

PILNE: Tata dwóch córek walczy o życie❗️Guz mózgu nie może nam zabrać Mariusza, pomocy!
Cel zbiórki: ratowanie życia - immunoterapia w Niemczech
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: ratowanie życia - immunoterapia w Niemczech
Aktualizacje
Twoje wsparcie to nadzieja na ŻYCIE❗️Właśnie zaczęła się kolejna walka... Dziękujemy, że jesteś z nami!
Kochani, chcemy przekazać najważniejsze wieści z naszej walki o życie Mariusza. Dzięki Waszej ogromnej pomocy mogliśmy zapłacić pierwszą ratę, dzięki której Mariusz rozpoczął leczenie w Kolonii. Jesteśmy tu od niedzieli do piątku. To był dla nas czas pełen lęku, ale przede wszystkim – nadziei.
Lekarze są pozytywnie nastawieni. Po raz pierwszy od dawna usłyszeliśmy słowa, które dodały nam ogromnych sił – że ta walka ma sens, że warto i że Mariusz naprawdę może wygrać.

Dziękujemy każdej osobie, która dorzuciła choćby złotówkę, udostępniła zbiórkę, napisała dobre słowo. Wasze wsparcie realnie ratuje życie. Dzięki Wam dzieją się rzeczy niesamowite…
Prosimy – bądźcie z nami dalej. Leczenie jest długie, trudne i bardzo kosztowne… Walka dopiero się zaczyna. A my nie poddamy się, póki jest nadzieja, bo mamy tylko jeden cel: uratować Mariusza, ukochanego męża i tatę.
Dziękujemy, że z nami walczycie.
Opis zbiórki
BARDZO PILNA ZBIÓRKA! Rozpoczęliśmy najważniejszą walkę naszego życia. Walkę o życie Mariusza, mojego ukochanego męża i taty naszych dwóch córek - Julki i Zosi. Mariusz ma 44 lata. W sierpniu usłyszał przerażającą diagnozę - guz mózgu, a konkretnie wielopostaciowy glejak IV stopnia. Bardzo złośliwy i agresywny nowotwór mózgu...
Nigdy nie prosiliśmy o pomoc, zawsze radziliśmy sobie sami. Tej walki sami jednak nie wygramy, bo koszty leczenia są gigantyczne… Stawka jest jednak największą - jest nią życie. Życie wspaniałego męża i taty, który jest filarem naszej rodziny.
Mariusz nie miał praktycznie żadnych niepokojących objawów… Poza jednym - trwające kilka minut mrowienie lewej ręki i nogi, które pojawiło się trzykrotnie. Potem znikało i wszystko wracało do normy. Mąż zaczął szukać przyczyny… Wyniki badań MRI pokazało zmiany w mózgu! To nas zaniepokoiło, ale w najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczaliśmy, że to może być choroba nowotworowa… Że mrowienie ręki jest pierwszym symptomem śmiertelnej choroby, że rozpoczyna się walka o życie.
W pierwszym szpitalu lekarze stwierdzili, że zmiany w mózgu są wynikiem udaru. Mariusz jednak nie miał żadnych innych objawów, więc ciężko było nam uwierzyć w tę diagnozę. Okazało się, że słusznie… Gdyby nie przeczucie i determinacja męża, by odkryć, co mu dolega, zapewne wciąż byśmy tego nie wiedzieli. Mariusz zgłosił się do innego szpitala, gdzie zrobiono mu szereg badań, wykluczono m.in. zapalenie mózgu. Tam wstępnie stwierdzono, że to coś groźnego i wieloogniskowego… Niestety przypuszczenia lekarzy okazały się prawdą. Usłyszeliśmy słowa, których nie spodziewał się nikt - nowotwór mózgu, glejak!

Diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Jak cios, po którym trudno złapać oddech. Nikt nie jest przygotowany na takie słowa… Lekarze patrzyli nam w oczy i kazali się żegnać. Rokowania - najgorsze z możliwych. To był moment, w którym świat się zatrzymał — nagle wszystko, co do tej pory było ważne, przestało mieć znaczenie. Została tylko jedna myśl - to nie może być wyrok, musimy zrobić wszystko, żeby uratować Mariusza!
Zaczęliśmy szukać ratunku. Tak trafiliśmy do szpitala uniwersyteckiego w Gdańsku, do profesora Libionki - wybitnego neurochirurga, który operuje najtrudniejsze przypadki guzów mózgu. Wcześniej mówiono nam, że guzy w głowie Mariusza są nieoperacyjne… Doktor podjął się jednak operacji wycięcia guza w płacie czołowym - tego, który najszybciej rósł. W końcu los się do nas uśmiechnął - udało nam się wygrać z czasem, wskoczyliśmy na miejsce pacjenta, który zrezygnował, mąż był już operowany miesiąc po diagnozie.
Niestety drugie ognisko w głowie jest nieoperacyjne i nie można go wyciąć. Trzeba zrobić wszystko, żeby zniszczyć je leczeniem. Po operacji w Gdańsku Mariusz zaczął chemioterapię i radioterapię w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach. Wiemy jednak, że to za mało. Szukaliśmy pomocy wszędzie. Dostaliśmy szansę na leczenie w Kolonii - Mariusz został zakwalifikowany do immunoterapii. Niestety, koszt jest ogromny. Nie stać nas na tę terapię. W tej chwili wszystkie środki przeznaczamy na leki i dojazdy na konsultacje i leczenie.
Leczenie powinno się zacząć jak najszybciej, bo Mariusz jest w naprawdę dobrym stanie, nie ma żadnych problemów oprócz mrowienia w ręce. Sam się porusza, mówi, jest sprawny, Musimy zdążyć przed chorobą, przed wznową i kolejnym atakiem glejaka. W głowie wciąż jest aktywny guz, którego trzeba jak najszybciej zniszczyć.
Jesteśmy zmuszeni prosić Was o pomoc. Robimy to wszystko, aby mąż był jak najdłużej z nami, a przede wszystkim z naszymi córkami… Pomoc potrzebna jest natychmiast, bo choroba nie czeka — odbiera nam czas, którego mamy coraz mniej. Boję się każdego dnia, że mogę stracić mojego męża… A przecież Mariusz jest całym światem dla mnie i naszych córeczek. Potrzebujemy go tutaj — zdrowego, uśmiechniętego, obecnego.
Nie mogę pozwolić, by choroba nam go zabrała. Dlatego proszę o pomoc — każda chwila ma teraz znaczenie.
- Ola20 zł
- Hubert i Dominik1000 zł
❤️🧡💛💚💙
- 100 zł
- Wiktor Derbot50 zł
- Wpłata anonimowa150 zł
- Wpłata anonimowa20 zł