
2-letni Mateuszek walczy ze złośliwym nowotworem❗️Prosimy o pomoc❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, zakwaterowanie na czas pobytu w szpitalu
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, zakwaterowanie na czas pobytu w szpitalu
Opis zbiórki
Nic nie jest w stanie przygotować rodzica na moment, w którym dowiaduje się, że jego własne dziecko może umrzeć. Dla nas ten koszmar stał się rzeczywistością 10 stycznia 2026 roku. To właśnie tego dnia usłyszeliśmy diagnozę, która zabrzmiała jak najgorszy wyrok: wyściółczak trzeciego stopnia. Złośliwy i niezwykle agresywny rak, guz mózgu o średnicy aż pięciu centymetrów, który rósł w głowie naszego ukochanego synka, Mateusza. W ułamku sekundy musieliśmy porzucić wszystko i zacząć walkę o to, co mamy najcenniejsze – o życie naszego dziecka.
Jeszcze tego samego dnia pędziliśmy przerażeni do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Wszystko działo się za szybko. Chwilę później Mateuszek leżał już na stole operacyjnym. To było najdłuższe i najbardziej koszmarne 6 godzin w naszym życiu. Operacja była niezwykle ciężka, synek stracił mnóstwo krwi, konieczne było jej przetaczanie. Lekarze dokonali cudu – guz został wycięty niemal w całości.
Niestety, cena za uratowanie życia Mateusza okazała się ogromna. Po operacji nasz syn stracił możliwość połykania nawet własnej śliny. Aby mógł żyć i oddychać, konieczne było założenie rurki tracheostomijnej. Dzisiaj Mateusz oddycha przez rurkę, jest karmiony przez sondę i przestał chodzić. Z radosnego, biegającego chłopca, w jednej chwili stał się dzieckiem całkowicie zależnym od aparatury i naszej opieki.
Za nami potworna walka. Mateusz przeszedł już 5 ciężkich chemioterapii oraz wyniszczającą, 30-dniową radioterapię. Jego małe ciałko zniosło tak wiele… Ale Mateusz się nie poddaje! Ostatni rezonans magnetyczny przyniósł nam łzy wzruszenia – radioterapia zabiła resztki guza, które pozostały po operacji! Pojawiło się światełko w tunelu, ale walka trwa nadal.

Przed Mateuszkiem kolejny etap planu leczenia: aż 16 wlewów chemii, które musi przyjmować co 3 tygodnie. Mieszkamy na wsi, a do szpitala w Warszawie mamy ponad 330 kilometrów w jedną stronę. Każdy wyjazd to dla nas gigantyczny koszt paliwa, noclegów i utrzymania. Do tego dochodzą codzienne, niezwykle drogie leki, specjalistyczne opatrunki podkłady i medykamenty, które już teraz całkowicie przerosły nasze możliwości finansowe.
Mateusz ma ogromną szansę odzyskać zdrowie i sprawność, ale aby tak się stało, potrzebuje natychmiastowej i intensywnej opieki wielu specjalistów. Konieczna jest codzienna rehabilitacja neurologiczna, która pomoże jego główce i ciału na nowo ze sobą współpracować. Potrzebujemy stałych wizyt logopedycznych, aby nasz synek znów nauczył się połykać i mógł w przyszłości samodzielnie jeść oraz mówić. Do tego dochodzi codzienna rehabilitacja ruchowa, bez której Mateusz nigdy nie wstanie z łóżka i nie zrobi swojego pierwszego samodzielnego kroku.
Niestety, ze względu na to, że mieszkamy na wsi, daleko od jakichkolwiek dużych ośrodków medycznych, wszystkie terapie musimy organizować całkowicie prywatnie. Koszty te, połączone z nieustannymi wyjazdami do Warszawy, są dla nas barierą nie do pokonania.
Jako rodzice zrobimy wszystko, poruszymy niebo i ziemię, by ratować nasz największy skarb. Jednak sami, bez Waszego wsparcia, po prostu nie damy rady finansowo udźwignąć tej walki. Prosimy Was o pomoc – o każdą wpłatę, która przybliży Mateusza do powrotu do zdrowia, do życia bez rurki, bez sondy i bez wózka. Pomóżcie nam wyrwać synka z rąk choroby i podarować mu szansę na normalne dzieciństwo. Za każdą pomoc z całego serca dziękujemy.
Bożena i Michał, rodzice Mateuszka
- Wpłata anonimowa200 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- 1 zł
- Marek20 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł