

Uciekli przed wojną, uciekają przed niepełnosprawnością! Pomagamy Mironowi!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Aktualizacje
Walka o sprawność Mironka trwa... Nie możemy się poddać!
Niezauważalnie minęły 2,5 lata, od kiedy Miron mieszka w Polsce... W tym czasie synek z małego dzieciaczka stał się 5 letnim chłopcem, który niesamowicie interesuje się dinozaurami i robotami.
Zastosowaliśmy się do porad polskich specjalistów i całkowicie zmienieliśmy nasze podejście do rehabilitacji. Teraz nie jeździmy na turnusy, a odwiedzamy salę ćwiczeń co tydzień, ponieważ w przypadku Mirona aktywność fizyczna potrzebna jest cały czas.

Regularnie odwiedzamy logopedę, pediatrę i chodzimy na basen. Ostatnio musieliśmy dodać zajęcia z psychologiem, ponieważ im starszy staje się Miron, tym więcej pytań pojawia się u niego oraz u jego kolegów i koleżanek w sprawie jego kondycji fizycznej.

Z całych sił próbujemy sprawić, by życie naszego synka nie różniło się od życia innych dzieci oraz mocno skupiamy się na aktywności fizycznej, gdyż w jego przypadku to synonim słowa „życie"...
Bardzo prosimy Was o pomoc! Rehablitacja to dla Mirona szansa na szczęśliwe dzieciństwo i dobrą przyszłość!
Rodzice
Nowe informacje o Mironku!
Po urodzeniu dziecka życie rodziców skupia się wokół niego. Chcesz go obronić przed bólem, łzami i rozczarowaniem. Dziecko jeszcze nie potrafi mówić, a rodzice już marzą, jak razem będą jeździć na rowerach, bawić się w piłkę, kąpać się w morzu, żartobliwie rywalizując, kto pierwszy dopłynie do brzegu.
Ale ten mały wymarzony wszechświat niszczy się w ciągu kilku sekund, jak rodzice po raz pierwszy słyszą straszną diagnozę... Tak było z nami.

Nasz świat się zawalił, gdy usłyszeliśmy, że nasz syn ma chorobę genetyczną — meopatię nemalinową (choroba mięśni i nerwów), że on nigdy nie będzie siedział, stał, chodził, biegł...
Jednak postanowiliśmy walczyć: regularna rehabilitacja, zajęcia z logopedą i na basenie stały się naszą codziennością. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, co czuliśmy, jak Miron po raz pierwszy sam podniósł głowę, przewrócił się, usiadł, zrobił swój pierwszy krok...Niedawno skończyliśmy kurs rehabilitacji w Warszawie, po którym Miron zaczął skakać! Być może, to są tylko małe skoczki, ale w naszym przypadku, to jest ogromny skok w rozwoju syna.
Wiemy, że przed nami jeszcze dużo pracy, ale Miron ma dobre szansy na całkowitą rehabilitację i bycie samodzielnym. Czy będziesz z nami nadal i pomożesz nam wygrać okrutnie ciężką walkę?
Mama
Opis zbiórki
Narodziny dziecka to prawdziwe szczęście, zwłaszcza gdy dziecko jest długo wyczekiwane. Tak właśnie było i z naszym synem Mironem. Ciężko opisać radość, jaka pojawiła się w naszych sercach, gdy usłyszeliśmy, że za 9 miesięcy na świecie pojawi się nasze wyczekane dziecko. Moment, w którym mogliśmy pierwszy raz spojrzeć w jego piękne oczka, przytulić i pocałować w czoło jest cały czas tym najpiękniejszym. Niestety, nasza radość trwała tylko 2 miesiące…
Pediatra zwrócił uwagę, że dziecko nie trzyma głowy. Tak rozpoczęły się nasze poszukiwania diagnozy... Od lekarza do lekarza, z jednego badania na drugie. Po 4 miesiącach usłyszeliśmy, że Miron zmaga się z miopatią. To rzadka choroba mięśni i nerwów, które je znacznie osłabia lub prowadzi do zanikania...

Trudno opisać słowami, co wtedy czuliśmy. Łzy płynęły po policzkach… Tak bardzo się baliśmy, ale nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy szybko wziąć się w garść i zrobić wszystko, aby nasz synek samodzielnie trzymał główkę, siedział, chodził, nie miał problemów z jedzeniem posiłków i połykaniem.
Niedługo po postawieniu diagnozy rozpoczęliśmy rehabilitację. Znaleźliśmy specjalistę, uczęszczaliśmy na zajęcia z logopedą, regularnie ćwiczyliśmy na basenie. Wszystkie te czynności spowodowały, że Miron, mimo choroby, zaczął samodzielnie trzymać główkę, siedzieć, a gdy miał 1,5 roku zrobił swoje pierwsze samodzielne kroki!
Kiedy lekarze zapoznają się z naszą diagnozą, a później widzą synka, nie wierzą i mówią, że to cud. Ale my wiemy, że to nie cud, tylko ciężka codzienna praca, regularne zajęcia i odpowiednio dopasowana rehabilitacja. Najważniejsze to nie przerywać rehabilitacji, jednak po wybuchu wojny w naszej ojczyźnie, musieliśmy uciekać do Polski.

Specjaliści, którzy opiekowali się synkiem w Ukrainie, uważają, że nie będzie łatwo, ale jeśli nie porzucimy zajęć, Miron będzie w stanie sam naprawdę dobrze radzić sobie wśród rówieśników.
Na razie udaje nam się kontynuować zajęcia na basenie oraz znaleźliśmy centrum rehabilitacji, które zgodziło się nas przyjąć teraz, a nie za kilka miesięcy, co w naszej sytuacji jest bardzo ważne! Niestety, za wszystko musimy płacić sami.
Jest nam bardzo ciężko. Nie mamy w Polsce krewnych, znajomych, przyjaciół. Uciekaliśmy w nieznane, walcząc o przyszłość naszego dziecka. Będziemy bardzo wdzięczni za pomoc, wsparcie i wiarę w naszego syna. Prosimy, pomóż!
Rodzice Mirona
- 100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
100 zł
100 zł- Wpłata anonimowa200 zł
300 zł