
W tej chwili trwa walka o wszystko❗️Mamy czas do końca grudnia!
Cel zbiórki: Kontynuacja leczenia w Tubingen
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Kontynuacja leczenia w Tubingen
Aktualizacje
Gaśnie życie❗️ Maksym ma tylko miesiąc na ratunek!
Najpóźniej do końca grudnia musimy opłacić jego dalsze leczenie w klinice w Tybindze w Niemczech, gdzie lekarze uratowali Maksymowi życie!
Po kilku nieudanych operacjach w Polsce, Maksym trafił w końcu do Tybingi, gdzie był operowany przez jednego z najwybitnijeszych neurochirurgów w Europie - prof. Honeggera.
Profesor usunął guza mózgu, z którym wcześniej nie poradzili sobie lekarze w Polsce. To on dał mu nadzieję na życie.

Tylko regularne kontrole w klinice w Tybindze są w stanie potwierdzić, czy guz jest cały czas pod kontrolą, czy nie zaczął odrastać. Czy znów nie grozi Maksymowi. Dlatego błagamy dziś o wsparcie, które umożliwi Maksymowi dalszą opiekę przez niemieckich specjalistów. Bez tego jego życie może znów stanąć pod znakiem zapytania...
Opis zbiórki
Najpóźniej do końca grudnia musimy opłacić jego dalsze leczenie w klinice w Tybindze w Niemczech, gdzie lekarze uratowali Maksymowi życie! Guz jest wycięty, ale w każdej chwili może zacząć odrastać, a wtedy może być już za późno!
Pierwsza zbiórka na Maksyma była zorganizowana na pokrycie kosztów badań molekularnych guza. Maksym miał w Polsce zacząć nowe życie. Nie udało się – wyprzedziła go choroba, która przykuła go do łóżka i odebrała mu całą nastoletnią radość życia. "Dziś w oczach mojego synka brakuje błysku, a on sam każdego dnia zmaga się z bólem i potworną świadomością, że jego życie zmieniło się nieodwracalnie" – mówi mama.

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2019 roku. To wtedy Maksyma zaczęła boleć głowa. Na początku bóle były silne, ale sporadyczne. Lekarze z przychodni kazali podawać mu środki przeciwbólowe, ale z każdym dniem sytuacja stawała się coraz trudniejsza.
"Te migreny stawały się coraz mocniejsze. Miał wrażenie, że rozsadza mu głowę od środka. Potem doszły wymioty i stopniowe pogorszenie wzroku". Po pewnym czasie ból towarzyszył mu przez cały dzień. Budził go o 4.00 nad ranem ze snu. Sprawiał, że syn cały czas wymiotował. On, choć taki już duży, płakał z bólu… Gdy zobaczyłam jego łzy, wiedziałam, że muszę działać.
Potem wszystko potoczyło się szybko. Wyjazd do szpitala we Wrocławiu, gdzie Maksymowi zrobiono tomograf, a potem rezonans. Wiadomość, że Maksym ma guza mózgu i wodogłowie. Zaczęłam szukać szpitala, w którym lekarze podejmą się operacji. Niestety, czas nie sprzyjał. To był koniec roku, czas przed świętami" - wspomina mama.

Operacja została wyznaczona na 18 stycznia. Niestety – skończyła się porażką. Lekarze otworzyli głowę Maksyma i powiedzieli, że guza nie da się usunąć. Że każda ingerencja jest niebezpieczna i może doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń. Pobrali jedynie próbki do badań histopatologicznych i skończyli zabieg.
Ponieważ guz uciskał na przysadkę mózgową, Maksym zaczął mieć problemy z gospodarką hormonalną. Trafił na oddział endokrynologii, gdzie spędził blisko miesiąc. Tam przyszły wyniki badań pobranego fragmentu guza.
"Zebrało się konsylium lekarskie, które mnie poinformowało, że to guz w trzecim stopniu złośliwości – astrocytoma anaplastyczna. Usłyszałam, że potrzebna będzie chemia i radioterapia. Lekarze zasugerowali też, żeby poszukać neurochirurga, który zdecyduje się usunąć guza. Po tych słowach niemal od razu wsiadłam w pociąg i popędziłam do Warszawy, do jednego z najlepszych specjalistów w kraju.
Choć nie miałam umówionej wizyty weszłam do gabinetu i na kolanach błagałam, żeby zgodził się zająć moim dzieckiem. Chyba czuwał nade mną Bóg, bo okazało się, że zwolnił się termin i już po tygodniu syn trafił na stół operacyjny".
Zabieg trwał 6 długich godzin, a chirurgom nie udało się w całości usunąć guza. Ryzyko było zbyt duże. Najważniejsze było jednak to, że udało się go znacząco zmniejszyć. Choć i tak nie obyło się bez komplikacji.

Jeszcze na oddziale intensywnej terapii, Maksym dostał napadu padaczki. Okazało się, że konieczna jest kolejna operacja. Podczas niej lekarze założyli mu zastawkę, która odprowadza z głowy nadmiar płynu. Maksym dochodził do siebie przez prawie trzy tygodnie. Tuż przed samym wypisem, przyszła zupełnie nowa informacja dotycząca guza.
Błagamy Was ponownie o ratunek!"
- Wpłata anonimowa10 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Ratujemy Maksyma #dobroWraca
- Wpłata anonimowa20 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Ratujemy Maksyma #dobroWraca
- Wpłata anonimowa20 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Ratujemy Maksyma #dobroWraca
- Wpłata anonimowa2 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Ratujemy Maksyma #dobroWraca
- Wpłata anonimowa10 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Ratujemy Maksyma #dobroWraca
- KGHR369 zł
Cyk i jest 100%. Od Hubiego z Columbus!