
Rak w oczkach Mikiego zagraża jego życiu❗️Walka maluszka trwa - pomocy!
Cel zbiórki: leczenie w szpitalu w Nowym Jorku, dojazdy, bilety, badania, rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: leczenie w szpitalu w Nowym Jorku, dojazdy, bilety, badania, rehabilitacja
Aktualizacje
Ta walka się nie kończy! Nie tak powinno wyglądać dzieciństwo... Błagamy o pomoc❗️
Po ciężkim leczeniu onkologicznym, po ponad 60 narkozach, po półrocznej walce o wzrok Mikiego w Nowym Jorku przyjechaliśmy na turnus rehabilitacyjny, gdy Mikołaj skończył trzy lata.
W tym roku kończy siedem lat, a jego walka trwa. Staramy się jeździć z Mikim na turnusy dwa razy w roku. Do tego rehabilitacja stacjonarna, logopedia, kontrolne, rezonanse i badania krwi.

Tak wygląda życie siedmioletniego dziecka? Niekończące się terapie i wciąż nowe badania? Nie tak powinno wyglądać dzieciństwo…
Dzięki Waszemu wsparciu jesteśmy w stanie opłacić kontrolę w Nowym Jorku i prywatne badania. Dziękujemy za każdą wpłatę na zbiórkę Mikołaja. Niestety koszty z roku na rok są coraz większe.

Dlatego prosimy ludzi o dobrych sercach o pomoc. O pomoc w drodze do samodzielności naszego synka. Jeśli nie możecie wpłacić – udostępnijcie zbiórkę, by dotarła do jak największej liczby osób. To również realna pomoc!
Wciąż niepoddający się rodzice
Czy Mikołaj będzie kiedyś samodzielny?
Kochani,
jesteście z nami już tak długo! Bardzo dziękujemy, że od 6 lat możemy liczyć na Waszą pomoc i wsparcie.
Chciałabym Wam napisać, że u Mikołaja jest wszystko dobrze, ale niestety tak nie jest... Kolejne miesiące mijają, cały czas wypatrujemy poprawy w funkcjonowaniu naszego synka. Niestety, pomimo ciągłych rehabilitacji, terapii, turnusów i wyjazdów do sanatorium Mikołaj dalej nie mówi i nie sygnalizuje potrzeb.

Moje dziecko rośnie, a z dnia na dzień różnice między nim a rówieśnikami stają się coraz większe. Moim największym marzeniem jest, żeby Mikołaj stał się w przyszłości samodzielny. Chciałabym wierzyć, że gdy zabraknie nas – rodziców – to synek sobie poradzi...

Walczę dalej! Walczy też Mikołaj, ale bez Was nie damy rady, dlatego proszę o dalszą pomoc. Każda złotówka zbliża Mikołaja do samodzielności. Dziękujemy!
Mama Mikołaja
Czy już zawsze będziemy żyć w strachu? Każdego dnia modlimy się, by nowotwór nie powrócił. Prosimy, pomóż!
Kochani, Mikołaj jest już po badaniach dna oka w Nowym Jorku – na szczęście potwór dalej śpi!
Choć wyniki wyszły dobre, strach nieustannie nam towarzyszy i nasila się zawsze, gdy tylko zobaczymy odblask w oku Mikołaja. Ten odblask to pozostałości po odklejonej siatkówce oka, który zostanie z Mikim już na zawsze.

Cały czas walczymy o rozwój naszego dziecka – o sprawność i pierwsze słowa. To walka nie tylko o normalne funkcjonowanie. To walka o życie, które jest dla nas najcenniejsze.
Nasz synek wciąż potrzebuje wielu badań, które bez podania narkozy są nie do przeprowadzenia. W związku z tym Mikołaj był już usypiany ponad 50 razy!

Koszty badania z uśpieniem są o wiele większe. Do tego dochodzą wydatki związane z rehabilitacją, która potrzebna jest codziennie. Wizyty u specjalistów, terapie i dojazdy pochłaniają ogrom pieniędzy, których wciąż nam brakuje.
Dlatego prosimy, zostańcie z nami! Tylko z Waszą pomocą jesteśmy w stanie pokonać okrutnego wroga raz na zawsze. Tylko dzięki Wam nasz synek ma szansę na rozwój i normalne życie. Będziemy Wam z całego serca wdzięczni za pomoc. Docenimy każdy gest.
Rodzice Mikołaja
Opis zbiórki
Nasz synek ma dwa latka. Dwa latka niesamowitej miłości i radości z tego, że Miki jest z nami… I niemal tyle samo najczarniejszego strachu - tego najgorszego, o życie własnego dziecka. Gdy Miki miał trzy miesiące, zachorował na nowotwór złośliwy, który pozbawił go wzroku w jednym oczku. Stanęliśmy do najważniejszej walki w swoim życiu - walki z nowotworem, który zaatakował nasze maleństwo. Walka trwa do dziś, a my znów potrzebujemy Twojej pomocy!

