Joachim Jonasz Radziszewski - zdjęcie główne

Nawet KILKASET napadów padaczki dziennie❗️Pomóż zatrzymać ten koszmar❗️JoJo, zdrowiej...

Cel zbiórki: diagnostyka i leczenie JoJo w USA, rehabilitacja, przelot, pobyt

Organizator zbiórki:
Joachim Jonasz Radziszewski, 5 lat
Stara Iwiczna
Zespół Lennoxa-Gastauta, padaczka lekooporna z napadami polimorficznymi o nieustalonej etiologii, opóźnienie rozwoju psychoruchowego
Rozpoczęcie: 11 grudnia 2025
Zakończenie: 11 marca 2026
703 913 zł(26,47%)
Brakuje 1 955 662 zł
WesprzyjWsparło 15 148 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0876326
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0876326 Joachim Jonasz

22 Stałych Pomagaczy

Dołącz
Dostępne metody płatności:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo
Regularne wsparcie daje Joachimowi poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.
  • RR
    RRwspiera już miesiąc
  • Ewelina
    Ewelinawspiera już miesiąc
  • Anabaaa
    Anabaaawspiera już miesiąc

Cel zbiórki: diagnostyka i leczenie JoJo w USA, rehabilitacja, przelot, pobyt

Organizator zbiórki:
Joachim Jonasz Radziszewski, 5 lat
Stara Iwiczna
Zespół Lennoxa-Gastauta, padaczka lekooporna z napadami polimorficznymi o nieustalonej etiologii, opóźnienie rozwoju psychoruchowego
Rozpoczęcie: 11 grudnia 2025
Zakończenie: 11 marca 2026

Aktualizacje

  • Stan Jojo pogarsza się... Czy jest źle? Sami wiecie... Potrzebujemy Was jak nigdy dotąd❗️

    Najgorszy wtorek w naszym życiu…

    W nocy z poniedziałku na wtorek Joachim po raz pierwszy miał nowy typ napadów padaczkowych. Dokładnie dwa napady w odstępie półtorej godziny. Rano mówiliśmy sobie - jednorazowy epizod, incydent, to niemożliwe aby miał inny typ napadów. Minęło za dużo czasu, choroba jest z nami za długo, gdyby te napady miały się pojawić, byłyby już dawno temu. To niemożliwe…

    Przyszła kolejna noc, a z nią wiadro zimnej wody. Kolejny taki napad, kolejne pęknięcie w naszych spękanych sercach. Chciałoby się napisać z reklamacją do tego garncarza, co to wszystko lepił.

    „Hej Aniele Stróżu? Czy Ty dziś pracujesz? Bo mam wrażenie, że nie widzisz co się dzieje… hallo? Jest tam kto…”

    Cisza…

    Joachim Jonasz Radziszewski

    Właśnie spakowaliśmy się i jedziemy do Gdańska. Jutro mamy nieplanowane przyjęcie na oddział, bo Jojo ma pogorszenie. Czy jest źle? Nie będziemy grać Wam na emocjach, sami wiecie. Wisienką na torcie tego wtorku były wyceny, to że jesteśmy zmuszeni podnieść kwotę zbiórki tak aby pokryła wszystkie zaplanowane wizyty szpitalne w Mayo Clinic. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że potrzebujemy aż takiego wsparcia. Przecież to miał być jeden wylot…

    Koszt samej PIERWSZEJ KONSULTACJI to 90 tysięcy dolarów. Plus koszt pobytu, wylot, cała logistyka. Za podstawową diagnostykę. A leczenie? Plan leczenia poznamy na miejscu. Szacunkowo rok leczenia to 400 tysięcy dolarów.

    Liczymy na cud. Cud uzdrowienia. Wejścia w remisję. A jeśli nie przyjdzie… to musimy mu pomóc. Chociaż dać szansę...

    Rodzice Jojo

Opis zbiórki

O tym, że Jojo jest ciężko chory, dowiedzieliśmy się w 2021 roku – w Wigilię, po kilku nieprzespanych nocach, po przeczytaniu miliona zagranicznych forów i wpisów innych rodziców. To były pierwsze i zarazem najgorsze święta Bożego Narodzenia naszego synka. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że to jest padaczka. Nigdy nie zapomnę chłodnej, niebieskiej łazienki i lawiny moich łez, które rozlałam w niej po rozmowie z pediatrą. Moje przypuszczenia były słuszne, co okazało się kilka dni później po wykonaniu EEG.

