
Milczy, choć chciałaby mówić... Pomóż pokonać zespół Retta❗️
Cel zbiórki: Nierefundowane 3-letnie leczenie, rehabilitacja, przeloty, pobyt
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
61 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Igors.Mwspiera już 9 miesięcy
- Anonimowy Pomagaczwspiera już 8 miesięcy
- Anonimowy Pomagaczwspiera już 8 miesięcy
Cel zbiórki: Nierefundowane 3-letnie leczenie, rehabilitacja, przeloty, pobyt
Aktualizacje
Dziś proszę o pomoc ja – tata Julki❗️Błagam, pomóż mi uratować moją ukochaną córeczkę...
Nie lubię występować publicznie, ale dla mojego dziecka zrobię wszystko... Drodzy Darczyńcy, Przyjaciele Julki!
Zawsze wolałem działać w ciszy, z dala od kamer i rozgłosu. Ale jako tata stanąłem pod ścianą. Nagrałem ten apel, bo dla mojej córki jestem gotów przełamać każdy opór. Muszę to zrobić, bo Julia jest moim pierwszym, wymarzonym dzieckiem.
Pamiętam każdą chwilę z okresu oczekiwania. Byłem na każdym badaniu USG, z zapartym tchem patrząc na monitor i widząc, jak rośnie. Widziałem, jak przychodzi na świat, byłem przy porodzie – od pierwszej sekundy jej życia czułem tę ogromną odpowiedzialność i miłość. Obiecałem sobie wtedy, że będę jej superbohaterem, że zawsze ją obronię.
Dziś moje serce pęka, bo muszę patrzeć, jak choroba – zespół Retta – próbuje mi ją odebrać. Widzę, jak zabiera jej sprawność, jak gasi jej możliwości. To najtrudniejszy widok dla ojca: patrzeć na cierpienie dziecka i czuć bezsilność wobec kosztów leczenia.
Odkąd Julia przyjęła pierwszą dawkę leku, nasza zbiórka niemal stanęła w miejscu. Bardzo się o to martwię. Wiem, że mogło się wydawać, że cel został osiągnięty, ale to dopiero początek niezwykle kosztownej drogi. Cena za kontynuację terapii jest tak gigantyczna, że bez Waszej pomocy po prostu nas na nią nie stać.
Błagam, nie pozwólmy, by choroba ją zabrała. Wywalczyliśmy już tak wiele – nie możemy się teraz zatrzymać. Proszę, obejrzyjcie mój apel i pomóżcie mi walczyć o przyszłość mojego dziecka. Julia ma tylko nas.
Z całego serca dziękuję za każdą pomoc,
Tata JulkiTo były najdłuższe 2 godziny naszego życia... I krzyk, którego nigdy nie zapomnimy❗️
20 marca Julia przeszła operację założenia PEG-a. Dwie godziny operacji… i kolejne 30 minut wybudzania. Dla Was czas płynął normalnie, dla nas były to najdłuższe, najbardziej przerażające chwile w życiu.
W szpitalu zostaliśmy sami ze strachem. Łzy spływały po naszych policzkach, a w głowie była tylko jedna myśl – czy ona się wybudzi? Tego lęku nie da się opisać. To strach, który paraliżuje całe ciało i odbiera oddech.
Kiedy po dwóch godzinach lekarz w końcu do nas przyszedł, odetchnęliśmy z ulgą. Powiedział, że operacja się udała, że wszystko przebiegło prawidłowo i teraz czekamy na to, żeby wybudzić Julkę…

Po chwili pozwolono nam wejść na salę pooperacyjną. I wtedy zobaczyliśmy naszą córeczkę… Widok, który zostanie z nami do końca życia. Od dnia, w którym Julia przyszła na świat, nie widzieliśmy jej w takim stanie. Nie słyszeliśmy takiego płaczu… To nie był zwykły płacz, to był krzyk bólu, cierpienia i bezsilności... Rozdzierający i przenikający serce.
Na jej maleńkim brzuszku są trzy wielkie rany… Wiemy, że kiedyś się zagoją. Ale dziś patrzymy na nie i czujemy, jakby ktoś rozrywał nasze serca na kawałki.
A najgorsze jest to, że to wszystko dzieje się przez zespół Retta. Chorobę, która odbiera jej wszystko – ruch, rozwój, spokój, a nam daje ciągły strach o jutro.

