
RAK zabiera ją z moich ramion❗️Potrzebna NATYCHMIASTOWA pomoc dla Marcelinki!
Cel zbiórki: walka z nowotworem - leczenie onkologiczne w USA
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: walka z nowotworem - leczenie onkologiczne w USA
Aktualizacje
Marcysia rozpoczęła leczenie w USA! Jesteśmy tu dzięki Wam... Dziękujemy i prosimy o dalszą pomoc!
Kochani,
jesteśmy już w USA, gdzie Marcysia rozpoczęła leczenie. Przed nią długa walka o to, by mogła widzieć świat swoimi pięknymi oczkami, ale przede wszystkim walka o to, co najcenniejsze - o życie i zdrowie.
Dziękujemy Wam za ten zryw dobrych serc, za wsparcie i za zaangażowanie. To dzięki Wam Marcysia jest pod opieką najlepszego specjalisty w leczeniu siatkówczaka na świecie... Córeczka dostała już chemię bezpośrednio do oczek.
Nowotwór jest nieprzewidywalną chorobą, a my boimy się, co przyniesie jutro... Guzy są agresywne i nie zareagowały tak, jak powinny, na leczenie chemią ogólną w Polsce. Pierwsza recepta na leki, jaką dostaliśmy, opiewała na 400 dolarów... Pobyt tu jest bardzo drogi, a Marcysia będzie musiała być kontrolą lekarzy jeszcze przez wiele lat.

Zbiórka trwa nadal, bo boimy się, że jeśli dojdzie do nieprzewidzianych sytuacji, zabraknie nam środków i leczenie zostanie przerwane... Nie możemy do tego dopuścić! Nadwyżka ze zbiórki zostanie przeznaczona na dalsze leczenie Marcelinki i jej walkę z nowotworem, która na pewno będzie bardzo długa.
Kochani, mamy nadzieję, że będziecie dalej z nami. To, co zrobiliście i robicie dla nas i dla naszej córeczki, jest cudowne... To dzięki Wam jesteśmy w miejscu, w którym Marcysia ma szansę na wygraną z nowotworem i odzyskanie beztroskiego dzieciństwa.
W imieniu swoim i przede wszystkim Marcelinki dziękujemy Wam serdecznie za pomoc i wsparcie.
PILNE❗️Mamy odpowiedź z USA, koszt leczenia jest OGROMNY... Jeszcze większy jest strach o jej życie. Uratuj Marcelinkę!
Kochane ciocie i wujkowie Marcelinki,
dostaliśmy zielone światło z USA. Mamy już wstępny kosztorys leczenia, czekamy jeszcze na fakturę za chemię dotetniczą, która będzie odbywać się w innym szpitalu. Już wiemy, że koszty będą większe niż zakładaliśmy... Musimy zwiększyć kwotę zbiórki na podstawie dokumentów, które otrzymaliśmy. Kosz samego leczenia w MSCKK wyniesie 178,430 USD plus do tego koszty za chemię dotetniczą 4 x 40000$. Marcelinkę czeka ogromna walka o zdrowie, a koszty niestety naprawdę będą ogromne...
Jeszcze większy jest natomiast strach, że nam się nie uda, że rak zabierze Marcelince wzrok, a co najgorsze, że zabierze ją nam raz na zawsze...

Dziś jest ten mój gorszy dzień, bo cały czas łzy same lecą mi po policzkach. Czasem tak myślę, ze to wszystko - onkologia, strach, walka z rkaiem - nie dzieje się naprawdę. Ale niestety to nasza rzeczywistość.
Bardzo Wam dziękujemy za pomoc, niestety to kropla w morzu potrzeb. Dlatego proszę Was, udostępniajcie, gdzie tylko możecie, powiedzcie o Marcysi całemu światu, pomóżcie nam uratować te śliczne niebieskie promyczki...
Pomóżcie nam ocalić naszą córeczkę.
Opis zbiórki
BARDZO PILNE❗️Nowotwór zaatakował malutkie dziecko! Marcysia traci wzrok - guz zajął 1/3 prawego oczka, którym dziewczynka już nie widzi... Jest też w oczku lewym, choroba gwałtownie postępuje - zaczęła się dramatyczna walka o życie i zdrowie! Zrozpaczeni rodzice chcą zrobić wszystko, by ratować swoje maleństwo! Potrzebne jest Wasze wsparcie - potrzebujemy ogromnego zrywu dobrych serc, bo leczenie ma się zająć JAK NAJSZYBCIEJ!
Mama Marcysi kilka lat temu pomogła na Siepomaga dziewczynce, cierpiącej na ten sam rodzaj raka co jej córeczka. Dziś to jej malutka córeczka walczy o zdrowie i życie... Mamy ogromną nadzieję, że dobro, które podarowała innym, dziś do niej wróci - prosimy Was o pomoc!

