Małgorzata Jurczak - zdjęcie główne

Guz mózgu zaatakował Małgosię – konieczna PILNA operacja❗️

Cel zbiórki: Operacja neurochirurgiczna, leczenie pooperacyjne, rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Małgorzata Jurczak, 55 lat
Sieradz, łódzkie
Nowotwór złośliwy mózgu - glioblastoma
Rozpoczęcie: 30 października 2023
Zakończenie: 26 marca 2024
46 441 zł(19,84%)
Wsparło 466 osób
Spoczywaj w pokoju

Cel zbiórki: Operacja neurochirurgiczna, leczenie pooperacyjne, rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Małgorzata Jurczak, 55 lat
Sieradz, łódzkie
Nowotwór złośliwy mózgu - glioblastoma
Rozpoczęcie: 30 października 2023
Zakończenie: 26 marca 2024

Aktualizacje

  • Małgorzata jest po operacji. Potrzebna intensywna rehabilitacja❗️

    Drodzy Darczyńcy, 

    na wstępie chciałam podziękować za całe dotychczasowe wsparcie, które pomogło opłacić mi operację wycięcia guza mózgu. Operacja odbyła się 7 listopada, a lekarz wyciął tyle, ile był w stanie. 

    To jednak nie koniec mojej walki. Niestety, pozostał wciąż niedowład, z którym walczyłam wcześniej. Dodatkowo w grudniu zachorowałam na zapalenie płuc, które tylko pogorszyło mój stan...

    Obecnie moja lewa ręka właściwie nie działa – jest bezwładna. Z powodu częściowego niedowładu ciała nie mogę też sama chodzić. Cały czas potrzebuję opieki... Już dwa razy się przewróciłam na schodach... Moje mięśnie są bardzo osłabione. 

    Małgorzata Jurczak

    Obecnie najpilniejszą moją potrzebą jest rehabilitacja, ale nie jestem w stanie jej już opłacić. By uregulować dług w klinice, wydałam wszystkie swoje oszczędności, część pożyczyłam od rodziny, pozostała część była ze środków ze zbiórki. Nie zostało mi już nic. 

    Dlatego z całego serca proszę o pomoc w walce o zdrowie i życie. Bardzo chcę jeszcze walczyć, by być tu jak najdłużej, by wygrywać kolejne bitwy z tym trudnym przeciwnikiem i móc jeszcze cieszyć się życiem... 

    Małgorzata

Opis zbiórki

W jednej chwili byłam pełną pasji i chęci do życia osobą, w drugiej – pacjentką onkologiczną z wyrokiem… Majówkę 2022 roku spędziłam, chodząc po górach. Kręciło mi się momentami w głowie, dlatego po powrocie obiecałam sobie pójść do okulisty. Myślałam, że mam coś z błędnikiem. Nie zdążyłam… 

W domu straciłam przytomność. Karetka zabrała mnie do szpitala. Pierwsze badanie tomografem wykazało coś, co zaniepokoiło lekarzy. Skierowali mnie na rezonans. “Ma Pani guza mózgu” – usłyszałam. Świat się zawalił. 

13 maja przeszłam operację. Lekarzom udało się usunąć guza w całości, z marginesem. Z nadzieją, że najgorsze za mną, czekałam na wyniki biopsji. Nikt przecież nie spodziewa się najgorszego! Ja też nie, a mimo to poznałam najgorszą z możliwych diagnoz. Mam glejaka wielopostaciowego IV stopnia. Najgorszy z możliwych guz mózgu. Bardzo złośliwy…

Po operacji przeszłam radioterapię połączoną z chemią. Wierzyłam, że to da mi jak najwięcej czasu spokoju. Niestety, po 8 miesiącach nowotwór powrócił! Bałam się kolejnej operacji, jeszcze nie doszłam do siebie po poprzedniej… Lekarze powiedzieli jednak, że umrę, jeśli się jej nie podejmę. W styczniu 2023 roku przeszłam więc kolejną operację usunięcia guza mózgu. Konieczność wycięcia marginesu sprawiła, że uszkodzone zostały struktury mózgu. Lewa strona mojego ciała została częściowo sparaliżowana…

Wróciłam do domu w stanie leżącym. Opiekowała się mną mama – niemal 90-letnia. Jakbyśmy cofnęły się w czasie o 55 lat. Ja – znów bezradna, leżąca, potrzebująca nieustannej opieki, łącznie ze zmnieniem pampersów i mama, która się mną zajmuje. Ale jest przecież inaczej. Zupełnie nie tak powinno być…

Wydałam więc wszystkie oszczędności na masaże i rehabilitację, by jak najszybciej móc chodzić. To, co oferowało NFZ było kropelką w morzu potrzeb – pewnie ciągle bym leżała, gdyby, tylko na to liczyła. A może już by mnie nie było…

Teraz chodzę, ale lewa ręka nadal jest niewładna. Ale nie to jest najgorsze… Znów, po kolejnych zaledwie 8 miesiącach dowiedziałam się o wznowie! 

Tym razem lekarze z Łodzi powiedzieli, że usunięcia guza będzie się wiązało z całkowitym paraliżem lewej strony ciała. Usuną guza, ale ja mam po życiu… Zostanie mi leżenie i patrzenie w sufit, czekając na kolejną wznowę… A ja jeszcze tak bardzo chciałabym móc korzystać z życia! Choć na kilka procent. Nie być obciążeniem dla mojej mamusi…

Dlatego moją jedyną szansą jest operacja w prywatnej klinice w Kluczborku. W jej trakcie następuje wybudzenie, dlatego lekarz będzie wiedział, ile dokładnie guza wyciąć, bym nie została sparaliżowana. To moja jedyna nadzieja! Ale nie jest refundowana…

Koszt samej operacji to 90 000 złotych. Potem opieka pooperacyjna, znów mozolna rehabilitacja i dalsze leczenie w szpitalu w Gliwicach. Kwota dla mnie nie do zdobycia, tym bardziej, że wszystkie moje oszczędności przeznaczyłam na rehabilitację i leczenie, a jestem na zasiłku – przez chorobę nie mogę pracować. 

Marzę o tym, by dostać rok spokojnego życia, a może nawet 2! Bez wznowy, bez paraliżu. Choć jeszcze trochę życia…

Nie mam wiele czasu. Operacja musi odbyć się jak najszybciej. Guz rośnie i coraz bardziej uciska. Proszę o pomoc…

Małgorzata

Wpłaty

Sortuj według