Dzięki Wam Julia przyjmuje lek, który spowalnia jej postęp. To nasza jedyna nadzieja… Jedyna szansa, żeby zatrzymać to, co najgorsze jeszcze przed nami. Dlatego dziś błagamy Was z całego serca. Pomóżcie nam dalej walczyć.
Każda złotówka, każde udostępnienie – to realna szansa dla Julki. Szansa, żeby nie zabrakło leku, szansa na życie z mniejszym cierpieniem. Ta choroba jest okrutna… Ale w tej całej ciemności pojawiliście się Wy. Setki ludzi o wielkich sercach, którzy nie odwracają wzroku od cierpienia dziecka.
Są też tacy, u których pojawia się też hejt. Ale po dwóch latach walki nauczyliśmy się go nie słyszeć. Bo dobro, które od Was dostajemy, zagłusza wszystko.
Dziękujemy, że jesteście, że pomagacie nam walczyć o życie naszej córeczki. Nie przestawajcie… Błagamy!
Rodzice Julki
Proszę, pomóżcie mi ratować moje dziecko❗️Obejrzyj apel mamy Julki❗️
Kochani… Piszę to ze ściśniętym gardłem. Bo życie naszej córeczki to dziś nie jest dzieciństwo. To codzienna walka o oddech, o spokój, o to, żeby przetrwała kolejny dzień bez bólu i bez kolejnego ataku.
Są chwile, które dają nam odrobinę nadziei. Po leku, który Julia otrzymuje, widzimy małe postępy. Stabilniej trzyma główkę, potrafi siedzieć, jest bardziej kontaktowa. Patrzy na nas, reaguje na głos i na dotyk.
Czasami, jak patrzę w jej oczy widzę, że chciałaby coś nam powiedzieć. Może właśnie powiedziałaby nam: „Mamo… Tato… walczcie o mnie dalej.” Nasza Julka się nie poddaje, dlatego my też nie możemy się poddać.

Niestety, choroba nie odpuszcza ani na chwilę. Ataki padaczki wracają jak bumerang każdego dnia. Często pojawiają się nawet podczas rehabilitacji – wtedy wszystko trzeba natychmiast przerwać. Zamiast ćwiczeń jest strach, czy atak się zatrzyma, czy Julia złapie oddech, czy tym razem skończy się bez szpitala...
Julia zmaga się z silnym refluksem, z ciągłym ślinotokiem, z bólem, o którym nie może nam nawet powiedzieć... Obecnie na stałę przyjmuje już 7 leków. To niewyobrażalnie dużo dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla tak małego dziecka.
Każdy dzień to walka z padaczką, z refluksem, z napięciem, z chorobą, która powoli zabiera jej spokój i komfort życia. Ta choroba jest okrutna i wciąż dokłada kolejne problemy.
W marcu czeka nas kolejny bardzo trudny moment – zabieg założenia PEG-a. Bardzo się go boimy. Ale wiemy, że to konieczne, żeby Julia mogła bezpiecznie przyjmować pokarm i leki, żeby nie cierpiała przy każdym karmieniu.
Walczymy dalej i kontynuujemy leczenie, które trzyma nas przy nadziei. Nasza rodzina musi się przez to rozdzielać... Tata Julii lata aż do Stanów Zjednoczonych po lek, który może jej pomóc.
Robimy wszystko, co w naszej mocy, ale sami już tego nie udźwigniemy. Dlatego znów prosimy Was o pomoc, o modlitwę za Julkę, o wsparcie i udostępnienie tej zbiórki dalej.
Wiemy, że czasy są trudne. Wiemy, że wielu z Was też zmaga się z własnymi problemami finansowymi. Ale jeśli możecie, pomóżcie nam dalej walczyć o lżejsze życie dla naszej córeczki.
Teraz jest czas rozliczeń podatkowych. Jeśli ktoś z Was nie ma jeszcze wybranego celu, prosimy również o to – przekażcie 1,5% podatku Julce. To nic nie kosztuje, a dla niej oznacza leczenie, rehabilitację i szansę na życie bez bólu.
Dziękujemy, że jesteście, że nie odwracacie wzroku i pomagacie nam walczyć o życie naszej córeczki. Prosimy, nie zostawiajcie nas!
Rodzice Julki
Opis zbiórki
Choć mówiły, teraz nie są w stanie wypowiedzieć słowa. Choć próbowały chodzić, choroba uwięziła je we własnym ciele. Są zagubione, błagalnym wzrokiem szukają pomocy, chciałyby żyć jak zdrowie dzieci. Milczące anioły – tak nazwano dziewczynki, które walczą z zespołem Retta. Wśród nich jest mała Julia – moja córeczka zdiagnozowana zaledwie kilka miesięcy temu.
Przez pierwszy rok życia byliśmy przekonani, że mamy zdrową córeczkę. Julia była jak inne dzieci – wesoła, ciekawa świata, pełna energii. Siadała, raczkowała, powoli uczyła się chodzić. Nic nie wzbudzało naszych podejrzeń, aż do tej jednej nocy, która już na zawsze odmieniła nasze życie…
W środku nocy Julka zaczęła nagle się dusić. Nie mogła złapać oddechu. Wpadłam w panikę. Natychmiast wezwałam pogotowie. Trzymając Julkę w objęciach zobaczyłam, że robi się sina. Pomyślałam, że do czasu przyjazdu karetki Julka nie da rady, że odejdzie… Rozpoczęłam resuscytację. Do dziś nie potrafię opisać słowami, co wtedy czułam… Strach, lęk, przerażanie. Trudno mi wracać do tej chwili.

