

Każdego dnia tracę oddech❗️Proszę, pomóż mi w walce z nowotworem!
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, badania, dieta
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, badania, dieta
Opis zbiórki
Moje problemy zdrowotne rozpoczęły się w lipcu 2025 roku. Choć nie było jednoznacznych objawów, moje gorsze samopoczucie i badania wykonywane krok po kroku doprowadziły mnie do poznania diagnozy, na którą nikt nie jest w stanie się przygotować.
Poczułam się gorzej. Zauważyłam, że mam trudności z oddychaniem – myślałam, że to alergia. Udałam się do specjalisty, a tam od słowa do słowa skierowano mnie na rentgen, a później na kolejne badania.
Okazało się, że w moim prawym płucu zbiera się płyn, a w jajniku jest guz. Konieczna była operacja. Przypuszczano, że w najgorszym wypadku to nowotwór jajnika. Z takim przekonaniem jechałam na blok operacyjny. Nigdy nie zapomnę przerażonej miny mojego męża, gdy się wybudziłam – wiedziałam, że coś poszło nie tak. Badanie śródhistopatologiczne wykazało, że to przerzut.
Podczas gastroskopii wykryto zmiany na ścianach żołądka. Kolejna histopatologia potwierdziła najgorsze – nieoperacyjny nowotwór złośliwy żołądka w czwartym, najwyższym stadium rozsiewu. Czas się zatrzymał. Choroba stała się namacalna, a ja nie mogłam uwierzyć, że ta tragedia dotknęła właśnie mnie – w końcu mam dopiero 38 lat, jestem żoną, mamą, mam tyle planów, marzeń, zadań do wykonania...

10 września przyjęłam pierwszą chemię. Lekarze nie dawali mi jednak złudnej nadziei. Chemioterapia mnie nie wyleczy. To jedynie szansa na przedłużenie życia, na spowolnienie postępu choroby.
Ostatnie badania kontrolne wątroby wyszły pięciokrotnie podwyższone. Chemia została wstrzymana do czasu poprawy wyników, a ja kolejny raz trafiłam na oddział – w opłucnej znów pojawił się płyn.
Pod koniec listopada okazało się, że drugi jajnik, na którym do tej pory nie było zmian – powiększa się. Nowotwór zaatakował kolejny raz, niespodziewanie i bezobjawowo. Nie byłam przygotowana na taką kolej rzeczy. Konieczna była zmiana chemioterapii, ta dotychczasowa nie hamowała postępu choroby. Dziś wszystko odeszło na boczny tor, bo toczę walkę, której nie mogę przegrać.

Choć zdarzają się chwile bezsilności, a strach i smutek atakują nagle i z całą swoją mocą, staram się każdego dnia żyć tak, jak do tej pory. Codziennie wstaję rano, ubieram się i idę do pracy. Uwielbiam przebywać wśród ludzi – to oni dają mi energię i motywację do działania, są dla mnie ogromnym wsparciem w tym trudnym czasie. Moja rodzina – ukochany syn i mąż stale podtrzymują mnie na duchu.
Choroba każdego dnia mocniej daje się we znaki. Nie mogę sobie już pozwolić na dotychczasową aktywność czy choćby długie spacery. Woda w płucach sprawia, że bardzo szybko się męczę, a oddechu brakuje mi coraz częściej. Zakładam jednak uśmiech, który – choć szczery – skrywa wiele bólu i strachu.
Koszty walki, jaką muszę stoczyć, są ogromne. Leczenie, rehabilitacja, liczne badania i specjalistyczna dieta pochłaniają ogrom wydatków, którym muszę sprostać – bo nie mam innej opcji. To moja ostatnia i jedyna nadzieja.
Zawsze próbowałam radzić sobie sama. Dziś jednak, po wielu chwilach zawahania, jestem tutaj i zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie. Za każdy, nawet najdrobniejszy gest będę Wam z całego serca wdzięczna. Pomożecie?
Monika
- Wpłata anonimowa2 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
❤️❤️❤️
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- MagdaB.30 zł
Monia, życzę Ci siły i wytrwałości w walce z chorobą!