Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zalecamy aktualizację przeglądarki do najnowszej wersji.

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Straciłam męża i siostrę, a teraz sama walczę o sprawność. Proszę, pomóż!

Józefa Pietras

Straciłam męża i siostrę, a teraz sama walczę o sprawność. Proszę, pomóż!

Wpłać wysyłając SMS

Numer 75365
Treść 0154229
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
Wyślij SMS teraz
Cel zbiórki:

Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki: Fundacja Siepomaga
Józefa Pietras, 73 lata
Porąbka, śląskie
Choroba niedokrwienna serca, przewlekła niewydolność serca, kamica pęcherzyka żółciowego, wiotkie porażenie czterokończynowe, stan po przejściu COVID-19
Rozpoczęcie: 22 Listopada 2021
Zakończenie: 31 Marca 2023

Opis zbiórki

Gdy w 2006 roku przeszłam na emeryturę, miałam nadzieję, że w końcu będę mogła spełnić odłożone wcześniej plany, że będzie to czas pełen radości, spokoju, również wymarzonego wypoczynku, który będę mogła przeznaczyć na piesze wycieczki po górach razem z mężem. W 2011 roku przyszedł na świat nasz wnuk - Mateusz. Byłam przeszczęśliwa, że będę mogła się nim zaopiekować. Zajmowałam się Mateuszkiem aż do momentu, w którym zaczął uczęszczać do przedszkola. Później przyszedł czas, w którym życie naszej rodziny rozpadło się na kawałki...

W 2014 roku mój mąż przeszedł udar, w związku z czym oprócz opieki nad wnuczkiem sprawowałam również opiekę nad mężem. Niestety, widziałam jak z dnia na dzień stan jego zdrowia jedynie się pogarsza. Dawały o sobie znać kolejne dolegliwości i choroby. Mąż wymagał coraz więcej wsparcia z mojej strony, tymczasem i ja zaczęłam podupadać na zdrowiu. Czułam, że nie mam już tyle siły, co wcześniej, że moje mięśnie słabną. Nawet chodzenie z czasem stało się dla mnie poważnym problemem. Bolały mnie nogi i miałam kłopot z podnoszeniem ich, zwłaszcza podczas poruszania się po schodach, a mieszkamy na czwartym piętrze, w budynku bez windy. 

Moje nogi były coraz słabsze, a ja nawet nie wiedziałam dlaczego tak się działo. Poddałam się dokładnym badaniom, ale lekarzom też na początku było trudno sformułować dokładną przyczynę. W końcu musiałam podjąć bolesną, lecz konieczną decyzję. Ze względu na coraz poważniejszy stan mojego zdrowia musiałam oddać męża do ośrodka opiekuńczego, bo nie byłam w stanie się nim dłużej zajmować. 

W kwietniu 2016 roku zostałam skierowana na szczegółowe badania, na oddział neurologiczny szpitala w Krakowie. To właśnie wtedy zdiagnozowano u mnie postępującą mielopatię paranowotworową. Nigdy nie bałam się bardziej niż wtedy. Nie tylko ja walczyłam o zdrowie. Gdy opuściłam szpital, odwiedziłam siostrę, która walczyła w tym czasie z nowotworem. Jeszcze tego samego dnia, po wizycie u siostry, wyczułam guzek na swojej prawej piersi. Strach mieszał się z niedowierzaniem! Z żalem do losu zadawałam sobie pytanie - na ile prób jeszcze wystawi nas bolesna rzeczywistość. Chciałam żeby ten koszmar się w końcu skończył, tymczasem życie jedynie dokładało ciężaru. Poczułam się kompletnie bezsilna. 

Moja siostra ostatecznie odeszła od nas po długiej walce. Ja w tym czasie toczyłam swoją. W czerwcu 2016 roku przeszłam operację usunięcia prawej piersi. Rok później, doszedł kolejny cios - zmarł mój mąż. To był dla mnie ogromny cios, ale nie mogłam się poddać ani załamać. Zostałam sama na wózku, bez możliwości chodzenia, bez możliwości powrotu do własnego mieszkania. 

Od 2019 roku przebywam w ośrodku w Porąbce na oddziale opiekuńczym, z dala od córki, wnucząt i mojej  rodziny. Staram się być samodzielna, ale nie jest to łatwe. Potrzebuję opieki i pomocy personelu, bo nawet zwykłych, codziennych czynności nie jestem w stanie wykonać samodzielnie. Nie mogę się sama umyć, usiąść, nie poprawię sobie nogi, gdy się źle ułoży. Sama nie przekręcę się na łóżku, nie uczeszę, nie założę okularów. Wszystko przez niedowład kończyn dolnych i przykurcze kończyn górnych. 

Chcę walczyć o siebie i o swoją sprawność, chociaż zdarzają się dni, kiedy nie mam na nic siły. Chcę poświęcić się rehabilitacji, chociaż i tu bywają chwile, kiedy czuję, że zwyczajnie mnie to przerasta. Nie odpuszczam jednak, bo wiem, że na szali leży moja przyszłość.

Mam ogromny żal do losu, że tak to wszystko się potoczyło, że musiałam stracić tak wiele bliskich mi osób i jeszcze sama musiałam stoczyć walkę o życie i o sprawność, ale chcę ratować to co się da, co jeszcze można zmienić. Jestem wdzięczna mojej córce i zięciowi, bo dzięki nim mogę obecnie odbywać rehabilitację. Dają mi tak bardzo potrzebne teraz siły i wsparcie. Wiem jednak, że nasze środki się kończą, a dalsza rehabilitacja, która jest mi też niezbędna, kosztuje krocie. Nie stać nas na te wszystkie wydatki, dlatego bardzo Was proszę o pomoc!

Wpłać wysyłając SMS

Numer 75365
Treść 0154229
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
Wyślij SMS teraz

Pomóż mi nagłośnić zbiórkę

Baner na stronę

Obserwuj ważne zbiórki