Justyna - guz mózgu

Rafał Goluch
organizator skarbonki

Justyna jest już po pierwszej chemioterapii. Na początku było bardzo ciężko – musiałyśmy zostać w klinice dłużej, bo Justynka po chemii wymagała podania dodatkowych kroplówek, płynów przeciwwymiotnych i elektrolitów. To już kolejne leczenie i jej organizm jest wyniszczony i słabszy. 

Teraz, kiedy jesteśmy już w Monterrey, nie możemy przerwać leczenia. Prosimy, bądźcie z nami w tej walce.

Nigdy wcześniej upływający czas nie wydawał nam się tak straszny! Nigdy mijające godziny nie przerażały tak bardzo… Stan Justyny dramatycznie się pogarsza – guzy w rdzeniu rosną. Już teraz musimy stawić się w klinice, żeby rozpocząć leczenie. Inaczej każdy dzień będzie przybliżała Justynę do śmierci! 

Justyna: Mam 22 lata. Na onkologię trafiłam jako dziecko, a opuściłam ją już jako dorosła osoba. Siedem lat temu wykryto u mnie raka – nowotwór mózgu, złośliwy i nieuleczalny.Pamiętam, że to był dzień pierwszej komunii mojego brata. Nie mogłam wytrzymać z bólu, czułam się tak, jakby moja głowa miała zaraz wybuchnąć. Wszystko, na co patrzyłam, widziałam podwójnie. Jako dziecko bardzo bałam się słuchać o chorobach, a teraz siedziałam w obecności mamy i lekarza i słyszałam, że to rak, że umieram, że w wieku 15 lat moje życie się kończy. Tak samo jak o siebie bałam się o mamę – nigdy nie lubiłam, kiedy płakała, a tamtego dnia cały czas widziałam łzy na jej twarzy.

Mama Justyny: W Polsce i w Europie już nikt nie pomoże mojemu dziecku! Wszystkie możliwości leczenia zostały wyczerpane. Ostatnia nadzieja czeka w klinice w Meksyku, w Monterrey. Jedynie tam lekarze dają szansę na pokonanie choroby. Planowana jest specjalna chemioterapia i immunoterapia. Koszty są zawrotne, a czasu bardzo mało. Stan Justysi jest tak zły, że lekarze kazali nam się stawić w klinice 10 kwietnia. Za pierwszą chemię zapłacimy sami, ale choćbym dwoiła się i troiła, nie zapłacę za kolejne. Wtedy wszystko pójdzie na marne. Mamy bardzo mało czasu, najgroźniejszego przeciwnika przed sobą i ogromny lęk w sercu. Jeśli nam pomożecie, zmierzymy się z nowotworem po raz ostatni. Kolejnej szansy nie będzie.

Mówiąc te słowa, mam w głowie jedno zdanie, które usłyszałam kilka dni temu od córki. “Mamo, jeśli dasz radę, poleć tam ze mną…”. Obiecałam sobie i jej, że zrobię wszystko, by tak było. Błagam Cię, pomóż mi dotrzymać tej obietnicy.

Wsparli

25 zł

Rafał Goluch

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
2%
25 zł Wsparła 1 osoba CEL: 1 000 ZŁ