Zbiórka zakończona
Maksym Bebeshko - zdjęcie główne

W tej chwili trwa walka o wszystko❗️Mamy czas do końca grudnia!

Cel zbiórki: Kontynuacja leczenia w Tubingen

Zgłaszający zbiórkę:
Maksym Bebeshko, 23 lata
Olesnica, dolnośląskie
Gwiaździak anaplastyczny
Rozpoczęcie: 10 listopada 2020
Zakończenie: 1 stycznia 2021
79 454 zł(100,08%)
Wsparło 1900 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0108209 Maksym

Cel zbiórki: Kontynuacja leczenia w Tubingen

Zgłaszający zbiórkę:
Maksym Bebeshko, 23 lata
Olesnica, dolnośląskie
Gwiaździak anaplastyczny
Rozpoczęcie: 10 listopada 2020
Zakończenie: 1 stycznia 2021

Aktualizacje

  • Gaśnie życie❗️ Maksym ma tylko miesiąc na ratunek!

    Najpóźniej do końca grudnia musimy opłacić jego dalsze leczenie w klinice w Tybindze w Niemczech, gdzie lekarze uratowali Maksymowi życie!

    Po kilku nieudanych operacjach w Polsce, Maksym trafił w końcu do Tybingi, gdzie był operowany przez jednego z najwybitnijeszych neurochirurgów w Europie - prof. Honeggera.

    Profesor usunął guza mózgu, z którym wcześniej nie poradzili sobie lekarze w Polsce. To on dał mu nadzieję na życie. 

    Maksym Bebeshko

    Tylko regularne kontrole w klinice w Tybindze są w stanie potwierdzić, czy guz jest cały czas pod kontrolą, czy nie zaczął odrastać. Czy znów nie grozi Maksymowi. Dlatego błagamy dziś o wsparcie, które umożliwi Maksymowi dalszą opiekę przez niemieckich specjalistów. Bez tego jego życie może znów stanąć pod znakiem zapytania...

Opis zbiórki

Najpóźniej do końca grudnia musimy opłacić jego dalsze leczenie w klinice w Tybindze w Niemczech, gdzie lekarze uratowali Maksymowi życie! Guz jest wycięty, ale w każdej chwili może zacząć odrastać, a wtedy może być już za późno!

Pierwsza zbiórka na Maksyma była zorganizowana na pokrycie kosztów badań molekularnych guza. Maksym miał w Polsce zacząć nowe życie. Nie udało się – wyprzedziła go choroba, która przykuła go do łóżka i odebrała mu całą nastoletnią radość życia. "Dziś w oczach mojego synka brakuje błysku, a on sam każdego dnia zmaga się z bólem i potworną świadomością, że jego życie zmieniło się nieodwracalnie" – mówi mama.

Maksym Bebeshko

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2019 roku. To wtedy Maksyma zaczęła boleć głowa. Na początku bóle były silne, ale sporadyczne. Lekarze z przychodni kazali podawać mu środki przeciwbólowe, ale z każdym dniem sytuacja stawała się coraz trudniejsza.

"Te migreny stawały się coraz mocniejsze. Miał wrażenie, że rozsadza mu głowę od środka. Potem doszły wymioty i stopniowe pogorszenie wzroku". Po pewnym czasie ból towarzyszył mu przez cały dzień. Budził go o 4.00 nad ranem ze snu. Sprawiał, że syn cały czas wymiotował. On, choć taki już duży, płakał z bólu… Gdy zobaczyłam jego łzy, wiedziałam, że muszę działać.

Potem wszystko potoczyło się szybko. Wyjazd do szpitala we Wrocławiu, gdzie Maksymowi zrobiono tomograf, a potem rezonans. Wiadomość, że Maksym ma guza mózgu i wodogłowie. Zaczęłam szukać szpitala, w którym lekarze podejmą się operacji. Niestety, czas nie sprzyjał. To był koniec roku, czas przed świętami" - wspomina mama.

Maksym Bebeshko

Operacja została wyznaczona na 18 stycznia. Niestety – skończyła się porażką. Lekarze otworzyli głowę Maksyma i powiedzieli, że guza nie da się usunąć. Że każda ingerencja jest niebezpieczna i może doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń. Pobrali jedynie próbki do badań histopatologicznych i skończyli zabieg.

Ponieważ guz uciskał na przysadkę mózgową, Maksym zaczął mieć problemy z gospodarką hormonalną. Trafił na oddział endokrynologii, gdzie spędził blisko miesiąc. Tam przyszły wyniki badań pobranego fragmentu guza.

"Zebrało się konsylium lekarskie, które mnie poinformowało, że to guz w trzecim stopniu złośliwości – astrocytoma anaplastyczna. Usłyszałam, że potrzebna będzie chemia i radioterapia. Lekarze zasugerowali też, żeby poszukać neurochirurga, który zdecyduje się usunąć guza.  Po tych słowach niemal od razu wsiadłam w pociąg i popędziłam do Warszawy, do jednego z najlepszych specjalistów w kraju.

Choć nie miałam umówionej wizyty weszłam do gabinetu i na kolanach błagałam, żeby zgodził się zająć moim dzieckiem. Chyba czuwał nade mną Bóg, bo okazało się, że zwolnił się termin i już po tygodniu syn trafił na stół operacyjny".

Zabieg trwał 6 długich godzin, a chirurgom nie udało się w całości usunąć guza. Ryzyko było zbyt duże. Najważniejsze było jednak to, że udało się go znacząco zmniejszyć. Choć i tak nie obyło się bez komplikacji.

Maksym Bebeshko

Jeszcze na oddziale intensywnej terapii, Maksym dostał napadu padaczki. Okazało się, że konieczna jest kolejna operacja. Podczas niej lekarze założyli mu zastawkę, która odprowadza z głowy nadmiar płynu. Maksym dochodził do siebie przez prawie trzy tygodnie. Tuż przed samym wypisem, przyszła zupełnie nowa informacja dotycząca guza.

Błagamy Was ponownie o ratunek!"

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Ta zbiórka jest zakończona, ale Maksym Bebeshko wciąż potrzebuje Twojej pomocy.

WesprzyjWesprzyj