
Stwardnienie rozsiane zamyka mnie w czterech ścianach domu! Proszę, pomóż mi odzyskać namiastkę wolności!
Cel zbiórki: Dopłata do podjazdu, leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Dopłata do podjazdu, leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Nigdy nie przypuszczałam, że znajdę się w sytuacji, w której będę musiała prosić o pomoc. Zawsze radziłam sobie sama, jednak w 2018 roku los wyciągnął najmocniejsze karty. Postawił na mojej drodze nieuleczalną chorobę, która każdego dnia zabiera mi sprawność – stwardnienie rozsiane.
Zaczęło się niewinnie, od problemów z widzeniem, zawrotów głowy, trudności w koordynacji ruchowej. Przestałam jeździć na rowerze, miałam ogromne trudności z utrzymaniem równowagi. Potem przyszedł silny rzut choroby i na chwilę straciłam mowę. Mam za sobą wiele badań, lata strachu i niepewności. Choroba dzień po dniu odbiera mi sprawność, siły i niezależność.
Każdy krok stanowi dla mnie wysiłek, bo często się potykam – tak jakbym nie miała siły podnieść nogi za nogą. Coraz częściej korzystam z kuli i chodzika. Nie wchodzą już w grę długie spacery, które tak bardzo kochałam. W ostatnich miesiącach wstawanie z łóżka stało się dla mnie wyzwaniem. Coraz trudniej jest mi podnieść się o własnych siłach.
Mój wzrok znów znacznie się pogorszył. Pojawiła się większa spastyka prawej strony ciała, a ścisk prawej dłoni jest coraz słabszy. Moja ręka drży tak, że czasem trudno mi się nawet podpisać. Prawa noga odmawia mi posłuszeństwa, nieraz muszę ciągnąć ją za sobą.
Wszystko zależy od dnia. Choroba daje się we znaki mocniej lub słabiej. Nie da się przewidzieć, jaki będzie kolejny dzień. Muszę bardzo uważać na to, by nie złapać infekcji. Każda taka sytuacja sprawia, że objawy choroby się nasilają, a wykonywanie zwykłych, codziennych czynności staje się wręcz niemożliwe.
Na co dzień staram się być jak najbardziej aktywna. Pracuję w żłobku. Śpiewam dzieciom piosenki, siedzimy razem, śmiejemy się. To one dają mi radość, energię do życia i poczucie sensu. Mam również wspaniałych, kochających rodziców, którzy zawsze są gotowi do pomocy. To moje największe wsparcie. Są przy mnie, gdy nie mogę wstać z łóżka, gdy nie mogę poradzić sobie z najprostszymi rzeczami.
Musiałam przeprowadzić się do mieszkania na parterze, bo nie byłam w stanie wejść na czwarte piętro. Pokonanie schodów było dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem. Mam mały ogródek, który jest moją bezpieczną przestrzenią i namiastką normalności. Świeże powietrze, cisza, chwila spokoju.
Niestety, abym mogła z niego w pełni korzystać, konieczne jest wykonanie odpowiedniego podjazdu, który pozwoli mi na bezpieczne wychodzenie na ogródek. Nawierzchnia musi być równa, bez progów, tak bym swobodnie mogła wyjść z wykorzystaniem chodzika, a w przyszłości wózka, który pewnie stanie się z czasem moją jedyną możliwością ruchu.
W poprzedniej zbiórce okazaliście mi ogromne wsparcie. Dzięki Wam udało się uzbierać kwotę na zrobienie takiego wyjścia na ogródek. Niestety, koszty nagle i drastycznie wzrosły, a ja nie mam już oszczędności, by móc je pokryć.
Boję się zamknięcia w domu na zawsze. Wyjście na ogród to moja namiastka wolności, dlatego z całego serca proszę o pomoc. Będę wdzięczna za każdy gest, słowo wsparcia oraz udostępnienie zbiórki.
Magdalena
- Marta50 zł
- Marta50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł