
Łukasz Grześkowiak, 32 lata
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącMam dla kogo walczyć... Proszę - pomóż mi pokonać nowotwór!
W marcu 2024 roku trafiłem na SOR z potwornym bólem brzucha. Nie wiedziałem, co się dzieje – nikt nie wiedział. Leżałem tydzień w szpitalu, a lekarze bezradnie rozkładali ręce. Stan się pogarszał. W końcu podczas „cięcia na ostro” w szpitalu wykryto u mnie nowotwór.
Przez kilka miesięcy byłem dobrej myśli. Jeździłem do Bydgoszczy na kontrole, tomograf nic nie wykazywał. Cieszyłem się życiem – wracałem do siebie po ciężkiej operacji. Ale to była cisza przed burzą...
We wrześniu tomograf nic nie wykazał. Za to w styczniu 2025 za to usłyszałem to, czego najbardziej się bałem – narost guza. Tyle że tym razem większy, bardziej agresywny, już nie w elicie, ale na nim. Ponad 10 cm.
5 grudnia 2025 r. w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie podjęto próbę operacyjnego usunięcia nowotworu. W trakcie zabiegu doszło do poważnych komplikacji – guz silnie naciekał jelito cienkie, co groziło śmiertelnymi powikłaniami. Po konsultacji z prof. Piotrem Rutkowskim podjęto decyzję o przerwaniu operacji, by ratować życie.
Pobrane wycinki potwierdziły, że dalsze leczenie chirurgiczne nie będzie możliwe ze względu na rozmiar guza i jego wplatanie w kluczowe struktury. Lekarze poszukują obecnie innych metod leczenia, także nierefundowanych lub zagranicznych.
Po zastosowanej chemioterapii i radioterapii pojawiła się pierwsza dobra wiadomość – guz zmniejszył się niemal o połowę. Niestety, mimo tak dobrej odpowiedzi na leczenie, nadal pozostaje nieoperacyjny. Po operacji doszło również do uszkodzenia nerwów w okolicy biodra, co spowodowało problemy z poruszaniem się. Przez dłuższy czas nie byłem w stanie stać w miejscu dłużej niż kilka minut bez bólu i drętwienia nogi.
Od stycznia 2026 roku rozpocząłem intensywną rehabilitację, która przyniosła znaczną poprawę. Dzięki niej mogę dziś normalnie chodzić i funkcjonować w codziennym życiu. Nie oznacza to jednak, że jestem zdrowy ani że zakończyłem leczenie. Nadal obowiązuje mnie zakaz wykonywania pracy oraz dźwigania.
Obecnie pozostaję pod stałą opieką lekarzy onkologów. Dalsze postępowanie opiera się na regularnych kontrolach i obserwacji, a w przypadku pogorszenia mojego stanu zdrowia rozważane będzie ponownie wdrożenie chemioterapii. Przede mną kolejne miesiące rehabilitacji, leczenia oraz kontroli... Nie poddaję się, walczę.
Dlatego proszę Was – ludzi o wielkich sercach – o dalsze wsparcie. Zebrane środki przeznaczane są wyłącznie na leczenie, rehabilitację, fizjoterapię, badania, dojazdy, konsultacje. Wszystkie koszty związane z moją walką o życie i zdrowie są rozliczane przez Fundację wyłącznie na podstawie przedstawianych im faktur.
Mam wspaniałą narzeczoną, którą poznałem w szpitalu, gdy opiekowała się mną jako pielęgniarka, mam malutką córeczkę, mam dla kogo żyć.
Dziękuję każdemu, kto był i nadal jest ze mną. Wasza pomoc daje mi siłę, by walczyć każdego dnia.
Łukasz
- Wpłata anonimowaX zł
- KorneliaX zł
- Magdalena Humpa-Michalak100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- 100 zł
Dużo dobra!
- Anonimowa Pomagaczka50 zł