Skarbonka

Julka pokona retta

Avatar organizatora
Organizator:Mar zena

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.

Zdjęcie główne wgrane przez użytkownika

PILNE: Julia odchodziła na moich oczach – musiałam ją reanimować❗️Prosimy o dalszą pomoc❗️

Kiedy weszłam do pokoju Julki, w pierwszej chwili nie rozumiałam, co się dzieje. Leżała na boku, jej drobne ciałko trzęsło się w drgawkach. Zrobiłam krok w jej stronę, a w mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: „Boże, nie teraz…”

Kiedy ją obróciłam, poczułam, jak serce zatrzymuje mi się w piersi. Jej twarz była sina. Już nie oddychała. Saturacja prawie spadła do zera. Czułam, jak panika przejmuje nade mną kontrolę, ale wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać.

Odwróciłam ją i zaczęłam reanimować. Moje dłonie drżały, oddech rwał się na krótkie szarpnięcia, łzy zalewały mi oczy. Czułam tylko rozpacz i strach, jakiego nigdy wcześniej nie znałam. To były najdłuższe sekundy w moim życiu — sekundy, w których patrzyłam, jak moje dziecko ucieka mi z rąk.

Kiedy przyjechała karetka, ratownicy błyskawicznie podali jej tlen i odessali to, co zalegało w gardle i płucach. Patrzyłam, jak jej klatka piersiowa unosi się po raz pierwszy od długich minut. Udało się… na chwilę.Bo w szpitalu wszystko zaczęło się od nowa. Julia znów przestała oddychać. Znów trzeba było ją reanimować. Drugi raz tego samego dnia patrzyłam, jak jej życie wisi na włosku.

Adrenalina była tak ogromna, że kiedy wszystko na moment ucichło, ja sama nie mogłam złapać oddechu. W oczach miałam mroczki, ręce drżały tak bardzo, że nie mogłam ich utrzymać w miejscu, serce waliło jak młot, a łzy nie przestawały płynąć. W domu panował chaos i przerażenie. A Amelia… moja druga córeczka widziała to wszystko. Boję się, że ten obraz zostanie w jej głowie na zawsze.

A gdy wreszcie udało się ustabilizować Julię, koszmar nie dobiegł końca. Wracały ataki padaczki. Już od rana tego dnia cierpiała z ich powodu, ale nie wiedziałam, że skończy się to tak źle. Myślałam, że same ataki są najgorsze… ale myliłam się. Ta choroba jest tak okrutna, że w niej wszystko jest najgorsze. Dopiero po podaniu kilku różnych leków udało się zatrzymać napady.

Patrzę na nią i pytam siebie: czy to piekło kiedyś się skończy?

Proszę… pomóżcie mi ocalić Julię🙏

Każda wpłata, każde udostępnienie, ma znaczenie.

5985 złCEL: 1 000 000 zł
Wsparły 133 osoby

Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiają
bezpośrednio
na docelową zbiórkę:

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0554519 Julia

PILNE: Julia odchodziła na moich oczach – musiałam ją reanimować❗️Prosimy o dalszą pomoc❗️

Kiedy weszłam do pokoju Julki, w pierwszej chwili nie rozumiałam, co się dzieje. Leżała na boku, jej drobne ciałko trzęsło się w drgawkach. Zrobiłam krok w jej stronę, a w mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: „Boże, nie teraz…”

Kiedy ją obróciłam, poczułam, jak serce zatrzymuje mi się w piersi. Jej twarz była sina. Już nie oddychała. Saturacja prawie spadła do zera. Czułam, jak panika przejmuje nade mną kontrolę, ale wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać.

Odwróciłam ją i zaczęłam reanimować. Moje dłonie drżały, oddech rwał się na krótkie szarpnięcia, łzy zalewały mi oczy. Czułam tylko rozpacz i strach, jakiego nigdy wcześniej nie znałam. To były najdłuższe sekundy w moim życiu — sekundy, w których patrzyłam, jak moje dziecko ucieka mi z rąk.

Kiedy przyjechała karetka, ratownicy błyskawicznie podali jej tlen i odessali to, co zalegało w gardle i płucach. Patrzyłam, jak jej klatka piersiowa unosi się po raz pierwszy od długich minut. Udało się… na chwilę.Bo w szpitalu wszystko zaczęło się od nowa. Julia znów przestała oddychać. Znów trzeba było ją reanimować. Drugi raz tego samego dnia patrzyłam, jak jej życie wisi na włosku.

Adrenalina była tak ogromna, że kiedy wszystko na moment ucichło, ja sama nie mogłam złapać oddechu. W oczach miałam mroczki, ręce drżały tak bardzo, że nie mogłam ich utrzymać w miejscu, serce waliło jak młot, a łzy nie przestawały płynąć. W domu panował chaos i przerażenie. A Amelia… moja druga córeczka widziała to wszystko. Boję się, że ten obraz zostanie w jej głowie na zawsze.

A gdy wreszcie udało się ustabilizować Julię, koszmar nie dobiegł końca. Wracały ataki padaczki. Już od rana tego dnia cierpiała z ich powodu, ale nie wiedziałam, że skończy się to tak źle. Myślałam, że same ataki są najgorsze… ale myliłam się. Ta choroba jest tak okrutna, że w niej wszystko jest najgorsze. Dopiero po podaniu kilku różnych leków udało się zatrzymać napady.

Patrzę na nią i pytam siebie: czy to piekło kiedyś się skończy?

Proszę… pomóżcie mi ocalić Julię🙏

Każda wpłata, każde udostępnienie, ma znaczenie.

Wpłaty

Sortuj według