Pomoc dla Krystiana - neuroblastoma- ostatnia szansa na zycie

Sylvia Abrahams
organizator skarbonki

Neuroblastoma IV stopnia – nowotwór złośliwy nadnerczy z przerzutami do węzłów chłonnych, szpiku i kości. Rak tak okrutny, że atakuje tylko dzieci, zabierając życie tych najbardziej niewinnych.

To, co stało się później to koszmar, który do tej pory znaliśmy tylko ze zdjęć i kilku filmów. Koszmar, który stał się naszą codziennością. Jeszcze kiedy lekarz przekazywał nam najgorsze informacje i wręczał skierowanie na oddział, wszystko wydawało nam nierealne, brzmiało jak sen, z którego za chwilę się obudzimy. Później, trzymając synka na rękach, trafiliśmy na oddział onkologii dziecięcej. Dopiero tam dotarło do nas, że nasze dziecko naprawdę może umrzeć.

W maleńki organizm Krystiana wlewano litry chemii. Synek słabł na naszych oczach, przestawał jeść i pić, miał popalone błony śluzowe w buzi. Walczyliśmy o każdy kęs i każdy łyk – byle tylko Krystian miał siłę, by dalej walczyć. Kiedy wypadły mu włoski, pytał nas, dlaczego tak się dzieje. Oswoił się dopiero wtedy, kiedy widział dzieci takie jak on – też z łysymi główkami. Po trzecim cyklu chemii stan Krystiana pogorszył się do tego stopnia, że trzeba było przetaczać krew.

Pęka nam serce, kiedy w domu widzimy puste łóżeczko Krystiana. Odkąd zachorował, jego domem stał się szpital. Na onkologii jest z nim głównie tata. Mama musi być w domu – z braćmi Krystiana, którzy również chorują. Krzyś ma stwierdzoną wadę serca, Oskar – zaawansowaną astmę. Bracia często pytają o braciszka, zastanawiają się, kiedy wroci. Jak wytłumaczyć im, że Krystian jest tak bardzo chory? Wszyscy razem bywamy rzadko. Te kilka dni, kilka chwil spędzonych razem to dla nas za mało, ale każdy stara się, by chociaż na trochę Krystianek zapomniał o tym wszystkim, do czego musi wrócić – do chemioterapii, kroplówek, igieł…

W grudniu, na chwilę przed świętami, synek przeszedł operację usunięcia guza z nadnercza i węzłów chłonnych. W trakcie operacji okazało się, że jest jeszcze jeden guz – pod nerką. Lekarze zrobili wszystko, by usunąć jak najwięcej. Niestety pozostała masa resztkowa. Całe święta spędziliśmy w szpitalu, w Wigilię życzyliśmy sobie jednego – by Krystian żył… Po operacji konieczna była megachemia – ta najostrzejsza, bo niszcząca resztę komórek neuroblastomy. Megachemia wyniszczała też szpik, dlatego konieczny był autoprzeszczep komórek.

Jesteśmy po jedenastu cyklach chemii. Niedawno rozpoczęła się radioterapia. Zaraz po niej musi rozpocząć się leczenie immunologiczne przeciwiciałami DIinutuximab. Niestety terapia nie jest refundowana w Polsce, a nasze dziecko kolejnej szansy może nie doczekać. Mamy mało czasu, bo rozpoczęcie leczenia zaplanowano już na marzec! Kwota, którą musimy zebrać do tego czasu to niemal milion złotych. Na tyle wyceniono życie Krystianka..

Codziennie patrzymy na Krystianka, widzimy jego pełne ufności oczka i nie wyobrażamy sobie, że mielibyśmy go stracić. Nasze dziecko nie może oglądać tego świata z nieba. Nie możemy pozwolić mu odejść. Błagamy, pomóżcie nam go ratować!

Wsparli

132 zł

Anonimowa Pomagaczka

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
1%
132 zł Wsparła 1 osoba CEL: 10 000 ZŁ