
Dla nich będę walczył do końca! Pomóż mi wygrać z BIAŁACZKĄ❗️
Cel zbiórki: Nierefundowane zagraniczne leczenie onkologiczne
Cel zbiórki: Nierefundowane zagraniczne leczenie onkologiczne
Opis zbiórki
Przez wiele lat czułem, że mam już wszystko. Powolne poranki spędzałem przy kawie i śniadaniu z żoną, codziennie pracowałem nad ciekawymi projektami, wieczory mijały mi przy układaniu klocków z synkiem lub na grze na gitarze. To była moja codzienność, moje wszystko!
Dziś, gdy myślę, że mogę to stracić, moje serce pęka. Jestem śmiertelnie chory – mam ostrą białaczkę. Choć walczę już rok, choroba nie daje za wygraną, a szala zwycięstwa powoli przechyla się w przeciwną stronę…
Jestem przerażony, ale wiem, że nie mogę na to pozwolić! Nie mogę tak bezczynnie czekać. Przecież mam wspaniałą rodzinę, jestem tatą. To zdecydowania najpiękniejsza rola, w jakiej mogę się spełniać. Rodzina jest całym moim światem. Jak mógłbym zostawić ich samych?
Od ponad roku moje życie toczy się wyłącznie wokół choroby. Pierwsze objawy pojawiły się nagle, czułem zmęczenie i osłabienie. Pamiętam, że byłem wtedy na wakacjach. Od razu gdy tylko wróciłem do domu, zrobiłem badania krwi. Wyniki były bardzo złe…

Byłem w szoku! Dosłownie kilka tygodni temu robiłem te same badania, wtedy wszystko było w normie, byłem okazem zdrowia! Diagnoza – ostra białaczka limfoblastyczna była dla mnie jak wyrok. Czułem, jak świat osuwa mi się spod nóg…
Natychmiast rozpoczęliśmy leczenie, zacząłem przyjmować chemię, równocześnie szukając dawcy do przeszczepu. I w końcu udało się, w styczniu tego roku szczęśliwie przeszedłem operację.
Gdy byłem w szpitalu, nie było dnia, w którym nie myślałabym o mojej rodzinie. Rozłąka z nimi była dla mnie naprawdę trudna. Przez dłuższy czas nie mogli mnie nawet odwiedzać, dlatego widywaliśmy się wyłącznie przez kamerkę. Po długich miesiącach spędzonych w szpitalu w końcu mogłem wrócić do domu.
Przeszczep i chemioterapia przyniosły zadowalające rezultaty. Mogłem odetchnąć z ulgą, żyłem nadzieją, że to już koniec. Z każdym dniem czułem się coraz lepiej, a białaczka powoli stawała się tylko przykrym wspomnieniem.
W lipcu udałem się na badania kontrolne. Byłem przekonany, że wszystko jest dobrze. Nie przeszło mi nawet przez myśl, że dosłownie za chwilę znów usłyszę te okropne słowa...

“Przykro mi, mamy wznowę”. Nie mogłem w to uwierzyć! W jednej chwili moje nogi zrobiły się, jak z waty. Osunąłem się na krzesło. Przez chwilę nic do mnie nie docierało. Czułem okropną pustkę, potem żal i złość…
Nie wróciłem już do domu. Jeszcze tego samego dnia zostałem skierowany na oddział. Nowotwór wrócił ze zdwojoną siłą – komórki rakowe namnażały się w zastraszającym tempie. Niestety, po kolejnym intensywnym leczeniu na oddziale hematologii w Gdańsku okazało się, że choroba stała się lekooporna. Oznacza to jedno – koniec leczenia w Polsce. Lekarze pozostają bezradni…
Zamierzam jednak walczyć do końca. Nie zostawię mojego synka i ukochanej żony. Obecnie szukamy pomocy poza granicami kraju. Jesteśmy w kontakcie z kliniką w Izraelu, pod uwagę bierzemy również Belgię. Choć nie mamy jeszcze ostatecznego kosztorysu, jesteśmy świadomi, że koszty leczenia będą ogromne.
Niestety, czuję się coraz gorzej. Chemia narobiła wiele szkód w moim organizmie, tracę wzrok. Opadłem z sił, dlatego od kilku dni znów jestem w szpitalu. Jestem jednak gotowy, by po raz kolejny stanąć do walki. Potrzebuję tylko odrobiny Waszego wsparcia. Nie damy rady udźwignąć wszystkich kosztów leczenia, dlatego z całego serca proszę o pomoc!
Pamiętajcie, każda wpłata to dla mnie szansa na ŻYCIE! Dziękuję.
Marcin

Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową

- Wpłata anonimowa500 zł
- Edyta (w imieniu Jarka)100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Renata i Henryk50 zł
- Anonimowy Pomagacz50 zł