się poddać... Umrzeć - nie mogę jej tego zrobić!
Zacząłem chemię, wiedziałem, że to ciężkie leczenie - nie sądziłem, że aż tak... Lubiłem sport, a teraz prawie nie mogę się ruszać, ból jest nie do wytrzymania... Ciągle wymioty, mdłości. Jestem w trakcie czwartego kursu chemiii. Mam kiepskie wyniki... Nie zawsze udaje mi się podać chemię zgodnie z planem, bo mój stan na to nie pozwala.
Czasem nie mam siły nawet czytać czy grać, po prostu leżę i śpię albo patrzę w ścianę. Chemia ma zmniejszyć guz o tyle, żebym mógł przejść operację... Niestety mój przypadek jest bardzo skomplikowany, a nowotwór bardzo rzadki. Znaleźliśmy szpital w Hiszpanii, gdzie dostałem zielone światło na leczenie - wiele dzieci z kostniakomięsakiem leczy się właśnie tam. Niestety, tam będę prywatnym pacjentem, za wszystko trzeba zapłacić...

Widzę, jak mama się martwi, jej oczy są podkrążone, twarz poszarzała ze zmartwień... Od czasu mojej choroby nie przypomina się, jakby chorowała razem ze mną. Mama wychowuje mnie sama... Pracuje, ale od trzech miesięcy jest na bezpłatnym urlopie, żeby być przy mnie. Niestety czasem po chemii jestem w takim stanie, że potrzebuję pomocy w najprostszych czynnościach...
Chcę jeszcze tyle zrobić... Skończyć szkołę, zdać maturę, zakochać się, iść do pierwszej pracy... Chcę, żeby mama widziała to wszystko. Nie mogę się poddać, bo ją zawiodę! Chcę żyć... Proszę, pomóż mi. Jeśli czytasz te słowa, wiedz, że jesteś moją ostatnią nadzieją... Jeśli przeżyję - obiecuję, że zrobię wszystko, aby odwdzięczyć się za dobro, które da mi szansę na ratunek...
Jarek
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa50 zł
trzymam kciuki. Walcz!
- Mariola100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Olga20 zł
❤🌹
- Wpłata anonimowa50 zł