Maja Golimowska - zdjęcie główne

Wypadek, który Maja cudem przeżyła

Cel zbiórki: Terapia komórkami macierzystymi i rehabilitacja Mai, by cofnąć skutki wypadku

Organizator zbiórki:
Maja Golimowska, 8 lat
Kowale/gdańsk, pomorskie
uraz czaszkowo-mózgowy, padaczka, kurczowe porażenie czterokończynowe, wzmożone napięcie , zespół piramidowy, zanik nerwów wzrokowych, niedoczynność tarczycy, refluks żołądkowo-przełykowy, skolioza
Rozpoczęcie: 31 marca 2017
Zakończenie: 8 kwietnia 2017
126 485 zł(117,98%)
Wsparło 5677 osób
Spoczywaj w pokoju

Cel zbiórki: Terapia komórkami macierzystymi i rehabilitacja Mai, by cofnąć skutki wypadku

Organizator zbiórki:
Maja Golimowska, 8 lat
Kowale/gdańsk, pomorskie
uraz czaszkowo-mózgowy, padaczka, kurczowe porażenie czterokończynowe, wzmożone napięcie , zespół piramidowy, zanik nerwów wzrokowych, niedoczynność tarczycy, refluks żołądkowo-przełykowy, skolioza
Rozpoczęcie: 31 marca 2017
Zakończenie: 8 kwietnia 2017

Kiedyś nieodpowiedzialność jednego człowieka sprawiła, że nasz świat się zawalił, że na chwilę straciliśmy wiarę w ludzi. Teraz, dzięki Wam, wierzymy znów – jeszcze bardziej niż kiedyś. Nie spodziewaliśmy się, że na swojej drodze spotkamy tyle dobrych serc. Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy postanowili wyciągnąć w naszą stronę pomocną dłoń. Dzięki Wam mamy szansę odzyskać zdrowie naszej córeczki. Mamy szansę odzyskać szczęście, które straciliśmy przez tragiczny wypadek! Dziękujemy!

–Lilianna i Paweł, rodzice Mai 

Maja Golimowska

Opis zbiórki

Tamtego dnia prawie zginęłyśmy - ja i moje dwie córeczki. Maja zamiast trafić wieczorem do łóżeczka, w ciężkim stanie trafiła na Oddział Intensywnej Terapii. Ja zamiast tulić ją do snu, leżałam ciężko ranna na stole operacyjnym. Kiedy doszło do wypadku, byłam w ciąży. Lekarze równocześnie ratowali Maję, mnie i moje nienarodzone dziecko. Mojemu mężowi kazali przygotować się na najgorsze - na utratę trzech najdroższych mu osób. W mojej głowie ten wypadek jakby się nie wydarzył. Chociaż byłam przytomna, nie pamiętam nic. Ostatnie wspomnienie z mojego szczęśliwego, dawnego życia to słowa wypowiadane do męża z tylnego siedzenia - że za chwilę będziemy w domu, że położę Maję - naszą córeczkę - spać. Nie dotarliśmy do domu. Bezmyślność jednego człowieka zniszczyła nasze całe dotychczasowe życie. Najbardziej ucierpiała Maja, którą dziś ze wszystkich sił pragniemym odzyskać.

Maja Golimowska

Wracaliśmy z badania USG. Za kilka tygodni miałam urodzić zdrową córeczkę - Lenkę. Razem z nami jechała Maja. Dzień wcześniej całowała mój brzuch i powtarzała “dzidzia” - nie mogła doczekać się swojej siostrzyczki, chciała jechać z nami na badanie. Kiedy opowiadałam jej o Lence, w jej oczach zapalały się iskierki. Iskierki, które tak bardzo chciałabym teraz odzyskać. W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze tylko do moich rodziców po mojego bratanka Marcela, który tej nocy miał u nas spać. Maja zaczynała marudzić, była śpiąca. Może gdybyśmy chwilę dłużej zostali u rodziców…

Byliśmy kilometr od domu. W trójkę siedzieliśmy na tylnym siedzeniu - po lewej stronie Maja, po prawej mój bratanek, a w środku ja. Pamiętam jeszcze tylko Majeczkę zasypiającą w foteliku obok mnie i coraz bardziej intensywne światło. Resztę wiem z opowiadań męża. Silne światło należało do samochodu, który jechał nie swoim pasem - prosto na nas. Mój mąż próbował jeszcze uciekać, ale nie było drogi ucieczki - po jednej stronie była skarpa, po drugiej bariera energochłonna. Później był już tylko huk i głucha cisza po zderzeniu. Przerwał ją płacz Marcela. Maja, która jeszcze przed chwilą zasypiała przy moim ramieniu leżała nieprzytomna i sina - uderzyła główką o przednie siedzenie, bo pasy, którymi była przypięta do fotelika nie zadziałały tak, jak powinny. Krzyczałam z bólu i przerażenia. Miałam powykręcane nogi - każda w inną stronę. Choć szok był na tyle silny, że dziś nic nie pamiętam, jestem pewna, że już wtedy wiedziałam, co się wydarzyło. Obok mnie nieprzytomna leżała przecież moja mała córeczka. Myślę, że gdybym pamiętała obrazy z tamtych kilkunastu minut, do dziś nie potrafiłabym zasnąć.

Gdyby mój mąż nie był wtedy przytomny, Maja już by nie żyła. Reanimował ją - siną i chłodną - do przyjazdu karetki. On pamięta wszystko, każdy obraz i każdy szczegół. Zawsze, kiedy musi o tym opowiedzieć, załamuje mu się głos. Trudno mu do tego wracać, bo komu nie byłoby trudno wrócić myślami do dnia, w którym prawie stracił wszystko, co najcenniejsze?

Maja Golimowska

Nasze życie w ciągu zaledwie kilku sekund rozsypało się przez bezmyślność jednego człowieka. W drugim samochodzie za kierownicą siedział 21-letni chłopak. Nie miał prawa jazdy, a układ hamulcowy samochodu, który prowadził nie był sprawny. Nie chcę wciąż rozpamiętywać tego, co się stało, ale bardzo boli mnie to, że człowiek, który wyrządził nam taką krzywdę wciąż przebywa na wolności, że kiedy my umieraliśmy ze strachu o nasze dzieci, on bezkarnie chodził po świecie. Od ponad roku czeka na rozprawę. Chociaż wie, kim jesteśmy, nigdy nie usłyszeliśmy od niego słowa “przepraszam”.

Od tamtego dnia swoje życie dzielę na dwa etapy - przed i po wypadku. Ostatnia rzecz, którą pamiętam z tego pierwszego to światło zbliżającego się auta. Pierwsza rzecz po wypadku to światło szpitalnych lamp. Byłam półprzytomna - pamiętam ból, strzępy rozmów lekarzy, białe kitle, pośpiech i te myśli w głowie: “Maja! Co z Mają? Co z Lenką?”. Miałam połamane nogi, uszkodzony kręgosłup, potłuczone płuca, nerki i wątrobę. Doznałam krwotoku wewnętrznego - konieczne było cesarskie cięcie. Lenka przyszła na świat o dwa miesiące za wcześnie - z wylewem III stopnia i niewydolnością. Po cesarce i przetoczeniu mi krwi lekarze nie dawali nam szans. Noc miała przesądzić o wszystkim. Mój mąż, mama i siostra mieli być gotowi na najgorsze - mieli stracić trzy ukochane osoby.

Maja Golimowska

Przeżyłyśmy. Chociaż wypadek wydarzył się ponad rok temu, daleko nam do naszego dawnego życia. Maja do dziś nie zobaczyła siostrzyczki, na którą tak czekała. W wyniku wypadku obumarła jej półkula mózgu - nie widzi, nie słyszy i nie chodzi. Z nas wszystkich to ona została najbardziej poszkodowana. Doszło do uszkodzenia Ośrodkowego Układu Nerwowego, porażenia czterokończynowego, uszkodzenia nerwów wzrokowych. Jeszcze kilka dni wcześniej całowała mnie, posyłała mi uśmiechy, teraz słyszałam od lekarzy, że już nigdy nie zobaczy naszych uśmiechów, bo jej oczka nie widzą. Maja miała szczęście, że kości czaszki nie uszkodziły skóry jej głowy. W przeciwnym razie nie uratowanoby jej. Kiedy patrzę na stare zdjęcia Majeczki, widzę moją córeczkę uśmiechniętą i zdrową. Teraz trudno u niej o uśmiech...

Od wypadku nie było dnia, kiedy wszyscy razem bylIśmy w domu. Maja od ponad roku leży w szpitalu w Kościerzynie, a ja opiekuję się nią na zmianę z mężem. Częściej jest z nią mąż - Majeczkę trzeba czasem podnosić, a mi uraz kręgosłupa nie pozwala dźwigać. Jeszcze długo nie wezmę swojej córeczki na ręce. Lenka powoli wraca do zdrowia, jednak jako wcześniak potrzebuje rehabilitacji. Mój bratanek doszedł już do siebie. Razem z mężem zrezygnowaliśmy z pracy. Musimy zrobić wszystko, by jak najlepiej opiekować się naszymi dziewczynkami. Mąż Majeczką w szpitalu, a ja w domu Lenką i dwiema starszymi, prawie już dorosłymi córkami.

Wiem, że czasu już nie cofniemy, ale mamy szansę, by choć po części cofnąć skutki wypadku dla naszej córeczki. Pod koniec ubiegłego roku Maja została zakwalifikowana na terapię komórkami macierzystymi. Zdaniem lekarzy mózg dziecka jest na tyle plastyczny, że Majeczka może wrócić do stanu sprzed wypadku. Zrobię wszystko, by tak się stało, bo choć w domu mam trzy wspaniałe córki, czasu z Mają nie zastąpi żadna z nich, ponieważ każda jest jedyna i niepowtarzalna. Potrzeba przebywania z dzieckiem i chronienia go to dla każdej matki priorytet. Ja nie miałam szansy obronić Mai przed wypadkiem, ale teraz z całych sił walczę o jej zdrowię. Wierzę, że terapia sprawi, że Majeczka będzie chodzić, śmiać się i patrzeć na mnie jak dawniej. Jeśli nie zareagujemy na czas, możemy bezpowrotnie stracić szansę na to wszystko...

Maja Golimowska

Ktoś powie, że życie toczy się dalej. Tak, toczy się, ale nie tak, jakbym tego chciała. Nie chcę już rozdzielonej rodziny, nie chcę codzienności w szpitalu, nie chcę ciągłych rozmów z lekarzami, nie chcę czuć niepokoju, lęku, strachu, bólu. W ciągu zaledwie kilku dni poznałam wszystkie najgorsze uczucia. Chciałabym już żyć jak każdy z Was, żyć na moich warunkach. Kiedy wypowiadam wszystkie te słowa, płaczę, bo każde wspomnienie wypadku i tego, co nastało zaraz po nim jest nie do wytrzymania. Kiedy przypominam sobie nas sprzed wypadku, pęka mi serce. Byliśmy szczęśliwi. Codziennie rano Majeczka uśmiechała się do nas. Kiedyś nie zastanawiałam się nad tym jakoś szczególnie, ale dzisiaj zdaję sobie sprawę z tego, jak piękne było moje proste życie. 

Jesteśmy szczęściarzami, że Maja ciągle jest z Nami, że walczy o powrót do zdrowia. Choć patrzenie na Nią w takim stanie ciągle boli, w pamięci mam jak się śmieje, jak rzuca liśćmi, jak mnie przytula. Przed nami jeszcze bardzo długa droga, by przywrócić Mai zdrowie, by na stałe być razem w domu, ale nie poddajemy się.  Wierzymy, że z Waszą pomocą uda się sprawić, że odzyskamy Majeczkę.  Proszę, pomóżcie przywrócić dawne szczęście mojej rodzinie...

 

Wybierz zakładkę
Sortuj według
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    10 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    20 zł

    Dla Majeczki. Mocno trzymamy kciuki za powodzenie terapii i rehabilitacji :*

  • Agnieszka Kuzma
    Agnieszka Kuzma
    Udostępnij
    100 zł

    Trzymajcie sie kochane!!!!

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    5 zł

    Wracaj Kruszywo do zdrowia!!

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    3 zł

    Będzie dobrze

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    20 zł