Życie bez raka - tylko o to proszę

Zbiórka na cel: Lek onkologiczny Keytruda, mający uratować życie Kasi
Katarzyna Januchowska
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 799 osób
43 462,33 zł (19,32%)
Brakuje jeszcze 181 537,67 zł
Wesprzyj

Katarzyna, 45 lat

Czerniak złośliwy IV stopnia

Koziegłowy, wielkopolskie

Rozpoczęcie: 05 Lipca 2017
Zakończenie: 11 Czerwca 2018

Dopiero w obliczu śmierci zaczynamy rozumieć, jakie to wszystko piękne, to życie. Ja też już to rozumiem. Zwłaszcza teraz, gdy to, czy czeka mnie jutro, zależy już nie ode mnie, od mojej woli walki, bo tej mi nie brakuje. Zależy od tego, czy znajdą się środki na kolejną dawkę leku, bo tylko on da mi szansę na wygraną z rakiem! Zależy od Ciebie, od tego, czy zechcesz sprawić, że będę żyć... Tak fajnie tu jest - dzieci odchowane, patrzymy z mężem, na jakich wspaniałych ludzi wyrosły i cieszymy się, że mieliśmy w tym swój udział. I co - ot tak, pożegnać się z tym wszystkim, pozwolić, by to wszystko przepadło, obróciło się w pył, by zniszczył to rak? Nie chcę, tak bardzo nie chcę odejść… 

Ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Jest pełna pytań „co by było, gdyby”. Gdyby lekarze zlecili odpowiednie badania. Gdyby wcześniej odkryli, że są przerzuty. Gdyby Kasia mieszkała w innym kraju, nie takim, który wyrzucił ją z programu refundacji za to, że nie spełnia kryteriów, które są nierealne. Gdyby tylko tak było, dziś nie musiałaby walczyć o życie i szukać sojuszników w tej walce, bo sama nie ma szans na wygraną.

Zawsze miała na ciele pieprzyków jak gwiazd - całe niebo. Przez lata były niegroźne, oglądane przez lekarzy. Ten nowy pojawił się w 2012 roku na przedramieniu bliżej łokcia - inny, o nieregularny kształcie, szybko zaczął ciemnieć. Żaden lekarz nie zwrócił na niego uwagi, a on, z pozoru taki mały i niegroźny jak inne, zaczynał uruchamiać mechanizm zniszczenia. 25 listopada 2012 roku pękł, dokładnie w imieniny Katarzyny. Zaczęła lecieć krew, potem ropa, Kasia poszła do lekarza. A ten polecił go usunąć jak najszybciej, bez szczegółowych badań, bo na jego oko to już był czerniak. I nie pomylił się - w wycinku pobranym 20 grudnia 2012 roku był rak. Kolejna operacja wycięcia skóry wokół pieprzyka odbyła się zaraz po pierwszej, na wszelki wypadek, gdyby czerniak wyszedł za czarną linię znamienia. Niestety, wyszedł o wiele dalej. Zrobione 3 tygodnie później badanie pokazało pierwsze przerzuty do węzłów chłonnych.

2013 rok zakończył się na 3 cięciach. Kolejny był bardzo dobry - żadnych złych wiadomości, żadnych operacji. Wraz z powrotem Kasi do pracy wróciła też pogoda ducha i ten uśmiech, który zdobi jej buzię piękniej niż najdroższa szminka. I tylko gdzieś tam, w głębi serca, czaił się strach. Regularnie się badała - USG ręki, węzłów chłonnych - chodziła na kontrole, pytała o PET, o inne badania diagnostyczne. Wielokrotnie słyszała od lekarzy, że jest nadgorliwa, że innych przerzutów na pewno nie będzie. Że jest i będzie dobrze. Wierzyła.

Do wiosny 2015 roku jakoś szło to życie z czerniakiem na drugim planie... W maju 2015 roku mąż zabrał Kasię na wycieczkę do Włoch. Zachodzące słońce, zabytkowe budynki – tak pięknie, tak romantycznie… Po kilku dniach Kasi zaczął rosnąć brzuch, zaczęły jej dokuczać bóle. Piękna wycieczka zamieniła się w koszmar – po tygodniu wyglądała jak w 9. miesiącu ciąży. Po powrocie z Włoch karetka zabrała ją do szpitala ginekologiczno-położniczego na Polną. Na obu jajnikach miała 6-centymetrowe guzy.

- Przypadki, w których czerniak daje przerzuty do jajników, są bardzo rzadkie. Niemal nigdy nie występują… - mówi Kasia. Cóż, okazało się, że jestem właśnie takim rzadkim przypadkiem. Rak uznał mnie za wyjątkową. Trafiłam do szpitala w ostatnim momencie. Witałam się już niemal ze śmiercią. Poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic, gdy zasłabłam, nie miałam siły sięgnąć po ręcznik. Nie mogłam chodzić. Nie mogłam oddychać.

4 dni czekania na operację to była istna męka, Lekarz mówił, że w życiu czegoś takiego nie widział. Spuścili z Kasi 10 litrów wody, usunęli wszystkie zaatakowane kobiece miejsca. Została tylko ona, walcząca o to, by rak nie zabrał już nic więcej. Dopiero wtedy skierowano ją na badanie PET, na którym zaświeciła się jak choinka. Przerzuty były w płucach, powłokach brzusznych, lewym przedramieniu, śródpiersiu. Szok. Szloch. Rozpacz nie trwała jednak długo. Trzeba było walczyć! Kasia dostała pierwsze leki, wciąż jednak nie zrobiono jej tomografii głowy. Prosiła o to, błagała. Po co Pani na siłę chce coś znaleźć? – pytali lekarze. Aż nadszedł ten wieczór, ciepły, wrześniowy, spokojny jak każdy inny. Kasia położyła się spać. Gdy otworzyła oczy, nie było już kolorowych ścian domu, tylko biel, buczenie urządzeń, kitle lekarzy. Ponoć wpadła w amok, chodziła w nocy, mówiła po węgiersku, zabrano ją na SOR. Nie pamięta niczego.

Tomografia komputerowa wykazała, że w głowie Kasi jest 11 guzów. Tyle przerzutów w mózgu dał czerniak.

- Nie zdążyłam otrząsnąć się z szoku, bo lekarze zdecydowali o natychmiastowym wdrożeniu leczenia. Rozpoczęłam terapię lekiem o nazwie Keytruda. To lek, o którym marzą chorzy na ten rodzaj raka, niezwykle skuteczny, lek, o którym były prezydent USA, Jimmy Carter, publicznie mówi, że pomógł mu pokonać czerniaka! Miałam szczęście – zaledwie 2 miesiące wcześniej trafił na listę leków refundowanych. Po 4 dawkach okazało się, że guzy w płucach zniknęły! To był jak wiatr w żagle, wiatr nadziei, po którym jednak przyszedł cios. Choć kolejne badanie wykazało, że 3 guzy w głowie nieznacznie się powiększyły, nie bałam się, wiem, że tak wielokrotnie zdarzało się w przypadkach przyjmowania tego leku, tak piszą nawet w ulotce informacyjnej! To normalne, najpierw progresja, a potem remisja. Dla NFZ jednak jakakolwiek zmiana na gorsze to sygnał, żeby wyrzucić chorego z programu i zostawić go samemu sobie. Jakby tylko szukali pretekstu, żeby nas skreślić. Z 10 osób, które były w programie, zostały 2! Resztę skazano na powolne umieranie, odmawiając nam ratunku.

Kasia wciąż może przyjmować lek i walczyć o życie. NFZ jej tego nie odmawia. Musi jednak za wszystko zapłacić – dawka leku, którą ma przyjmować co 3 tygodnie, kosztuje 19 500 złotych. To niewyobrażalne koszty, nie do udźwignięcia dla zwykłego Kowalskiego. Człowiek odmówiłby sobie jedzenia, sprzedał wszystko, co ma, a i tak by zabrakło…

- Przez tydzień płakałam i miałam, powiedzmy to sobie szczerze, cholernego doła. Ale potem wzięła mnie złość. Na raka, na przerzuty, a przede wszystkim na NFZ, które postawiło na mnie krzyżyk. Dzwoniłam do urzędów, wysyłałam listy do Ministerstwa Zdrowia, ale nikogo tam nie obchodzę, jestem tylko nic nie znaczące jednostką… Ale ja się nie poddam. Proszę o pomoc, bo zamierzam walczyć, nie siedzieć i się rozczulać. Śmieję się, że w niebie mnie nie chcą, w piekle się mnie boją… Muszę tu zostać! Mam tyle cudownych osób dookoła siebie, jest mój mąż, są dzieciaki, mam wspaniałych ludzi w pracy, którzy od samego początku dopingują mnie i mnie wspierają, ja chcę żyć, chcę być z nimi! Tak bardzo chcę wierzyć, że będzie dobrze, ale wiem, że bez leku nie będzie…. Moje życie zależy od kolejnych dawek Keytrudy, od tego, czy uda mi się wybłagać nieznajomych mi ludzi, żeby pozwolili mi go kupić. 

- W 2015 roku w czerwcu po tej ciężkiej operacji napisałam listę rzeczy, których nie zrobię nigdy. - wspomina Kasia. "Nigdy nie będę na ślubie moich dzieci... nigdy nie będę teściową... nigdy nie poznam mojej synowej... nigdy nie poznam mojego zięcia... nigdy nie będę babcią... nigdy nie poznam moich wnuków... nigdy nie usłyszę ani ich płaczu, ani śmiechu... nigdy nie odbiorę emerytury... nigdy nie pójdę na grzyby, nie położę się na plaży, nie wejdę na szczyt górski, nie polecę samolotem... nigdy nie będę stara." Mogłabym tak wymieniać bez końca, ale najbardziej zależy mi na tym, żeby wykreślić z tej listy pozycje, które są na początku. Bardzo chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci zakładają swoje rodziny i są szczęśliwe. Lubię podróżować, ale nie chcę wybierać się jeszcze w tą ostatnią podróż życia. Tak bardzo chcę żyć. 

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 799 osób
43 462,33 zł (19,32%)
Brakuje jeszcze 181 537,67 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość