Wygrać ostateczny mecz - ten ze śmiercią! Mamy mało czasu, by uratować życie Krzyśka!

PILNE!
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 940 osób
114 215 zł (14,27%)
Brakuje jeszcze 685 905 zł
Wesprzyj
Zbiórka na cel
immunoterapia w Niemczech, by ratować życie Krzyśka

Krzysztof Żurek, 48 lat

Łódź, łódzkie

guz mózgu - glejak wielopostaciowy IV stopna

Rozpoczęcie: 28 Grudnia 2018
Zakończenie: 21 Czerwca 2019

12 Lutego 2019, 12:06
Pilnie potrzebna Twoja pomoc!

Myślisz, że nie masz czasu? Ja nie mam go wcale… Od wczoraj jestem w klinice w Niemczech. Tak bardzo potrzebuję Twojej pomocy…

Walczę, chcę żyć, muszę żyć…! Walczę o to, by spędzić kolejne chwile z moją córką Mają, o to, by jeszcze kiedyś przytulić swoją żonę, jeszcze kiedyś wziąć piłkę od kosza w ręce… Jeśli mi się nie uda, to wszystko zniknie!

Krzysztof Żurek

Moi bliscy znaleźli klinikę, która da mi większe szanse na życie niż poprzednia. To wciąż immunoterapia, wciąż w Niemczech, ale dodatkowo stosowane jest też leczenie wzmacniające, które ma zabić komórki nowotworowe. Jestem w klinice, nie mogłem dłużej czekać, bo nowotwór nie czeka… Większa szansa na życie oznacza jednak większą cenę.  Zera wirują przed oczami, rośnie strach… co teraz?

Glejak w mojej głowie to wyrok śmierci… Można jednak go powstrzymać! Medycyna się nie poddaje. Ja też nie… Bez Ciebie jednak przegram. Pomóż mi...

Krzysiek

Pilne! Mamy kilka tygodni, żeby uratować życie Krzyśka! W ostatecznym meczu o życie gra on i śmiertelny przeciwnik – guz mózgu, glejak. Trzeba być zaciętym graczem, żeby z nim wygrać, żeby mieć jakąkolwiek szansę… Krzysiek ją ma – potrzebuje jednak pomocy! Z końcem stycznia kończy chemioterapię, czeka na niego klinika w Kolonii, jedyne miejsce, które daje szansę na ratunek. Czas ucieka, z każdym dniem szanse maleją… Co po woli życia i walki, gdy nie ma pieniędzy na leczenie? Prosimy – pomóż!

Krzysztof Żurek

Krzysiek: W mojej głowie jest śmierć, ale ja się nie poddam – chcę żyć! Guz mózgu, glejak IV stopnia. Najgorszy z możliwych… Bez leczenia to wyrok. 12 miesięcy, nie więcej…

Maja, córka Krzysia: Tata jest dla mnie największym oparciem, przyjacielem, wzorem… Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być! Jest też ostatnią osobą, o której myślałam, że zachoruje… Zawsze aktywny facet, żyjący w ciągłym biegu. Całe życie grał zawodowo w koszykówkę. Teraz musiał odłożyć piłkę do kosza i zmierzyć się ze znacznie trudniejszym przeciwnikiem, ze śmiercią…

Krzysiek: Zacząłem grać, gdy miałem 16 lat. Koszykówka była całym moim życiem. Najpierw grałem w łódzkich klubach, później w Gdańsk Wybrzeże i Syntex Łowicz… Powołano mnie do reprezentacji Polski, kilka meczów rozegrałem z orzełkiem na piersiach. Wspaniałe uczucie – reprezentować swój kraj. Przede mną jednak najważniejszy mecz, który muszę rozegrać – ten o życie.

Krzysztof Żurek

Kilka miesięcy temu nagle zatrzymał się świat. Wracałem do domu z pracy. Stanąłem pod blokiem… i nagle w głowie zupełna pustka. Gdzie jestem? Trwało to tylko chwilę, a później wszystko wróciło do normy. Nie bałem się jeszcze wtedy, każdy ma przecież takie momenty – zabójcze tempo życia, stres, zmęczenie, trzeba się na chwilę zatrzymać. Gdy jednak po kilku dniach to się powtórzyło, poczułem niepokój. Teraz wiem, że to były stany padaczkowe… Pierwsze objawy glejaka.

Maja: Tata poszedł do neurologa, na tomograf komputerowy, konsultację z neurochirurgiem. Nie mieli wątpliwości. Guz mózgu.

Krzysiek: Gdy słyszy się takie słowa, to szok... Nie da się tego opisać. Robi się nagle ciemno i bardzo cicho. Lekarz zapytał mnie tylko, którą ręką piszę. Gdy odpowiedziałem, że prawą, oznajmił, że bardzo mu przykro... Że wytną guza, ale jest zlokalizowany w takim miejscu, że prawa strona mojego ciała będzie sparaliżowana. Że rokowania są bardzo złe… Świat zawirował przed oczami. Miałem do wyboru – czekać, aż guz mnie zabije albo zgodzić się na operację, która miała oznaczać kalectwo. Cóż, wybór tak naprawdę był żaden… Chcę żyć. Nie chcę umierać…

Pamiętam moment, gdy obudziłem się po operacji… Pierwsza myśl – widzę. Druga – ruszam rękami, trzecia - nogami… Nie ma paraliżu. Czy na pewno byłem operowany? Wydawało mi się, że minęła sekunda… Okazało się, że było to 8 godzin. 8 godzin na stole operacyjnym, podczas których lekarze walczyli o moje życie.

Krzysztof Żurek

Maja: Guz usunięty, a tata w pełni sprawny… Cud! Cieszyłam się jak malutkie dziecko, które dostało paczkę cukierków. Ja dostałam tatę całego i uśmiechniętego… Jednak radość nie trwała długo… Skończyła się wraz z wynikami histopatologii. Przewróciły życie taty, moje i całej rodziny do góry nogami. Glejak wielopostaciowy IV stopnia – najgorszy z możliwych „złośliwiec”. Wyrok – 12 miesięcy życia. To jak zły sen, z którego zaraz się obudzę…

Krzysiek: Perspektywa terapii w Polsce to radio - i chemioterapia, która jednak nie leczy, ale tylko przedłuża życie… Tylko do kolejnej wznowy nowotworu, która nieuchronnie nastąpi. Glejaki to najgorszy rodzaj nowotworów, bo odrastają i wciąż wracają! Dla wielu to wyrok śmierci. Sytuacja chorujących na nowotwory pacjentów jest u nas tragiczna – nie ma dostępu do wielu leków, wiele jest nierefundowanych… Była rozpacz i bunt, że już nic nie da się zrobić, że to już koniec... Szukaliśmy ratunku i nagle pojawił się punkt zaczepienia. Klinika w Kolonii, która specjalizuje się w immunoterapii, nowoczesnej metodzie leczenia nowotworów. Otrzymała nagrodę Nobla w tej dziedzinie! Znaleźliśmy kilka przypadków pacjentów z glejakiem leczonych tą metodą, którzy wciąż żyją - nie pół roku, nie rok, ale kilka lat… Gdy staje się oko w oko ze śmiercią, nagle każdy dzień życia staje się cenny, każdy dzień razem zaczyna mieć znaczenie.

Maja: Szybko udało nam się umówić tatę na konsultację. Pierwszy krok, pierwszy sukces już za nami. W klinice w Kolonii zakwalifikowali tatę do leczenia. Pomogą mu, będą go leczyć! Niestety, za leczenie w Niemczech musimy zapłacić ogromne pieniądze. Skąd je wziąć? Poprosilibyśmy rodzinę, znajomych i wciąż byłoby mało… Stąd nasze błaganie o pomoc.

Krzysztof Żurek

Krzysiek: W życiu jak na boisku - nawet jak chwilowo przegrywamy, nie możemy się poddawać. Za chwilę wszystko może się zmienić i wynik będzie na naszą korzyść… Dlatego trzeba walczyć do końca.

Maja: Ty, który czytasz te słowa… Pomyśl o tych najważniejszych dla siebie osobach, których jesteś dzieckiem… O rodzicach. Jeśli ich straciłeś, zrozumiesz. Jeśli wciąż ich masz – pomyśl, co czułbyś, gdyby odeszli. Kocham mojego tatę z całego serca. Nie chcę go stracić. I będę walczyć o kolejny rok jego życia. Jest silny, wytrwały, typowy charakter sportowca. To twardziel. Proszę – przyłącz się do nas… Ten mecz z glejakiem naprawdę możemy wygrać!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 940 osób
114 215 zł (14,27%)
Brakuje jeszcze 685 905 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość