Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Rak zabija mnie na oczach córeczki...

Kamila Barszczewska

Rak zabija mnie na oczach córeczki...

155 489,50 zł ( 40,93% )
Wsparły 7783 osoby
Cel zbiórki:

Leczenie onkologiczne ostatniej szansy - immunoterapia w CHIPSA Hospital

Organizator zbiórki: Fundacja Siepomaga
Kamila Barszczewska
Kołobrzeg, zachodniopomorskie
Chłoniak limfoblastyczny B-komórkowy
Rozpoczęcie: 23 Maja 2017
Zakończenie: 8 Czerwca 2017

Rezultat zbiórki

Dzisiaj otrzymaliśmy wiadomość, której baliśmy się najbardziej. Kamila odeszła od nas 8 czerwca. Walczyła do samego końca. Bardzo chciała żyć, ale tym razem to rak okazał się silniejszy. Była mamą, która nie poddała się, choć choroba odbierała siły. W poniedziałek miała rozpocząć leczenie. Niestety na kilka dni przed wylotem do Meksyku jej stan bardzo się pogorszył. Nie zdążyła. Tak trudno uwierzyć nam, że nie ma już jej wśród nas…

Dajecie mi ogromną moc. Dlatego ja też mobilizuję się z całych sił, mimo bólu i osłabienia – żeby walczyć i jak najszybciej stanąć na nogi. (...) Utwierdzacie mnie tylko w przekonaniu, ze świat jest pełen pięknych i dobrych ludzi, dlatego warto walczyć, by być jego częścią jak najdłużej – jeszcze niedawno Kamila pisała na swoim Facebooku.

Składamy ogromne wyrazy współczucia bliskim Kamili. Łączymy się w bólu z rodziną i przyjaciółmi, a w szczególności z jej córeczką Marysią.

Wszyscy liczyliśmy na inne zakończenie tej historii…

Opis zbiórki

Lekarze w Polsce dają Kamili kilka miesięcy, w czasie których ma powoli żegnać się z rodziną, przygotowywać swoją córeczkę na życie bez mamy i godzić się z tym, że każdy kolejny dzień może być tym ostatnim. 10 serii chemii nie przyniosło skutku. Kolejnych już nie będzie – nowotwór jest chemiooporny. Kamila ma dwa wyjścia. Może czekać w Polsce na swoją śmierć, na dzień, w którym ostatni raz zobaczy się z Marysią. Może też podjąć terapię za granicą – ostatnią szansę na to, że będzie żyła, że będzie mogła widzieć jak dorasta jej jedyne dziecko.

Kamila Barszczewska

Nalana sterydami twarz, łysa głowa – kiedy Kamila staje przed lustrem nie wierzy, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy choroba tak bardzo ją zmieniła. W odbiciu nie ma już tej rozpromienionej twarzy kobiety, którą widziała dawniej. Jest twarz osoby, która umiera – blada, bez brwi, bez rzęs, bez uśmiechu. Czasem z podkrążonymi oczami, bo są takie noce, kiedy nie da się nie płakać. Najgorsze są te samotne, spędzone w szpitalu. Wtedy człowiek zastanawia się, ilu osobom, które leżały przed nim na tym samym łóżku udało się przeżyć i do której grupy będzie mu dane dołączyć. Czy będą to ci, którym rak nagle rozkazał odejść, czy ci, którym pozwolił dalej żyć ze swoimi rodzinami i planami na przyszłość.

Kiedy Kamila nagle zaczęła słabnąć, nie przypuszczała nawet, że tak zaczyna się jej walka ze śmiercią. Drętwienie ręki, duszności i powiększony węzeł na szyi – sygnały, które wysyłało ciało stawały się coraz silniejsze. Lekarzowi, do którego trafiła nie zgadzało się, że młoda, aktywna kobieta ma takie objawy. Kamila siedziała w białym, lekarskim gabinecie i nie wierzyła, że człowiek, który właśnie siedzi przed nią mówi, że podejrzewa u niej nowotwór. To tak, jakby ktoś próbował wyszarpywać życie z rąk – jej, kiedyś silnej i niezależnej, teraz całkowicie uzależnionej od raka.

Kamila Barszczewska

Tomograf wykazał zmiany. Biopsja potwierdziła najgorsze – chłoniak limfoblastyczny B-komórkowy. Kamila wracała do domu i płakała jak nigdy wcześniej w swoim życiu. Wracała do Marysi, której miała za chwilę powiedzieć, że jest chora, że teraz częściej niż z nią będzie w szpitalach. Musiały się pożegnać, przygotować na rozłąkę – Kamila za chwilę wyjeżdżała na chemię, w którą jeszcze wtedy wierzyła...

Na oddziale onkologii nie da się nie myśleć o śmierci. Płacz tych, którzy przed chwilą dowiedzieli się, że stracili kogoś bliskiego i widok bladych ludzi, których próbuje zabić rak powodują taki strach, którego nie ma chyba nigdzie indziej na świecie. Pośród tego wszystkiego znalazła się Kamila. Bała się jak nigdy, ale miała jedną misję: wyzdrowieć – dla Marysi, najbliższych i dla siebie. Kamila nigdy nie była z tych, którzy byliby w stanie się poddać. Pierwsza chemię dostała niecałe dwa tygodnie od wstępnej diagnozy. Wszystko toczyło się bardzo szybko – guz w śródpiersiu był duży, trzeba było działać. Kamili zaczęły wypadać włosy – długie, piękne, zawsze bardzo o nie dbała. Bardzo trudno było patrzeć na swoją łysą głowę. Marysia jej nie poznawała, mówiła czasem, że wygląda jak tata. 5-latce ciężko było zrozumieć, co naprawdę dzieje się z mamą.

Kamila Barszczewska

Z Kamilą było źle – po chemii zwijała się z bólu na szpitalnym łóżku, blada i posiniaczona. Cierpiała, ale też wierzyła, że w końcu nadejdzie poprawa. Nadeszła na chwilę. Guz zmniejszył się o połowę – z chemii ratunkowej można było przejść na chemię dzienną. Niestety ta okazała się w całości nieskuteczna. Nadzieja zniknęła szybciej niż się pojawiła, bo guz urósł do pierwotnego rozmiaru. Znowu przyjęcie na oddział i kolejna chemia. Rak odbierał coraz więcej – wcześniej kazał zrezygnować z pracy w hotelu, teraz kradł nadzieję, uśmiech i czas poświęcany Marysi. Wyjście ze szpitala do domu, by spędzić chwile z córeczką były jak święto. Cieszyły się z każdej sekundy spędzonej razem – nie wiadomo było, ile jeszcze ich zostało.

Kamila miała łącznie 10 chemii. Bezskutecznych. Jako ostatnią szansę lekarze wskazywali przeszczep szpiku. Warunkiem było zmniejszenie guza. Wyniki skakały, próbowano zregenerować organizm do przeszczepu. Po niecałym miesiącu tomograf potwierdził kolejne zmiany w klatce piersiowej i przyrost juz zredukowanego guza z centymetra do ośmiu. Na tym poziomie medycyna w Polsce jest bezradna. Zaproponowano Kamili terapię paliatywną i radioterapię, czyli przedłużenie życia o kilka miesięcy i czekanie na śmierć. To kolejny zakręt, ale mimo tak czarnego scenariusza nie zamierzam się poddawać (...) Czas na niekonwencjonalne metody działania. Szkoda tylko, że potrzeba było takiej ilości chemii, by stwierdzić chemiooporność nowotworu… – pisze Kamila na swoim Facebooku.

Kamila Barszczewska

Na oddziale oprócz strachu o swoje życie, był też strach o tych, których się tam poznało. Wszyscy kibicowali sobie nawzajem, przeżywali swoje historie. “Chemiczni” bracia i siostry. Jedna z tych sióstr poleciła Kamili leczenie w klinice w Meksyku. W jej przypadku terapia przyniosła efekty. CHIPSA Hospital oferuje inny sposób leczenia niż w Polsce. Immunoterapia to podawanie przeciwciał, które stymulują układ odpornościowy do walki z nowotworem. To dla Kamili ostatnia szansa na życie. Bardzo kosztowna szansa.

Choroba atakuje coraz dotkliwiej – dziś każdy dzień jest wyzwaniem, koniecznością walki z bólem. W płucach Kamili zbiera się bardzo duża ilość płynu, która utrudnia oddychanie. Rak próbuje ją udusić.  Guz w śródpiersiu uciska nerwy do tego stopnia, że Kamila przestaje mówić. Rozpoczęła radioterapię – naświetlania mają na celu zasuszenie guza i udrożenienie możliwości oddychania tak, by mogła polecieć do Meksyku, gdzie lekarze dają 70% szans na wyzdrowienie. Będę walczyć dla mojej córki, rodziców, rodziny i tych, którzy mnie kochają i wspierają. To bolesna i wyboista droga, ale mam nadzieje, ze zakończona długim, szczęśliwym życiem – pisze Kamila.

Kamila Barszczewska

Nie tak dawno obchodziliśmy Dzień Matki. Pękało serce, kiedy Marysia pytała, czy w ten dzień może nie iść do przedszkola, bo nie ma dla kogo recytować wierszyka. Dla Kamili to ogromny ból, ale i motywacja do tego, by walczyć z rakiem, by za rok stać w pierwszym rzędzie i słuchać wystąpienia Marysi. Bez leczenia miejsce, które czeka tam na Kamilę pozostanie na zawsze puste... Kamila wierzy, że z Waszą pomocą uda jej się pokonać raka. Zrobi wszystko, by Marysia nie musiała być świadkiem jej przedwczesnej śmierci, dlatego postanowiła prosić o pomoc w zapłaceniu najwyższej i najważniejszej w jej życiu ceny. Ceny za życie. 

155 489,50 zł ( 40,93% )
Wsparły 7783 osoby

Obserwuj ważne zbiórki