
PILNE❗️Guz mózgu jest jak wyrok śmierci – pomóż Łukaszowi wygrać z glejakiem i ŻYĆ!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, transport medyczny
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, transport medyczny
Aktualizacje
Złośliwy nowotwór każdego dnia zabiera mi życie. Nie wiem, czy jest jeszcze dla mnie jakiś ratunek... Proszę, pomóż mi!
Drodzy, nie mam dla Was dobrych wieści. Glejak IV stopnia w najgorszym stadium zaawansowania nie daje za wygraną. Choroba nie odpuszcza, a ja z dnia na dzień coraz bardziej boję się najgorszego.
Moje zdrowie się nie poprawia, a wyniki ostatniego rezonansu nie dają złudnej nadziei. Moja codzienność to ciągle badania, konsultacje u różnych specjalistów, leki i rehabilitacja oraz poszukiwanie siły do kolejnego dnia walki.
Bez rehabilitacji i wsparcia mojej mamy oraz rodziny nie byłbym w stanie funkcjonować. Moja cała lewa strona ciała jest sparaliżowana. Nie jestem w stanie wykonać nawet jednego samodzielnego kroku, potrzebuję wsparcia w każdej czynności.

Jestem młodym człowiekiem i choć walczę ze śmiertelną chorobą, marzę o tym, by móc normalnie żyć i funkcjonować. Niestety, bez odpowiedniego leczenia, rehabilitacji i specjalistycznego sprzętu to nie jest możliwe.
Dotychczas zebrane pieniądze zostały wykorzystane na mój transport medyczny z Holandii do Polski oraz ortezy, prywatne wizyty u specjalistów i prywatne rehabilitacje, a także sprzęt do rehabilitacji, m.in. rower stacjonarny oraz łóżko rehabilitacyjne.
Niestety, nowe koszty pojawiają się z dnia na dzień i są ogromne. Leki, prywatne wizyty oraz rehabilitacje kosztują krocie, ale nie mam innego wyjścia – tylko to pomaga mi jakoś funkcjonować. Gdybym przestał się rehabilitować, to straciłbym wszystko, o co do tej pory walczę każdego dnia.

Na chwilę obecną bardzo chciałabym zakupić bieżnię rehabilitacyjną, aby ćwiczenia były intensywniejsze, a tym samym dawały większy rezultat i szanse na poruszanie się bez obciążania mojej mamy.
Walka ze złośliwym nowotworem staje się jeszcze trudniejsza, kiedy wiem, że nie mam na nią pieniędzy. Dlatego dziś, z oczami pełnymi łez, staję przed Tobą i proszę o pomoc. Twój gest to dla mnie szansa na życie, na to, by zostać na tym świecie choć jeden dzień dłużej.
Łukasz
Opis zbiórki
Zamiast robić plany na resztę długiego, szczęśliwego życia toczę walkę o to, by w ogóle trwało... Pod koniec 2021 roku na mnie i moją rodzinę spadła druzgocąca diagnoza. Mam złośliwy, agresywny nowotwór mózgu - glejak w IV, najgorszym stopniu zaawansowania... Leczenie, kosztujące 200 tysięcy złotych, jest moją jedyną szansą na życie. Inaczej ten nowotwór to wyrok śmierci...
Drodzy znajomi, przyjaciele i Wy - anonimowi Pomagacze, ludzie o wielkich sercach - zwracam się do was z ogromną prośbą o ratunek. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek i kogokolwiek będę błagał o pomoc. Nie sądziłem, że w wieku 35 lat będę zmagać się ze śmiertelną chorobą, że znajdę się na tej stronie... W najgorszych koszmarach nie przypuszczałem, że życie szykuje dla mnie taki przerażający scenariusz.
Zawsze starałem się dawać sobie radę sam... Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że byłem wesołym człowiekiem, pełnym energii, chęci do życia i działania. Pracowałem i mieszkałem w Holandii. Z optymizmem patrzyłem w przyszłość.
Dwa lata temu coś się zmieniło. Nagle zacząłem się źle czuć... Na początku wydawało się, że to nic groźnego - przemęczenie, przepracowanie... Niepozorne zawroty głowy, omdlenia... Z dnia na dzień dolegliwości jednak się nasilały... Dostałem udaru. Najadłem się wtedy strachu... Trafiłem do neurologa, przeprowadzone badania nie wykazały czegoś niepokojącego. Wydawało się, że to najgorsze, co może mnie spotkać i że będzie tylko lepiej...

Kilka miesięcy temu objawy wróciły ze zdwojoną siłą... Kiedy straciłem przytomność, wezwano pogotowie. Wylądowałem w szpitalu w Holandii, gdzie trafiłem na stół operacyjny. W trakcie operacji pobrano mi kawałek tkanki mózgowej do badań. 48 godzin po operacji w miejscu pobranej tkanki dostałem wylewu... Moje życie było w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Liczyły się minuty... Potrzebna była natychmiastowa operacja, po której wystąpił paraliż całej lewej strony ciała. Byłem załamany, okazało się jednak, że to dopiero początek moich zmartwień...
Po otrzymaniu wyników badań nadeszła rozpacz... Mój świat się zawalił, a wszystko, co było wcześniej, przestało mieć znaczenie. Nowotwór... Glejak IV stopnia. Bardzo złośliwy, śmiertelnie niebezpieczny i trudny do leczenia... W szpitalu przebywałem 3 tygodnie. Po początkowym szoku przyszła nadzieja i determinacja do walki. W Holandii umieścili mnie jednak w hospicjum bez żadnego dalszego planu leczenia. Wraz z rodziną postanowiliśmy o natychmiastowym transporcie do Polski.
Szansę na życie dostałam od szpitala w Lublinie. Tam stosują jedną z najnowocześniejszych metod walki z tym nowotworem, jaki mnie zaatakował - terapią nanotermicznę. Nanocząsteczki hamują odrastanie guza, a nawet powodują jego cofanie. Niestety, nie jest to leczenie refundowane. Jego cena jest dla mnie i mojej rodziny niewyobrażalna... Kosztuje ponad 200 tysięcy złotych! Terapię trzeba przeprowadzić szybko, bo glejak jest jak tykająca bomba... Bez leczenia to po prostu
Błagam Was o pomoc, każda złotówka się liczy. Dla mnie to leczenie to jedyna szansa nie tylko na powrót do zdrowia i normalności, ale i na życie... To szansa, że dla mojej rodziny nie będę tylko wspomnieniem. Nie chcę jeszcze umierać... Błagam o wsparcie, trzymajcie za mnie kciuki i módlcie się za mnie.
Łukasz
- Magda50 zł
- Anonimowy PomagaczX zł
Panie Łukaszu, dużo siły i zdrowia dla Pana i rodziny.
- Wpłata anonimowa5 zł
Z Panem Bogiem :)
- Anonimowy Pomagacz5 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa50 zł