Marcin Kopacz - zdjęcie główne

Na szpitalnym parkingu dostał ataku padaczki i uderzył głową o asfalt❗️Dziś nie chodzi ani nie mówi! Ratuj Marcina – męża i tatę dwójki dzieci❗️

Cel zbiórki: Wielomiesięczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym

Organizator zbiórki:
Marcin Kopacz, 33 lata
JEDLICZE
Stan po urazie głowy, stan po odbarczeniu kostno-twardkowym, wodogłowie, niedowład prawostronny, krwiak przymózgowy nad prawą półkulą mózgu, krwiaki śródmózgowe płatów czołowych i w lewym płacie skroniowym, padaczka
Rozpoczęcie: 5 czerwca 2026
Zakończenie: 5 września 2026
79 319 zł(37,28%)
Brakuje 133 447 zł
WesprzyjWsparły 853 osoby
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0985622
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361 Fundacja Siepomaga
Cel szczegółowy 1,5%0985622 Marcin

Cel zbiórki: Wielomiesięczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym

Organizator zbiórki:
Marcin Kopacz, 33 lata
JEDLICZE
Stan po urazie głowy, stan po odbarczeniu kostno-twardkowym, wodogłowie, niedowład prawostronny, krwiak przymózgowy nad prawą półkulą mózgu, krwiaki śródmózgowe płatów czołowych i w lewym płacie skroniowym, padaczka
Rozpoczęcie: 5 czerwca 2026
Zakończenie: 5 września 2026

Opis zbiórki

3 marca 2026 roku to dzień, w którym w naszej rodzinie wydarzyła się tragedia, która nie powinna była się nigdy wydarzyć. Tragedia, która zmieniła nasze życie na zawsze. 

To właśnie tego dnia weszłam do łazienki i znalazłam męża leżącego nieruchomo na posadzce. Moje serce na ułamek sekundy się zatrzymało. Natychmiast rzuciłam się na pomoc Marcinowi. Od razu wezwałam też karetkę, która przetransportowała go do szpitala. Okazało się, że doszło do napadu padaczki… 

Byliśmy w szoku, przecież mąż jest po trzydziestce i nigdy nie chorował! Starałam się jednak nie załamywać. Powtarzałam sobie w myślach, że przecież wyszedł z tego cały. Że taki niespodziewany atak mógł zakończyć się o wiele gorzej.

Marcin Kopacz

Marcin już po paru godzinach powinien opuścić szpital, a ja miałam zabrać go do domu. Przemierzałam więc autem kolejne ulice, myśląc tylko o tym, że już zaraz znowu go zobaczę, przytulę… Że wspólnie wrócimy do domu, do naszej córeczki i synka. Że jeszcze wszystko będzie dobrze. 

Gdy tylko dojechałam pod szpital, zadzwoniłam do męża. Jeden sygnał, drugi, trzeci… Spróbowałam jeszcze raz, lecz mąż wciąż nie odbierał. Zaczęłam coraz bardziej się niepokoić. Miałam odebrać go z oddziału, ale pomyślałam, że może zdążył już wyjść i szukałam go wzrokiem na parkingu. Próbowałam znowu zadzwonić. I jeszcze raz. W końcu ktoś odebrał! W słuchawce nie usłyszałam jednak głosu mojego Marcina. To była pielęgniarka.

Okazało się, że mąż został wypisany, zanim zdążyłam przyjechać. Minęliśmy się pewnie o minuty. W oczekiwaniu wyszedł sam na parking, a tam... dostał drugiego napadu padaczki! Upadł na asfalt i całą siłą uderzył o niego głową! Moje serce pękło na tysiąc kawałków, natychmiast rzuciłam się w stronę szpitala. 

Marcin Kopacz

Marcina znalazłam na oddziale neurologii. Okazało się, że doszło do powstania krwiaka przymózgowego nad prawą półkulą mózgu oraz krwiaków śródmózgowe płatów czołowych i w lewym płacie skroniowym. Był zdezorientowany, rozpoznawał mnie, ale mówił tak, jakby był w pracy – zupełnie nie na temat. Zapadła decyzja o przetransportowaniu go na oddział neurochirurgii do innego szpitala.

Pierwsze dni Marcin miał być tylko na obserwacji, ale w 10. dobie jego stan drastycznie się pogorszył. 13 marca musiał przejść operację odbarczania. Nasze dzieci bardzo tęskniły za mężem, jednak mogłam go odwiedzać tylko ja. Tak bardzo chciałam, by wyzdrowiał. Tak bardzo wierzyłam, że jeszcze wyjdzie z tego cały i zdrowy… Niestety, jego stan po raz kolejny się załamał. Pojawiło się wodogłowie i musiał przejść kolejną operację – tym razem założenia drenu odprowadzającego nadmiar płynu.

Od tamtej pory Marcin cały czas jest w szpitalu, a jego stan od początku maja nieustannie się pogarsza. Z młodego, silnego i niezależnego mężczyzny stał się człowiekiem całkowicie uzależniony od pomocy drugiej osoby. Czasem rozumie, co się do niego mówi, czasem nie. Sam jednak nie mówi już nic. Milczy jak zaklęty. 

Marcin Kopacz

A ja? Choć rozpaczliwie chcę być przy nim przez cały czas, to nie jest to możliwe. Mamy dwójkę maleńkich dzieci, które bardzo tęsknią za tatą i tym bardziej potrzebują blisko mamy. Marcelek ma 3,5 roczku, a Melania zaledwie 14 miesięcy… 

Gdy pomyślę, jak wyglądało nasze życie jeszcze parę miesięcy temu, to łzy same napływają mi do oczu. Marcin uwielbiał spędzać czas z Melanią i Marcelkiem. Był oddanym mężem, najcudowniejszym tatą… Złotą rączką, pracowitym i wspierającym człowiekiem…

Dziś prawie nie ma z nim kontaktu, do tego zmaga się z niedowładem. Jedyną szansą na to, że wróci do zdrowia i dawnego życia jest wielomiesięczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym. Niestety, koszty takiego pobytu są zawrotne, a ja nie jestem w stanie sama ich udźwignąć. 

Dlatego proszę, pomóż mi odzyskać męża, a moim dzieciom zwrócić tatę. O niczym tak nie marzę, jak o momencie, gdy Marcin znów powie, że mnie kocha, gdy przytuli nasze dzieci i stanie na nogi, by wrócić do nas. Do domu.

Żona Marcina, Asia

Wybierz zakładkę
Sortuj według