W najgorszych koszmarach nie sądziliśmy, że nasze dziecko tak poważnie zachoruje, że czeka go piekło chemii i walki o życie… Mikołaj urodził się 2 października 2019 roku. 16 grudnia dowiedzieliśmy się, że choruje na retinoblastomę - nowotwór złośliwy oczu. Nowotwór rzadki, podstępny i bardzo, bardzo groźny…
Zaczęło się niewinnie. Podczas kołysania synka w ramionach zauważyliśmy, że na źrenicy prawego oczka ma dziwną, białą poświatę. Początkowo pomyśleliśmy, że to tylko odbicie światła… Po trzech dniach pojechaliśmy do okulisty dziecięcego w Toruniu. Tam usłyszeliśmy diagnozę, która na zawsze zmieniła nasze życie...

W ekspresowym tempie znaleźliśmy się z synkiem na oddziale, którego sama nazwa budzi strach – na onkologii. Tam okazało się, że nowotwór zaatakował nie jedno oczko, ale dwa… Choroba była już tak zaawansowana, że istniało ryzyko przerzutów… To, co zaatakowało naszą iskierkę, próbowało się wydostać poza oko – istniało ryzyko, że komórki rakowe krążą już po jego główce... Miki natychmiast rozpoczął chemioterapię. Taki malutki, dopiero co zaczął życie, a już musiał o nie walczyć…
Niestety rak zniszczył widzenie w prawym oczku. Lewe na szczęście jeszcze widzi. Po miesiącach walki usłyszeliśmy to słowo, którego boją się wszyscy na onkologii… WZNOWA! Wtedy zdecydowaliśmy, że musimy zrobić wszystko, by ratować synka. Polecieliśmy do USA, do szpitala w Nowym Jorku, specjalizującego się w leczeniu siatkówczaka. Leczenia Mikiego podjął się dr Abramson. Jeśli chodzi o walkę z tym rodzajem nowotworu, to najlepszy lekarz na świecie.
Jesienią 2020, dzięki pomocy tysięcy ludzi o dobrych sercach, którzy dali naszemu synowi szansę na ratunek, polecieliśmy do USA. Od tego czasu nowojorski szpital to praktycznie nasz drugi dom… Miki przechodzi tam leczenie. Prawe oczko widzi, ale "po obwodzie". Żółta plamka została zniszczona. Mikołaj nie mógłby funkcjonować, gdyby lewe oko nie nadrabiało. Niestety, chemia wyrządziła ogromne spustoszenie w ciele naszego synka... Mikołaj ma niedosłuch na lewe ucho, obniżone napięcie mięśniowe, jest opóźniony psychoruchowo.

Nowotwór to niebezpieczny przeciwnik. Teraz jest czysto, jednak czy tam będzie zawsze? Za każdym razem przekraczamy próg szpitala z lękiem, co pokażą kolejne badania. Żyjemy w ciągłym strachu przed wznową, ryzykiem przerzutów. Nowotwór już raz wrócił... Bardzo boimy się, że wróci ponownie.
Co osiem tygodni lecimy na kontrole do USA. To generuje ogromne koszty… Każda kontrola to koszt około 4 tysięcy dolarów. Raz w roku rezonans - 9 tysięcy dolarów… Trzeba zrobić testy na COVID, dojechać kilkaset kilometrów na lotnisko w Warszawie, potem dostać się do szpitala… Nie daj Boże, pojawi się wznowa, koszt leczenia to kolejne 90 tysięcy dolarów, których nie mamy. Tak będzie do ósmego roku życia Mikołaja… Pandemia i rosnący kurs dolara sprawia, że koszty są niebotyczne…
Tak bardzo chcielibyśmy jednego - aby kiedyś rozdział pod tytułem “nowotwór” został tylko wspomnieniem… Pękają nam serca, że nasz synek musi przez to przechodzić. Że nie może mieć normalnego dzieciństwa, że mija w cieniu walki z rakiem... Musimy jednak walczyć, a sami nie damy rady. Prosimy wszystkich ludzi dobrej woli o szansę dla naszego synka.
_____
Pomoc dla Mikołaja: dołącz do armii Mikiego na Facebooku (otwiera nową kartę)
* Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową.
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata w ramach Stałej PomocyWpłata anonimowa50 zł