
PILNE❗️"Mam dwóch małych synków, dla nich muszę wygrać z rakiem..." - Magda walczy o życie!
Cel zbiórki: leczenie onkologiczne, ratujące życie Magdy
Cel zbiórki: leczenie onkologiczne, ratujące życie Magdy
Opis zbiórki
Gdy zachorowałam, Julian, mój młodszy synek, miał 2 miesiące... Tylko 2 miesiące, kiedy musiałam zostawić go i zacząć leczenie w szpitalu. Starszy, Kubuś, miał 5 lat... Wtedy zdiagnozowano u mnie złośliwego raka piersi. Bardzo późno, już z przerzutami do wątroby i do kości. Miałam wówczas 32 lata.
Nic nie jest w stanie opisać emocji, które mną targały. Początki były bardzo ciężkie… Diagnoza, konsylium i słowa: możemy zaproponować tylko leczenie paliatywne… Mój stan zdrowia nie pozwalał nawet na podanie chemii. Strach, a jednak gdzieś głęboko nadzieja, którą dawali mi bliscy. Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie rodzina i przyjaciele, wiele wspaniałych osób, które po cichu mi pomagają i którym z całego serca dziękuję… Serce pękało mi jednak na myśl o maleństwie pozostawionym w domu i starszym synku, który rozumiał wiele, ale na pewno nie moją chorobę.

Po wielu staraniach lekarzy postawiono mnie na nogi na tyle, że w lipcu 2019 podano pierwszą chemię. Terapia w moim przypadku nie była leczeniem, a jedynie przedłużeniem życia... Niestety leki, które brałam, szybko przestały działać… Niektórzy przyjmują je nawet przez 5 lat, u mnie już po pół roku okazały się nieskuteczne… Nowotwór okazał się zaciekłym przeciwnikiem, opornym na leczenie. Jestem już na trzeciej linii leczenia, tj. ostatniej, dostępnej i refundowanej w Polsce. Stan mojego zdrowia to istna sinusoida. Dobre wyniki, remisja, a innego dnia łzy związane z nawrotem choroby, która rozsiała się jeszcze bardziej, do tego zaczęły się problemy z wątrobą… Nie poddaję się jednak i wierzę, że jeszcze da się coś zrobić.
Nasze życie to ciągła walka, to wzloty i upadki, ciągłe wyjazdy do lekarzy i pobyty w szpitalu… Ale dla moich dzieci jestem w stanie zrobić wszystko, żeby miały mamę jak najdłużej, bo o rokowaniach w moim stanie lepiej nie dyskutować. Powiedzmy, że to tylko statystyki, w które nie chcę i nie mogę wierzyć… W miarę możliwości staram się zapewnić moim synkom normalne i szczęśliwe dzieciństwo, choć do normalności to daleko, bo mama ciągle odwiedza lekarzy i szpitale. Cieszymy się każdą chwilą, którą możemy spędzić razem.

Zbliżam się do momentu, w którym lekarze w Polsce nie mogą już nic dla mnie zrobić… Za granicami kraju jest więcej możliwości. Na razie udało się zrobić część badan genetycznych, w marcu mam zarezerwowany wyjazd do Niemiec na wnikliwe badania i leczenie. Niestety, jestem tam prywatną pacjentką, więc za wszystko muszę płacić… Taki wyjazd to koszt około 6 tysięcy euro. Dalsze leczenie to kolejne potrzebne środki… Leki, które przyjmuje na stałe, a które mają uśmierzać potworny ból, też nie są refundowane!
Istnieją jeszcze inne możliwości zagranicznego leczenia, z których w miarę naszych zasobów i z Waszą pomocą będziemy korzystać, aby mój czas przy dzieciach wydłużyć choćby o jeden dzień. Wierzę, że to nie rak dał mi życie i nie on mi je odbierze.
Są przypadki wyleczeń z najgorszych typów nowotworów, także w ostatnich fazach ich rozwoju. Chcę i wierzę, że mi również się to uda. W imieniu swoim i swojej rodziny proszę o pomoc i dziękuję wszystkim za każdą złotówkę i niesamowite wsparcie, które czuję, że wpływa z każdym przelewem.
Wpłaty
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
Dużo siły
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł