
Proszę, ocal życie mojego męża❗️Nie mogę pozwolić, by GLEJAK mi go odebrał!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dostosowanie pomieszczeń do potrzeb Pana Juranda
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
2 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dostosowanie pomieszczeń do potrzeb Pana Juranda
Opis zbiórki
Razem z mężem jeszcze do niedawna wiedliśmy dobre, spokojne życie. Kochamy się szczerze od wielu, wielu lat. W najgorszych koszmarach nie przypuszczałam, że nasze szczęśliwe życie zostanie zmącone przez tak straszną chorobę. Nasz spokój został nam nagle brutalnie odebrany w lutym 2025 roku.
To wtedy w głowie mojego męża wykryto guza, który doprowadził do wodogłowia. Zrobiono ujście, a później wszczepiono zastawkę – oba rozwiązania pomogły, lecz tylko chwilowo. Kontrolne badanie wykazało, że w ciągu zaledwie czterech miesięcy guz urósł o 30%. Wtedy już nie było wątpliwości – konieczna była operacja.
To był długi i skomplikowany zabieg, podczas którego pobrano materiał do badania histopatologicznego. Jego wynik zmroził nam krew w żyłach – glejak o wysokim stopniu złośliwości!

Mąż po pobycie w szpitalu nie mógł rozpocząć nawet rehabilitacji. Do tej pory czekamy na chemioterapię i radioterapię. Jego stan jest tragiczny. Chwile między operacjami były bardzo ciężkie. Jurand momentami w ogóle mnie nie poznawał, nie mówił. Po operacji usunięcia guza stał się zupełnie innym człowiekiem. Mylą mu się kierunki świata, nie ma w ogóle orientacji przestrzennej, często się potyka.
W związku z tym mąż potrzebuje stałej, całodobowej opieki. Musiałam zawiesić własną działalność, by móc codziennie opiekować się mężem. W tym momencie utrzymujemy się wyłącznie z renty męża, która z ledwością starcza na pokrycie bieżących wydatków. Wciąż brakuje nam pieniędzy.
Pojawiła się możliwość leczenia w Niemczech. Poprosiłam o konsultację, ale kwoty, które usłyszałam, zwaliły mnie z nog. Przesłanie wycinku do badania kosztuje ponad 3 tysiące euro! Nie wiem już, co robić. Chwytam się każdej nadziei, która może uratować życie mojemu mężowi.

W naszym domu łazienka, toaleta oraz sypialnia znajdują się na górze. Ze względu na stan zdrowia męża próbowałam z własnych środków urządzić wszystko na parterze. Tak, by ten trudny czas dla Juranda okazał się choć trochę łatwiejszy. By podstawowe czynności nie stanowiły żadnych ograniczeń. Niestety, środki szybko się skończyły, a remont nie jest nawet w połowie ukończony.
Choć mąż jest już na emeryturze, do dnia, w którym los tak drastycznie odebrał mu zdrowie, wykładał geologię na uczelni. Uwielbiał swoją pracę. Miał nawet kilku doktorantów. Razem uprawialiśmy różne sporty – często jeździliśmy na rowerach czy organizowaliśmy wypady na kajaki. Z dnia na dzień wszystko zostało nam odebrane, a my znaleźliśmy się w sytuacji, z którą tak trudno się pogodzić.
Koszty badań, leczenia i zapewnienia odpowiednich warunków domowych, a także dojazdów są ogromne. Nie jesteśmy w stanie dłużej sprostać takim wydatkom. Dlatego postanowiłam zwrócić się z prośbą o wsparcie. Każdy gest, dobre słowo czy udostępnienie zbiórki to nadzieja na życie mojego męża. Proszę, uratuj go!
Elżbieta, żona
- Mario500 zł
Jestem z Wami,na pewno będzie lepiej♥️
- Bogdan S.100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa1000 zł
Jurand, trzymaj się!
- Wpłata anonimowaX zł
Będzie dobrze
- Wpłata anonimowa10 zł