Wydostać Kacperka z uścisku raka

Zbiórka na cel: Leczenie siatkówczaka u Dr Abramsona w USA
Zbiórka zakończona
Kacper Ochal
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 53 601 osób
1 091 703,71 zł (100,5%)

Kacper

Nowotwór złośliwy oka - siatkówczak

Czeladź, śląskie

Rozpoczęcie: 18 Października 2016
Zakończenie: 07 Marca 2017

07 kwietnia 2017 r.

Mamy to! Udało się! Wreszcie rezultat, na który czekaliśmy tyle miesięcy. To wszystko dzięki Wam Pomagacze. Dziękujemy!

08 marca 2017 r.

Dzięki Wam! 

–––––––––––––––––––––––––

22 lutego 2017 r.

Ponad miesiąc temu okazało się, że do leczenia Kacperka będzie trzeba włączyć chemię dotętniczą – Melphalan. Wspaniali ludzie nie zawiedli i udało się zebrać na dwie dawki leku.

Wszystko wskazuje na to, że 7 marca będziemy potrzebowali trzeciego podania, na które nie mamy już pieniędzy. To najważniejszy przełomowy moment leczenia! Jesteśmy tak blisko, nie możemy się już wycofać. Błagam pomóżcie nam zakończyć leczenie naszego synka. – prosi tata Kacperka.

Potrzebujemy jeszcze 129 tys. złotych, aby dokończyć leczenie. Przerwanie go w tym momencie będzie skutkowało nawrotem choroby, do którego nie możemy dopuścić!


To może być już ostatnie starcie z nowotworem, dlatego właśnie teraz Kacperek potrzebuje naszego wsparcia wyjątkowo!

 

––––––––––––––––––––––––––

12 stycznia 2017 r.

Dwa dni temu Kacperek, dzięki Waszej pomocy, wyleciał na leczenie nowotworu do Profesora Abramsona. Bardzo liczyliśmy na  to, że uda się uniknąć podania chemii dotętniczej. Nowotwór znajdujący sie w ciele szklistym pozwalał na leczenie bezpośrednimi zastrzykami. Nikt z nas nie przypuszczał, że w tak krótkim czasie stan Kacperka drastycznie się pogorszy, a przebiegły rak całkowicie zmieni tor leczenia.

"Jesteśmy już po badaniu. Niestety w oczku znajdują się tysiące aktywnych odprysków nowotworu. W związku z tym konieczne jest leczenie chemią dotętniczą, co niestety znacząco podnosi koszty leczenia." - taki dramatyczny wpis ukazał się na fanpage'u rodziców Kacperka.

Doktor Abramson długo oglądał oczko Kacperka, wykonał niezbędne badania, których wynik ściął wszystkich z nóg. Teraz, gdy jak się okazało, guzy są już wszędzie, włączenie do terapii Melphalanu jest niezbędne, a rodzicom został wręczony nowy, wyższy kosztorys.

 


Dzięki wszystkim wspaniałym ludziom udało się tak wiele. Kacperek pomimo dramatycznej sytuacji może jeszcze osiagnać swój cel. Jego leczenie będzie bardziej kosztowne, ale dzieki niemu może wrócić do Polski zdrowy,

Dwa podania Melphalanu to dodatkowe 250 tys. złotych.  Jeśli leczenie dojdzie do skutku Kacperek będzie miał 95% szans na pokonanie nowotworu. 

" Każdy dzień w USA, to ogromny stres i wielkie czekanie, bo bez tej dodatkowej kwoty nie możemy ruszyć z miejsca. Błagamy, nie pozwólcie naszemu dziecku przegrać" -  proszą rodzice.

 

––––––––––––––––––––––––––––––

Przerażone oczy Kacperka na oddziale onkologii, to najgorszy widok na świecie. Kolejna chemia, którą przyjmuje nie może mu już pomóc. W ten sposób staramy się zatrzymać czas, którego bieg dla naszego synka oznacza kolejny nawrót raka. My znamy ten oddział z największego koszmaru w naszym życiu. Dla Kacperka wszystko tutaj jest nowe i niezrozumiałe. Straciliśmy jedną szansę i dlatego tym razem nie możemy się poddać.

 

 

Historia zatoczyła koło. Bardzo podstępne, niesprawiedliwe i bezwarunkowe koło życia i śmierci. Właśnie, teraz kiedy powstaje ta historia, życie Kacperka spoczywa na szali. Szansę, która jeszcze jest, trzeba jak najszybciej wykorzystać.

 

 

Raka, który zagnieździł się w oczku Kacperka, odkryło słońce w lutym tego roku. Jeden błysk, dosłownie moment, który zaważył na całym życiu naszego synka. Kiedy pojawia się niepokój, trudno jest go wyciszyć. Internet to, co zauważyłam, bezpośrednio powiązał z hasłem – nowotwór. Wtedy pojawił się strach już racjonalnie uzasadniony. Wszystkie nasze myśli krążyły wokół tego świecącego oczka. Kiedy jest się rodzicem, troska o własne dziecko przesłania wszystko inne. Gdy jest się rodzicem z przeszłością taką jak nasza, troska momentalnie przeradza się w panikę.

 

Następnego dnia byłam już w gabinecie pediatry, po południu u okulisty. Pani doktor wysłuchała wszystkich moich podejrzeń, popatrzyła sceptycznie i stwierdziła, że nie ma podstaw do przeprowadzenia badania. Gdy w końcu udało jej się zajrzeć w oczko Kacperka, zaniemówiła. W oczku faktycznie coś było, coś białego, coś, co wzbudzało niepokój i co trzeba było jak najszybciej zbadać. Na skierowaniu do Kliniki Okulistycznej w Katowicach znajdował się duży napis – podejrzenie retinoblastoma! Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że pod tą nazwą skrywa się rak, który będzie czyhał na życie mojego synka.

 

 

Pani doktor pochyliła się i powiedziała „Trzymaj się Kacperku, życzę Ci powodzenia”. Po tych słowach mój świat się zawalił. Płakałam tak, że nie pamiętam drogi do domu. Wszystkie złe wspomnienia wróciły, wszystkie obrazy z przeszłości, o której nie chciałam pamiętać, stanęły znów przed oczami. Pierwsza diagnoza nie dawała nam w ogóle miejsca na domysły. To nie były przypuszczenia, ale jeden, krótki, druzgocący wyrok. Nowotwór złośliwy oka, umiejscowiony w polu widzenia, tak wielki, że przesłania ¾ gałki ocznej Kacperka! Guz w dodatku zaczął się rozpadać, a jego odpryski znajdowały się w ciele szklistym. Szok! Nie mogliśmy w to uwierzyć? Dlaczego? Nie było żadnych niepokojących objawów, zeza, odbłysków na zdjęciach. Jak rak mógł się tak bardzo ukryć i umknąć naszej czujności. Wróciliśmy do domu ze skierowaniem do Górnośląskiego Centrum zdrowia dziecka w Katowicach, na oddział onkologii, hemoterapii i chemioterapii, ten sam oddział…

 

11 lat temu na tym oddziale walkę o życie przegrała nasza pierwsza córeczka, Oleńka. W tym samym miejscu 8 miesięcy walczyliśmy o jej życie, płakaliśmy i modliliśmy się o cud. Cud się nie przydarzył. Nowotwór złośliwy jamy brzusznej i miednicy, o najgorszej złośliwości, spotykanej wśród dzieci, odebrał nam naszą córeczkę. Wydzierał nam ją 8 miesięcy, podczas których patrzyliśmy, jak słabnie, jak jej skóra robi się szara, jak pękają jej usta, traci siły i apetyt. Patrzyliśmy, jak gaśnie najważniejsza osoba w naszym życiu, jak cierpi. W 2005 roku straciliśmy ją na zawsze. Nasze serca pękały na myśl o tym, że już nigdy nie uda nam się jej przytulić, nie usłyszymy jej słodkiego głosiku. Przegraliśmy z rakiem walkę o nasze ukochane dziecko. Zaszliśmy na sam koniec naszej wytrzymałości psychicznej. Teraz koszmar powrócił.

 

Dlaczego?

 

 

W połowie marca trafiliśmy na oddział. Kacperek przeszedł komplet badań, począwszy od morfologii, laryngologa, usg brzuszka, rtg klatki piersiowej po rezonans głowy. Lekarzy szukali nowotworu wszędzie, a my umieraliśmy ze strachu. Nowotwór był tylko w oczku. Ulga? Jak tutaj w ogóle mówić o uldze. Synek został zakwalifikowany do chemioterapii ogólnej, która miała zahamować wzrost guza i zapobiec przerzutom. W międzyczasie przeszliśmy konsultacje w Klinice Okulistyki i Onkologii Okulistycznej w Krakowie gdzie diagnoza z Katowic potwierdziła się – guz wewnątrz gałkowy o typowych cechach siatkówczaka w obrębie gałki ocznej lewej wraz z licznymi odpryskami w komorze ciała szklistego i na obwodowych częściach siatkówki. Z uwagi na to, że guz był niejednolitego kształtu i posiadał odpryski, zaproponowano nam zabieg brachyterapii, polegający na wszczepieniu płytki radioaktywnej do oka. Zabieg niósł za sobą wielkie ryzyko, ale nie mogliśmy czekać, bo guz był ogromny.

 

Po zabiegu oczko było mocno spuchnięte i obolałe, a do tego wymagało zakrapiania 3 razy dziennie. Gdy wypisano Kacperka do domu, zakrapiać musieliśmy my. Kacperek nie chciał, bolało go, płakał, a my płakaliśmy z nim, bo ile można patrzeć na cierpienie dziecka? Czekaliśmy niecierpliwie na dobre wieści. Każde kolejne USG, to nadzieja na to, że guz zacznie się obkurczać, że zniknie, że w końcu wygramy. Niestety zmiany nie następowały. Kolejne badania wykazywały, że guz zatrzymał się w miejscu. Do Krakowa jechaliśmy pełni nadziei. Marzyliśmy o tym, by stał się cud, by lekarze powiedzieli, że guza nie ma, że możemy zabrać Kacperka do domu i zapomnieć o tym piekle. Stało się zupełnie na odwrót. Gdy zbadano naszego synka, wybudzono go po badaniu, lekarze wezwali nas do siebie. Szliśmy na drżących nogach, bez oddechu bo gra toczyła się o najwyższą stawkę. To starcie przegraliśmy.

 

Lekarze zasugerowali usunięcie gałki ocznej. Co prawda guz się obkurczył do 2-3 mm i był nieaktywny, ale w ciele szklistym nadal znajdowały się aktywne odpryski, które nie były w zasięgu promieniowania. Mogą one w każdej chwili dostać się do siatkówki i tworzyć nowe guzy. Nasz synek żyje z tykającą bombą zegarową w oku.

 

 

Na wieść o usunięciu oka zrobiło mi się słabo. Tyle godzin na oddziałach, 6 cykli silnej chemii, malutkie rączki pokłute od wenflonów, totalnie wyniszczony organizm i żadnego oddechu, żadnej perspektywy na to, że będzie dobrze. Mąż zachował zimną krew i stanowczo stwierdził, że będziemy szukali ratunku dalej, do skutku. Nie możemy pozwolić sobie na błąd. Chemia dotętnicza nie ma szans dotrzeć do odprysków guza w ciele szklistym. Kacperek musi żyć, dlatego walka o jego zdrowie, oko i życie zaczęła się od nowa. Decyzja była tylko jedna.

 

Walka o najwyższą stawkę musi odbyć się pod opieką najlepszych specjalistów na świecie. Jedyna szansa na Kacperka czeka w Stanach Zjednoczonych u dr. Abramsona w Nowym Jorku. Onkologiczny koszmar w naszym życiu rozpoczął się na nowo. Kaperek ma jednak szansę, której nasza Oleńka nie miała. Błagamy Was, pomóżcie nam uratować naszego synka. Nie pozwólcie, żeby rak odebrał nam Kacperka. Nie mamy czasu,  a nowotwór w każdej chwili może zagrozić życiu naszego dziecka które tak bardzo kochamy.

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 53 601 osób
1 091 703,71 zł (100,5%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość