
Mam czworo dzieci, dla których muszę żyć❗️Jestem Justyna - proszę, pomóż mi pokonać raka❗️
Cel zbiórki: ratowanie życia - nierefundowana terapia onkologiczne w Wilnie
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: ratowanie życia - nierefundowana terapia onkologiczne w Wilnie
Opis zbiórki
Mam na imię Justyna, mam 39 lat. Jestem żoną, mamą czwórki dzieci, córką, przyjaciółką, a także… wojowniczką z oddziału onkologii. Od 2022 roku zmagam się z chorobą – potrójnie ujemnym rakiem piersi. To agresywny podtyp nowotworu, który szybko rośnie, często daje przerzuty i niesie wysokie ryzyko szybkich nawrotów. Niestety, tak było również w moim przypadku – w sierpniu 2025 roku zdiagnozowano wznowę. Dziś prowadzę trudną walkę o zdrowie i bardzo potrzebuję Waszego wsparcia.
W październiku 2022 roku wyczułam guzek w piersi... Nie byłam gotowa na słowo "rak". Chyba nikt nie jest na nie gotowy... Miałam wtedy 35 lat, dopiero co świętowaliśmy roczek mojej najmłodszej córeczki - Ani, a tu nagle informacja o śmiertelnej chorobie...
Dzięki szybkiej diagnostyce już w grudniu rozpoczęłam intensywne leczenie. Przeszłam 16 wlewów chemioterapii dożylnej, immunoterapię, operację oszczędzającą, radioterapię oraz półroczną chemioterapię uzupełniającą. Był to czas ogromnego lęku i niepewności, ale także wielkiej determinacji. Rozłąka z dziećmi była bardzo trudna, ale wiedziałam, że walczę dla nich, po to, by być zdrową mamą przez jeszcze wiele lat!

Początkowo leczenie nie przynosiło oczekiwanych efektów, co wymagało jego intensyfikacji. Toksyczność terapii bardzo obciążyła mój organizm, aby przyspieszyć produkcję szpiku konieczne było stosowanie specjalistycznych zastrzyków oraz przetaczanie krwi. Leczenie zakończyłam w lutym 2024 roku. Wróciłam do pracy i powoli uczyłam się znów cieszyć życiem oraz planować przyszłość. Moją siłą był Bóg, mój mąż i moje dzieci - Aleksander, Hania, Jaś i Ania.
Niestety, w sierpniu 2025 roku mój świat ponownie się zatrzymał. Rak wrócił ze zdwojoną siłą – mój podtyp przekształcił się w bardzo agresywną, zapalną postać...
Początkowo objawy były niepozorne: zaczerwienienie, wysypka, uczucie ciepła i wrażliwość piersi. Dzięki czujności lekarzy szybko rozpoczęłam diagnostykę, jednak w trakcie oczekiwania na wyniki choroba gwałtownie postępowała – pierś spuchła, rumień objął 2/3 jej powierzchni, a dwa ogniska nowotworowe urosły do 3 cm! Pojawił się silny ból, który nie ustępował mimo leczenia.

Musiałam rozpocząć walkę od nowa. Przeszłam kolejną chemioterapię, radykalną mastektomię z usunięciem wszystkich węzłów chłonnych i mięśni piersiowych oraz radioterapię. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii uzupełniającej, która potrwa jeszcze rok czasu.
Leczenie potrójnie ujemnego raka piersi jest niestety bardzo ograniczone... To bardzo podstępny typ nowotworu. Nie ma tu terapii celowanych ani hormonoterapii, a podstawą leczenia pozostaje silna chemioterapia. Niestety, mój organizm jest już bardzo osłabiony i coraz gorzej znosi kolejne cykle leczenia.
Pojawiła się jednak dla mnie nadzieja. Medycyna oferuje dziś nowatorską, spersonalizowaną terapię peptydową, dostępną jedynie za granicą. Szczepionka przeciwnowotworowa tworzona jest na podstawie profilu genetycznego guza. Przygotowywana jest w niemieckiej klinice w Tübingen, a podawana w Wilnie. Terapia obejmuje cykl 14 szczepień podawanych co miesiąc, których celem jest pobudzenie organizmu do niszczenia komórek nowotworowych. To dla mnie ogromna szansa na życie.
Niestety, leczenie to nie jest refundowane, a jego koszt wynosi blisko 80 tysięcy euro...

Obecnie jestem w trakcie konsultacji z kliniką. Wkrótce będę musiała wpłacić pierwszą część – 19 450 euro na badania genetyczne. Moje próbki zostaną wysłane do laboratorium w Tübingen, a po 4–6 tygodniach, jeśli wyniki pozwolą na stworzenie szczepionki, konieczna będzie wpłata drugiej części – 60 000 euro, po czym rozpocznie się jej produkcja. Do tego dochodzą koszty przejazdu i pobytu, czeka mnie aż 14 podań szczepionki.
Za leczenie muszą zapłacić ogromną kwotę, ale to cena mojej nadziei na życie. Mam bardzo mało czasu, by zebrać te środki. Wiem, że to ogromne wyzwanie, ale dla mojego męża i dzieci jestem gotowa walczyć do końca.
Tym razem nie dam rady sama, dlatego proszę Was o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata, udostępnienie mojej historii czy modlitwa mają dla mnie ogromne znaczenie. Wierzę, że razem z Wami uda mi się wygrać tę walkę.
Każdego wieczoru moje dzieci modlą się o zdrowie swojej mamy – wierząc, że jeszcze długo będziemy razem...
Justyna
- Magda200 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
Dasz radę
- Dorota Bańkowska200 zł
- Justyna200 zł
Musi być dobrze! Życzę Pani dużo sił i wszystkiego co najlepsze! Szybkiego powrotu do zdrowia Pani Justynko!