
Od zawsze wiedziałam, że zachoruję na raka. Nie wiedziałam jednak, że nowotwór przyjdzie tak szybko i będzie tak agresywny... Mam męża i dwie malutkie córeczki – RATUJ❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, suplementy
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, suplementy
Opis zbiórki
Choć bardzo bym chciała, diagnoza raka nie była dla mnie szokiem. W mojej rodzinie wiele osób zachorowało na niego przede mną. W tym moja mama, która zmarła na nowotwór piersi… Zawsze wiedziałam, że choroba przyjdzie też po mnie. Myślałam jednak, że mam więcej czasu…
W najgorszych wyobrażeniach nie podejrzewałam także, że będzie postępował tak agresywnie.
Wszystko zaczęło się 13 października 2025 roku, gdy wyczułam na piersi guzek. Niecałe 2 miesiące później na USG było widocznych już aż 6 guzów. 17 grudnia węzły chłonne były „czyste”. W styczniu były już przerzuty…
Rak pierwotnie luminalny B, wieloogniskowy. Zapadła decyzja o 16 cyklach chemioterapii. W międzyczasie wyszła mi mutacja w genie BRCA 2. W lipcu zostałam poddana mastektomii – z prawej strony radykalnej, z lewej – prostej, profilaktycznej. Niestety, wyniki badań histopatologicznych po operacji nie były optymistyczne. Nie wykazano pełnej odpowiedzi na leczenie przedoperacyjne, za to nacieki w naczyniach krwionośnych I makroprzerzut do węzłów chłonnych.

W związku z tym, 4 września poddano mnie limfadenektomii, czyli usunięciu wszystkich węzłów w dole pachowym, prawym. Pierwotne parametry nowotworu bardzo się zmieniły. Hormonozależność, która miała być moim "asem w rękawie" spadła o blisko 60%, natomiast współczynnik Her2- wyszedł dodatni. Co to oznacza? Że dziś moje rokowania są gorsze niż były przed rozpoczęciem leczenia…
Codzienność bywa niezwykle trudna. Jestem osobą neuroatypową, a ze względu na leczenie onkologiczne musiałam odstawić wcześniej przyjmowane leki. Gdyby nie wsparcie terapeuty, to nie dałabym chyba rady przez to wszystko przejść.
Są dni, gdy funkcjonuję prawie „normalnie”. Sytuacja może się jednak zmienić w jednej chwili. Rano mogę razem mężem odwieźć nasze córeczki do przedszkola i szkoły, a wieczorem trzeba wezwać do mnie karetkę, bo organizm się poddaje. Nigdy nie wiem, w jakim stanie będę za godzinę czy dwie…

A ja przecież tak bardzo chcę żyć! Mam dwie cudowne córeczki: 7-letnią Liliankę i 5-letnią Kalinkę. Cudownego męża i teściów. To oni mnie wspierają i dają siłę do dalszej walki. To dla nich chcę pokonać nowotwór…
Po zagojeniu się ran czeka mnie radioterapia, fizjoterapia ręki i zapewne dodatkowe leczenie. Niestety, koszty są ogromne i nie dajemy rady ich udźwignąć samodzielnie.
Walka z rakiem pochłania wszystkie moje siły. Gdy patrzę jednak w oczy męża, Lilianki i Kalinki, to wiem, że nie wolno mi się poddać. Chcę być przy nich i widzieć jak dorastają córeczki. Chcę być żoną i mamą – nie wspomnieniem! Proszę, pomóż mi…
Karolina
- Mariusz200 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Fabki200 zł