Najważniejszy mecz Mateusza - ten o życie! Dołącz do drużyny dobrych serc i pomóż! ❤️

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 108 osób
3 211,67 zł (18,29%)
Brakuje jeszcze 14 342,33 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
rehabilitacja - jedyna szansa na rozwój Mateusza

Mateusz Pachulski, 17 lat

Police, zachodniopomorskie

niedowład czterokończynowy, kardiomiopatia, zapalenie mięśnia sercowego

Rozpoczęcie: 23 Stycznia 2020
Zakończenie: 24 Lipca 2020

Poprzednie zbiórki

16 707,24 zł (101,32%)
intensywna rehabilitacja, by pomóc Mateuszowi

398

22.06.2018 - 07.10.2019

intensywna rehabilitacja, by pomóc Mateuszowi

398

16 707,24 zł

22.06.2018 - 07.10.2019

15 322 zł (100,01%)
rehabilitacja, która pomoże odzyskać Mateuszowi sprawność

1 178

24.05.2017 - 08.05.2018

rehabilitacja, która pomoże odzyskać Mateuszowi sprawność

1 178

15 322 zł

24.05.2017 - 08.05.2018

Zobacz wszystkie poprzednie zbiórki

Ten chłopiec ze zdjęcia to mój brat, Mateusz. Najbardziej na świecie kocha piłkę nożną, choć sam nigdy nie będzie w stanie jej kopnąć. Jest sparaliżowany. Od 15 lat rozgrywa jednak mecz ważniejszy od wszystkich, którzy grają najlepsi piłkarze w najsłynniejszych ligach - mecz o swoje życie.

Mateusz Pachulski

Mam pięcioro rodzeństwa. Mateusz jest z nas wszystkich najmłodszy; gdy przyszedł na świat, byliśmy już duzi. Wszyscy go rozpieszczaliśmy, nosiliśmy na rękach, pomagaliśmy kąpać, przewijać. Mateusz był zupełnie zdrowy, gdy się urodził; pamiętam, jak szczęśliwi z tego powodu byli nasi rodzice. Powtarzali, że nieważne, co teraz będzie, że ze wszystkim sobie poradzimy, najważniejsze jest to, że brat jest zdrowy. Mateusz szybko rósł i uczył się nowych rzeczy – zaczął mówić, gdy miał 9 miesięcy. Wydawało się, że tak będzie już zawsze. 

Gdy mój braciszek miał rok i 3 miesiące, jego serce przestało bić.

Gdy nasza mama wspomina ten dzień, nadal łamie jej się głos. Nic nie zwiastowało tragedii – Mateusz od rana jak zwykle biegał po domu, szalał, zaczepiał, bawił się zabawkami. To była jedna sekunda… Nagle upadł na podłogę, stał się bezwładny jak rzucona na ziemię lalka. Jego twarz przybrała kolor ściany. Była szara. Sina. Tego dnia Mateusz prawie umarł na naszych oczach.

Wada serca. Była razem z Mateuszem jak tykająca bomba, aby w końcu, w najmniej oczekiwanej chwili, wybuchnąć. Przez 5 tygodni mój brat był w śpiączce farmakologicznej. Życie całej naszej rodziny przeniosło się do szpitala. Budziliśmy się i zasypialiśmy, kierując myśli tylko w jedną stronę – naszego braciszka w szpitalnym łóżeczku, walczącego ze śmiercią. Nie wierzyłem, nie chciałem wierzyć, że to się tak skończy – jego życie, które przecież dopiero się zaczęło, miało teraz zgasnąć,? Wierzyłem, że się obudzi, że dojdzie do siebie, że wszystko będzie jeszcze dobrze.

Mateusz obudził się. Nie było jednak dobrze.

Lekarze powiedzieli, że na skutek niedotlenienia brat ma nieodwracalne zmiany w mózgu. Że ma niedowład wszystkich czterech kończyn. Z dziecka, którym był wcześniej Mateusz, nie zostało nic… Stracił wszystkie umiejętności. Gdy przeniesiono go na oddział kardiologiczny, nie umiał nawet sam pić.

Ale mój brat to niesamowity człowiek. Najdzielniejszy, jakiego znam. Wykazał się niesamowitą wolą życia i siłą, jak na dziecko… O wszystko, co nam przychodzi łatwo – o to, by trzymać głowę, ruszać ręką, nauczyć się mówić, a potem by samemu się ubrać, zrobić sobie kanapkę - on musiał walczyć godzinami. A my walczyliśmy o niego, rehabilitując go każdego dnia, innej opcji nie braliśmy nawet pod uwagę.

Mateusz Pachulski

Mateusz wyrósł na wspaniałego chłopca, pogodnego, pełnego energii, a mówili, że będzie warzywem, rośliną! Dzięki Wam i Waszej pomocy Mateusz robi coraz większe postępy. Wciąż jednak potrzebuje wsparcia. W przypadku dzieci takich jak Mateusz, zaprzestanie ćwiczeń oznacza, że postępy nie tylko zostaną wstrzymane, ale też się cofną! Musi ćwiczyć każdego dnia.

Mateusz kocha piłkę nożną. To jego pasja, największa miłość. Zna wszystkich piłkarzy, kibicuje Realowi Madryt. Wiem, że jego największym marzeniem jest to, żeby kiedyś wstać z wózka i kopnąć piłkę samodzielnie. Szansą dla mojego brata jest intensywna rehabilitacja. To w zasadzie jedyna nadzieja na to, że jego marzenie kiedyś się spełni… I jedyna, by się rozwijał i stawał coraz bardziej samodzielny. 

Ciągła rehabilitacja przekracza możliwości naszej rodziny, choć staramy się ze wszystkich sił, dlatego muszę  prosić o dalsze wsparcie. Nie czuję wstydu, większy czułbym, gdybym wiedział, że nie zrobiłem wszystkiego, żeby pomóc bratu… Słowa to za mało, żeby wyrazić, jak bardzo będę wdzięczny każdemu, który zechce nam pomóc… Nie poddam się, dopóki wraz z bratem nie znajdę się kiedyś na boisku.

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 108 osób
3 211,67 zł (18,29%)
Brakuje jeszcze 14 342,33 zł
Wesprzyj Wesprzyj