Joachim choruje na bardzo ciężką postać padaczki lekoopornej, która odebrała mu szansę na szczęśliwe, beztroskie życie. Od 29 grudnia 2021 roku CODZIENNIE ma od kilkunastu do kilkuset napadów padaczki! Funkcjonowanie Joachima jest całkowicie zależne od nas, rodziców. Mimo ciągłego próbowania i zmieniania mu leków, które miałby szansę zatrzymać napady, nasz synek nie miał nawet jednego dnia przerwy od napadów! 

Joachim Jonasz Radziszewski

Padaczka Joachima to ogrom napadów miokloniczno-atonicznych, które nagle szarpią naszym szkrabem. Dochodzi do utraty napięcia w ciele, a Jojo upada, uderza głową w podłogę, w przedmioty obok. Często takie ataki uszkadzają jego małe ciałko… Miał już wybite zęby, uszkodzenia oka, ogromną ilość rozcięć głowy i języka. Żyjemy w ciągłym stresie. Nasz dom zamieniliśmy w maksymalnie bezpieczną przestrzeń, wyłożoną poduszkami i materacami.

Kończą się nam opcje... Niestety Joachim nie reaguje na żadne leki, na żadne terapie, na ŻADNE formy leczenia. Zbiera ich wszystkie skutki uboczne, takie jak bezsenność, utrata mowy, coraz większe zamknięcie w swoim świecie. Mimo bardzo obszernej diagnostyki wciąż nie znamy przyczyny choroby. Trwają konsultacje ze szpitalem w Nowym Yorku. Wierzymy, że lekarze podejmą się leczenia naszego synka!

Joachim Jonasz Radziszewski

Do 11. miesiąca życia Jojo był zdrowym, roześmianym i rozgadanym chłopcem. Nawet mimo ogromnej ilości napadów do drugiego roku życia rozwijał się prawidłowo. To prawdziwy zuch i wojownik! Targany przez KILKASET napadów na dobę szkrab nauczył się chodzić, schylać, kucać i pędził na swój sposób do przodu! A my razem z nim. Niestety w okolicy drugich urodzin Joachimek niemal cały czas spał, musieliśmy go wybudzać na posiłki. Spał po 22 godziny na dobę. Na spacery chodziliśmy w środku nocy, a nasza rzeczywistość właśnie wtedy stała się największym koszmarem. Wtedy zaczęliśmy go najbardziej tracić, poznawczo Jojo nie było…

Kolejne miesiące, lata pamiętam bardzo wyraźnie, chociaż tak bardzo chciałabym je wymazać. Wciąż tliła się w nas ogromna nadzieja, że w końcu uda się dobrać magiczną kombinację dwóch, trzech, czterech leków i będzie już tylko lepiej. Nieustannie czytaliśmy, reanalizowaliśmy genetykę, poszerzaliśmy diagnostykę o miliony małych badań. Bo przecież mogły coś wnieść, bo przecież musieliśmy coś przeoczyć! Sprowadzaliśmy leki z Belgii, Francji, Niemiec i USA. Pragnęliśmy tylko tego, by zatrzymać napady, skupić na terapiach i wrócić go do żywych. 

Joachim Jonasz Radziszewski

Jak chomiki w kołowrotku – biegliśmy, pędziliśmy, ale wszystko zataczało koło. Kolejny bilet na pociąg, kolejny raz ta sama trasa. Kolejny raz nad morze – nie na wakacje, a po to, by toczyć walkę o zdrowie naszego maluszka. I to wszystko bez sensu. Wracaliśmy do tego samego punktu, na ten sam peron, do nieprzespanych nocy, do dni pełnych płaczu, do napadów tak silnych, że Joachim szarpany przez napad krzyczał z przerażenia, a my z nim… Bo kiedy cierpi TWOJE dziecko, Twojego świata NIE MA. Jest tylko szarość, jesteś cieniem siebie, cieniem swoich dni.

Dziś stoję przed Wami, próbując w tych słowach zamknąć 4 lata naszej drogi i nie potrafię. Stoję obdarta ze wszystkiego, mam ochotę rozpaść się i opowiedzieć Wam to wszystko, a słowa gubią mi się, plączą palce i nie potrafię. Bo druga ja zaszywa się, chowa i krzyczy, że nie chce się tym dzielić. Że serce krwawi, że pęka… Trzy tygodnie pisałam ten tekst. Tak po ludzku wierzyłam, że damy radę sami. Że dźwigniemy to, że wyjdzie nam słońce. Że damy radę… Dziś wiem, że nie. Błagamy, pomóżcie nam walczyć o zdrowie i życie naszego dziecka!

mama i tata Jojo

Wybierz zakładkę
Sortuj według