Na szczęście córeczka do nas wróciła. Zabrano nas do szpitala pod dalszą obserwację. Niestety po tym wydarzeniu coś się zmieniło. Julka była inna… Bardziej osłabiona, mniej kontaktująca – zmieniła się. Początkowo myślałam, że to wina niedotlenienia mózgu. Lekarze nie podali mojej córce tlenu, gdy trafiłyśmy do szpitala. Z przerażeniem obserwowałam, jak Julka się zmienia w zupełnie inną dziewczynkę…
Niestety, wykonane badania nie potwierdziły moich przypuszczeń i nie dawały odpowiedzi, co jest przyczyną. Skierowano nas do neurologa, który zasugerował zrobienie badań genetycznych. Diagnozę – zespół Retta – otrzymaliśmy w styczniu tego roku, po prawie 2 latach poszukiwań. W tamtym momencie to były dla nas dwa słowa, które nic nam nie mówiły. W tamtym momencie nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, z czym się mierzymy…
Zespół Retta to bardzo rzadka choroba genetyczna. Dotyka wyłącznie dziewczynki, zamyka je w sobie, odbiera rodzicom. Chore dzieci tracą wszystkie nabyte umiejętności, pojawia się duży regres. Tracą wszelką sprawność fizyczną, kontakt z otoczeniem. Ich ciało musi walczyć z szeregiem problemów – kłopoty z oddychaniem, ataki padaczkowe, drgawki, choroby serca.

Dopiero gdy poznałam, czym jest ta choroba zaczęłam zauważać u Julii wiele nowych objawów. Kołysanie się, machanie rączkami, usilne wkładanie paluszków do buzi, brak koordynacji ruchowej czy wyrywanie własnych włosów.
To okrutna choroba, którą w tym momencie może spowolnić tylko jeden lek na świecie dostępny w USA. Ten lek to obecnie jedyna nadzieja, dla małych aniołków. Może nie dopuścić do dalszego regresu, napadów padaczkowych i innych skutków choroby. Lek podawany jest w formie syropu, a jego dawkę oblicza się na podstawie wagi dziecka. Niestety trzeba za niego zapłacić niebotyczną cenę – jeden dzień leczenia kosztuje około 4 tysiące złotych. Jeden, a takich dni będzie naprawdę wiele…
Gdy dziecko po raz pierwszy przyjmie dawkę NIE MOŻE już przerwać leczenia. Gdyby tak się stało nastąpi ogromny regres odzyskanych umiejętności i bardzo poważne konsekwencje. Lek ma pomóc Julce i innym dzieciom dotrwać do terapii genowej, nad którą obecnie trwają bardzo zaawansowane prace. Terapia będzie dla nas ogromną szansą na pokonanie choroby na zawsze, ale to może stać się dopiero za kilka lat... Nie wiemy, kiedy zostanie dopuszczona.

Musimy zapewnić Julce przynajmniej trzy lata leczenia, co wiąże się z ogromną sumą – zdecydowanie poza naszym zasięgiem. Nigdy nie będziemy w stanie zgromadzić tak wielkich pieniędzy, dlatego to Wasze wsparcie jest dla nas ostatnią nadzieją.
Proszę, błagam o każdą pomoc! Lek zatrzyma chorobę, a Julka będzie miała szansę zawalczyć o swoje życie. Jeśli możesz nam pomóc będę Ci bardzo wdzięczna. Każda złotówka ma znaczenie!
Izabela, mama Julki

➡️ Licytacje dla Julki z zespołem Retta (otwiera nową kartę)
➡️ Śledz losy Julki na TikTok (otwiera nową kartę)
➡️ Nadia pomaga Julci chorej na Zespół Retta ❤️ (otwiera nową kartę)
42 zł- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Anna10 zł
♥️♥️♥️♥️♥️
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa15 zł