Wygrać walkę z neuroblastomą

lilia14
organizator skarbonki

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Nasilające się bóle brzucha każdego wieczoru. Wizyta w szpitalu. Leki na wypróżnienie, dużo pić i przejdzie – uspokajał lekarz. Nie przechodziło... Kolejna wizyta u pediatry w przychodni. Natychmiastowe rozpoznanie. „Niepokojąco duży guz w jamie brzusznej, skierowanie do szpitala” – to właśnie te słowa, zapoczątkowały wir kolejno następujących po sobie wydarzeń.
 
 
Niewinny ból brzucha przemienił się w śmiertelną chorobę. Zaatakował najgorzej, jak tylko mógł. Naszego wesołego rozrabiakę z dnia na dzień skierował na oddział onkologiczny. Neuroblastoma IV stopnia z przerzutami do twarzoczaszki z amplifikacją genu - brzmiało jak wyrok.
 
 
Guz w ciągu kilku dni rozrósł się do niebotycznych rozmiarów. Paskud zajął wszystkie wolne przestrzenie w jamie brzusznej, rozsiewając się na klatkę piersiową,  po węzły chłonne szyi, a skończywszy na kościach twarzoczaszki. Był po prostu wszędzie, nie dało się określić wymiarów guza. Rozprzestrzenił się w jamie brzusznej otaczając prawą nerkę, a lewą uciskając, przepchnął jelita na lewą stronę i znacząco uniósł przeponę synka. Dziecko opadało z sił, a oni byli absolutnie bezradni.

 
Natychmiastowo została podjęta decyzja o podaniu chemii. „Jaka chemia – ból brzucha, na który jedyną metodą ratunku była chemia” – nie potrafili pogodzić się z paskudnym nowotworem, który nie wiadomo skąd znalazł się w brzuszku Krystianka.


 
 
Po pierwszej chemii ciśnienie Krystianka wzrosło do niebotycznych wartości. Wartości, które dla dorosłego człowieka są śmiertelne, a dla dwuletniego dziecka bolesną codziennością. Z powodu ogromnych rozmiarów guza oraz przyjmowanych leków, konieczne było stałe monitorowanie pracy nerek, aby nie doszło do niewydolności.

 
Rak nie dawał za wygraną. Nie przygasł nawet przez moment. Zawzięcie obezwładniał bezbronne dziecko. Nie było czasu, aby organizm Krystianka nabrał sił. Konieczne było podanie kolejnej dawki trucizny, która osłabiając zmęczone dziecko, miała zaatakować bezlitosnego paskuda.
 
 
Krystianek z godziny na godzinę tracił siły. Nie był już w stanie stanąć na własych nogach. Nowotwór nawet nie drgnął po zastosowanym leczeniu. Chemiooporny typ, który zaczął wymykać się spod kontroli. Dziecko nie płakało. Bo na łzy trzeba mieć siłę, której Krystianek był pozbawiony… "Gdy tylko zamykał swoje smutne i przerażone oczy, moje serce przyśpieszało. W myślach modliłam się, aby rak we śnie go nam nie zabrał" - wspomina mama.
 
 
Po kolejnych dawkach najsilniejszej chemii,  delikatne naczynia krwionośne Krystianka nie wytrzymały. Nastąpiło krwawienie ze wszystkich otworów ciała, drastyczny wzrost ciśnienia. Żadne leki nie pomagały. Ciśnienie nie spadało, krwawienie nie chciało ustąpić, a nerki z co raz większym trudem pracowały. Malutki chłopczyk musiał walczyć o życie... Życie, na którego plecach czuć bezlitosny oddech śmierci.


Każdego dnia, od kiedy usłyszeliśmy wyrok, który los postawił na życiu  dziecka, wierzymy w cud. Robimy wszystko, aby zatrzymać postępujący w organizmie dziecka toczący się proces nowotworowy. Krystianek przetrwał to, co medycyna nazywa niemożliwym. Wygrał bitwę, która dla dorosłego człowieka bywa śmiertelna. Jednak walka cały czas trwa, a diagnozy lekarzy są okrutne: 20% szans na przeżycie.
 
W ciemnym bez końca tunelu pojawiło się nieśmiało światełko nadziei. Siła tego malutkiego bezbronnego ciałka jest niewyczerpana. Po skończonej serii kolejnych dawek chemii, guz w jamie brzusznej zmniejszył swoje rozmiary. Przy trzeciej próbie udało się oczyścić szpik z komórek nowotworowych. Na początku czerwca czeka nas operacja wysokiego ryzyka wycięcia guza z jamy brzusznej oraz klatki piersiowej. Wtedy, gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem, dostanie najlepszy z dotychczasowych prezentów. Przepustę na życie. Zaraz potem zaplanowane są kolejne megachemie, przeszczep oraz naświetlanie.
 
 
Nowotwór, z jakim przyszło nam się zmierzyć, jest bezlitosny. Już dziś wiadomo, że chemia podtrzymująca mająca za zadanie zniszczyć chorobę resztkową, w przypadku naszego dziecka to za mało, aby uchronić Krystiana przed nawrotem choroby. Konieczne będzie leczenie, którego w Polsce się nie stosuje. Terapia anty GD2 to ostatnia i jedyna droga ratunku Krystianka. Eksperymentalna metoda leczenia przeciwciałami monoklonalnymi uchroni go przed nawrotem agresywnego nowotworu i podaruje kolejne 20% szansy na życie.

 
Jak bardzo kruche jest życie, przekonali się niespełna pół roku temu.Od dnia, w którym padł wyrok skazujący na Krystiana na śmierć. Od dnia, w którym nowotwór nie dał za wygraną i z całych sił próbuje go  odebrać. Od dnia kiedy, każda godzina jest dla nas jak dar. Dziecko walczy ze śmiertelną chorobą, a rodzice z ciężarem myśli i głuchych oskarżeń muszą walczyć o pieniądze na ratowanie naszego syna. Gdybyśmy mogli, oddaliby swoje zdrowie, aby tylko ukoić ból  niewinnego dziecka.
 
Błagamy o pomoc... To jedyna droga ratunku  dziecka, o które będą walczyć do końca.
 

Wsparli

10 zł

Anonimowy Pomagacz

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
lilia14
Krystian Polkowski
Walka ze śmiercią
1%
10 zł Wsparła 1 osoba CEL: 1 000 ZŁ