"Moja malutka dziewczynka skończyła zaledwie roczek, a już musi mierzyć się z najgorszym. 1 sierpnia dowiedzieliśmy się z mężem, że Marcelinka ma raka. W jednej sekundzie słyszysz takie wieści i rozpadasz się na kawałki, w drugiej trafiasz na dziecięcą onkologię, którą wkrótce poznajesz dobrze jak własnym dom... I nic nie jest już takiej jak wcześniej.
Marcelinka była długo wyczekanym dzieckiem, urodziła się bez żadnych komplikacji... Dzień jej narodzin był najszczęśliwszym dniem w naszym życiu. Rozwijała się prawidłowo, nie chorowała. Nigdy nie sądziliśmy, że za chwilę jej beztroskie dzieciństwo i nasze spokojne życie skończy się w jednej chwili... Że częścią naszej codzienności staną się takie słowa jak: rak, rokowania, chemia oraz przeraźliwy strach o życie naszego dziecka...
W lipcu pojechaliśmy całą rodziną na weekend nad morze. Radość z odpoczynku, niczym cień, zmąciła jedna sytuacja... Przebierając córeczkę w ciemnej łazience, zauważyłam w jej oczku złoty odblask. Dosłownie mnie wtedy zmroziło... Kilka lat temu wspierałam na Siepomaga chorą dziewczynkę. Cierpiała na siatkówczaka - rzadki nowotwór złośliwy oczu... Pamiętam, że pierwszym objawem tej choroby był odblask w oczku dziewczynki... Patrzyłam w oczy mojej córeczki i nie myślałam o niczym innym niż o tym, czy moje dziecko też ma raka. Jak się niestety okazało, miałam rację.

Lekarz pierwszego kontaktu zbagatelizował moje objawy... Stwierdził, że mamy zdrowe dziecko i żebyśmy przestali wymyślać. Ja jednak czułam, że coś jest nie tak... Ta myśl nie dawała mi spokoju. Kiedy mąż też zobaczył odblask w oczach córeczki, ogarnęła nas panika. Zadzwoniłam do innego lekarza, nie wyprosiłam, ale dosłownie wypłakałam termin... Córeczkę badało kilkunastu specjalistów, na rozmowę z nami przyszła sama ordynator. 1 sierpnia będzie bardzo długo w naszych głowach, usłyszeliśmy to, czego baliśmy się najbardziej - siatkowczak, nowotwór złośliwy, postać genetyczna obuoczna. Tragedia... Świat runął w posadach. Żadne z nas nie pamięta dalszej rozmowy z lekarzem.
Okazało się, że w prawym oczku córeczki jest guz, który zajął już 1/3 oczka... Doszło do odwarstwienia siatkówki, Marcysia tym oczkiem nie widzi. Na obwodzie lewego oczka są już dwa podwójne guzy... Rak atakuje i nie zatrzyma się przed niczym. To w dodatku bardzo rzadki rodzaj nowotworu... Trafiliśmy do szpitala w Warszawie i tak zaczęła się nasza walka.
Marcysia dostała pierwszy cykl chemii ogólnej, po której stała się bardzo osowiała, słabiutka i tkliwa... Szalejemy z niepokoju, wiemy, że chemia może spowodować szereg powikłań... Marcysia może przestać słyszeć, być opóźniona w rozwoju, mieć problemy z nerkami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze już tak małemu dziecku ten potwór zabrał możliwość widzenia na jedno oko. Nie pozwolimy zabrać mu drugiego.

Kilka dni rozsypki sprawiło, że wstaliśmy silniejsi i gotowi do walki o nasze jedyne dziecko. Szukamy pomocy, bo pojawił się płomyk nadziei na leczenie w USA, niestety - bardzo kosztowne... Dr Abramson, przyjmujący w szpitalu z Nowym Jorku, jest specjalistą w leczeniu tak rzadkiego nowotworu, jakim jest siatkówczak. Wysłaliśmy już dokumentację medyczna do USA, czekamy tylko na odzew. Tam małe życie Marcysi nie będzie zatruwane chemią ogólną, dostanie chemię bezpośrednio do jednego i drugiego chorego oczka. Jest nadzieja nie tylko na uratowanie oczka lewego, ale też prawego, bardziej chorego - póki jest szansa, że siatkówka zacznie przylegać i nie trzeba będzie go usuwać, chcemy walczyć!
Leczenie musi się zacząć jak najszybciej.... Żeby tak się stało, musimy zapłacić szpitalowi depozyt. Dokładna kwota nie jest nam jeszcze znana, ale wiemy już, że do 7. roku życia córki będziemy musieli być pod kontrolą lekarzy, bo jest prawdopodobieństwo, że zło wróci.
Chcemy tylko jednego, by nasze maleństwo widziało, by było zdrowe, by żyło... Stąd ta zbiórka i rozpaczliwe wołanie o pomoc. Koszty leczenia za oceanem są tak ogromne, że sami z mężem nie jesteśmy w stanie zrobić nic. Prosimy Was - ludzi o ogromnych sercach - o pomoc w ratowaniu naszej córeczki".
Małgorzata Macura, mama Marcysi

➡️ Marcysi możesz pomóc też przez udział w LICYTACJACH - klik! (otwiera nową kartę)
- Wpłata anonimowa20 zł
- Dental Dialog Maciej DymekX zł
- Kokos198801 Dental DialogX zł
Dużo zdrówka !!

Uda się !!!
- Dental Dialog Maciej DymekX zł
- Kokos198801 Dental DialogX zł
Wszystko będzie dobrze !