
„Mój synek stoi pod drzwiami i nie rozumie, dlaczego mama krzyczy z bólu..." Pomóż Karolinie przejść pilną i kosztowną operację!
Cel zbiórki: Prywatna operacja, leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Prywatna operacja, leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Nazywam się Karolina, jestem mamą 2-letniego chłopca, żoną i fotografką ślubną. Kiedyś szkoliłam ludzi z pierwszej pomocy, działałam w PCK, jeździłam konno, chodziłam po górach, po jaskiniach, brałam udział w akcjach ratowniczych. Byłam tą osobą, która pomagała innym. Dziś proszę o pomoc dla siebie.
W styczniu 2026 usłyszałam diagnozę – endometrioza. Ale prawda jest taka, że choruję od nastoletnich lat. Przez lata słyszałam: „po ciąży przejdzie”, „okres boli”, „wyniki są w normie”. Po cesarskim cięciu w listopadzie 2023 wszystko się nasiliło.
Endometrioza nacieka mi jelito, więzadła, otrzewną. Jajniki zrosły się z macicą. A to wszystko zrosło się z guzem na jelicie. Brzmi jak coś, co powinno boleć? Bo boli.
Najgorszy dzień? Budzę się w łóżku z ogromną plamą krwi. Jeden skurcz i ogromny skrzep. W nocy wstawałam trzy razy się przebrać. Znowu pranie. Znowu bezsilność. Siadam na toalecie. Ból jest nie do opisania. Krzyczę. Płaczę. Boli bardziej niż cesarka i wyrostek razem wzięte. Czasem wymiotuję z bólu, jeszcze siedząc. Dwuletnie dziecko stoi pod drzwiami i nie rozumie, czemu mama krzyczy.

Po wszystkim jestem blada, słaba. Biorę kolejne leki przeciwbólowe. Przez 80% cyklu jestem na lekach. Od tych dostępnych bez recepty, po te najmocniejsze, które przepisać może tylko lekarz. Boję się, co zrobią z moimi nerkami i wątrobą. Na razie nerki „tylko” minimalnie odbiegają od normy. Pakuję do torby zapasową bieliznę. Podkład higieniczny kładę na siedzeniu w aucie.
Idę do pracy – fotografuję czyjś najpiękniejszy dzień w życiu. Uśmiecham się. A w środku czuję parcie, którego nie mogę opanować. Bardzo boję się, że kiedyś nie zdążę do toalety. To wystarczy, żeby żyć w ciągłym lęku. Ból sprawił, że intymność przestała dla mnie istnieć. Migreny mam minimum 3 razy w tygodniu. Czuję ciągnięcie blizny po cesarce przy mocniejszym ruchu.
Najbardziej przeraża mnie jedno – jeśli będę zwlekać, guz urośnie. Ryzyko wyłonienia stomii będzie coraz większe. Jako aktywna kobieta, mama małego dziecka… nie potrafię nawet opisać, jak bardzo mnie to paraliżuje.

Operacja jest możliwa na NFZ, ale czas oczekiwania działa na moją niekorzyść. Teraz kiedy guz nie jest jeszcze ogromny, ryzyko stomii jest mniejsze. Koszt prywatnej operacji w szpitalu to 50 000 zł, a do tego dochodzą wysokie koszty fizjoterapii uroginekologicznej.
Do tej pory ponosiłam te wszystkie ogromne koszty. Na konsultacje, na których słyszałam, że „jestem zdrowa”. Na badania. Na fizjoterapię. Wydanie kolejnych tak ogromnych dla mnie pieniędzy jest nierealne. Pieniądze muszę zebrać do końca marca 2026, żeby operacja mogła odbyć się w pierwszym tygodniu kwietnia.
Marzę o drugim dziecku. Ale w obecnym stanie zdrowia to nierealne. Moja macica jest „zabetonowana”. Marzę o dniu, w którym nie będę planować życia pod potrzeby fizjologiczne. W którym nie będę bała się wyjść z domu. W którym będę mogła podnieść synka bez uczucia rozrywania w podbrzuszu. W którym to ja będę decydować o swoim życiu, a nie choroba.
To jest dla mnie potwornie trudne. Przez lata to ja pomagałam innym. Teraz stoję po drugiej stronie. Jeśli możesz – pomóż mi zawalczyć o normalność. O życie bez bólu. O to, żebym była mamą, która biega z dzieckiem po górach, a nie leży zwinięta w kulkę na podłodze w łazience. Nie chcę już udawać, że „okres nie boli”. Chcę żyć.
Karolina
- Tomasz100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- T. K.200 zł
😘😘😘
- Ryszard40 zł
życzę powrotu do zdrowia!
- HMMZ100 zł